Pocieszanka

Czesc dziewczyny :)
Trafilam na Wasze forum przez przypadek i jestem mile zaskoczona tym jak sie wpieracie. Pisze z obczyzny i ta namiastka ‚wsrod swoich’ otulila mnie jak cieply kocyk :)
Mam 28 lat i duzo za mna rozczarowan i pare pozegnanych facetow. Teraz jestem na etapie ‚chowania’ swojej wielkiej milosci. Jestem silna i rzadko pozwalam sobie na chwile slabosci, ale momentami wyje z bolu na podlodze i mam ochote zakopac sie w popiele i tak przeczekac zalobe.. Lecz niestety nie moge. Zawsze wstaje i ocieram swoje lzy szybciutko, bo obraz przed moimi oczami nie pozwala mi na zal i narzekanie.
Drogie dziewczyny, pracuje w domu starosci, ktory jest jednoczenie hospicjum. Nie chce na Was zrzucac ciezaru jaki naklada na mnie ta praca. Chce Wam tylko powiedziec jak ja sobie radze z problemami dzieki tej pracy, a dokladniej jak zmiana nastawienia/ inna perspektywa daje mi sile do walki.
Kochane, codziennie patrze na cierpienie ludzi i na ich ostatnie chwile. Patrze na beznadzieje i bol, gdy nie ma przy nich nikogo. Patrze na niesprawiedliwosc i niekiedy na brak serca bliskich, czy personelu. To wszystko sprawia, ze nabieram dystansu do swoich problemow (Naprawde Patrycja? Chcesz sobie wmowic, ze zerwanie z chlopakiem jest tak samo straszne jak diagnoza: Rak?)
Poznalam kiedys kobiete, ktora miala raka, ze tak powiem- wszystkiego. Byla mloda (50lat) i od ponad 20 lat chorowala na stwardnienie rozsiane. Ta straszna choroba odebrala jej mlodosc i meza (no bo mezczyzni maja swoje potrzeby-tak to tlumaczyl). Ostatnie lata swojego zycia spedzila w lozku, a jedyna czynnosc jaka mogla wykonac, to poruszenie lewym kciukiem. Po kazdym spotkaniu z ta Pania nabieralam coraz wiekszej pokory i wdziecznosci za to co mam. Mam niesamowity dar, ktorym jest zycie. Mam zdrowe cialo, moge codziennie wstac z lozka i moge chodzic do utraty sil.
Wiecie ile osob wyje z rozpaczy i marzy o tym zeby miec moje zdrowie? I moje klopoty?
W taki wlasnie sposob moje problemy maleja do wielkosci pigulki(no pewnie, ze jest gorzka), ktora biore w lapke i polykam.
Jesli chcecie podziele sie z Wami moim sposobem na ‚pogrzeb’. Pisze list do mezczyzny z ktorym sie rozstalam. Pisze w nim wszystko, co chce temu panu powiedziec.. Wszystkie moje uczucia, caly gniew, slowa milosci i rozczarnowania sa zawarte na jednej, czy dwoch stronach. Na samym koncu dopisuje, ze zycze mu szczescia i znalezienia osoby, ktora pokocha i ktora da mu szczescie.
Ide na balkon i podpalam list. Z kazda sekunda czuje jak moja dusza sie oczyszcza. Zal odplywa a w jego miejsce wstepuje spokoj.
Wcale nie mowie, ze jest latwo. Jest okropnie ciezko. I ciezko pogodzic sie z mysla, ze kazdy ma wolna wole. On mnie juz nie chce i pomimo tego, ze ja go tak bardzo kocham- musze mu dac odejsc. To jego wybor, jego zycie, jego przyszlosc. Nikt nas nie moze zmusic do milosci.
A na koniec taka moja mala ‚pocieszanka’. Mowi sie to w kontekscie zwiazkow i ich chwiejnosci, ale ja to przeksztalcilam na cele leczenia. Mojego oczywiscie, ale moze komus to poprawi humor, wiec sie dziele :)
”Na swiecie jest ponad 7 miliardow ludzi. Nawet jesli jestes w szczesliwym zwiazku- oboje sie kochacie itd, to zawsze znajdzie sie ktos kogo moglbys kochac bardziej!”.

Path

 

Wymówki

Najbardziej zmotywowany człowiek to ktoś, kto bardzo potrzebuje toalety. Żadna przeszkoda nie jest w stanie go powstrzymać przed osiągnięciem celu.

Czy kiedyś słyszałaś następujące wymówki:

Zsikałam się, ponieważ:
- nie miałam czasu, żeby pójść do toalety
- byłam zbyt zmęczona
- straciłam nadzieję, nie wierzyłam, że zdążę
- oni mnie ciągle wyprzedzają, bo mają dłuższe nogi
- jestem za głupia, aby skorzystać z toalety
- to już ósmy raz; jakoś nigdy nie mogę zdążyć
- to nie dla mnie
- zapukałam do toalety, ale nikt mi nie otworzył
- zabrakło mi motywacji
- miałam doła
- nie stać mnie na chodzenie do toalety
- postanowiłam, że pójdę jutro
- czekałam, aż rząd się zmieni
- wysikam się od poniedziałku

 

Znalezione w sieci

Nie potrafię uciec…

Drodzy czytelnicy,

Mija niemal rok odkąd opisywałam swoje rozterki.


http://uciekamydoprzodu.blog.pl/2015/12/07/w-ktora-strone-pojsc/

Wiele się zmieniło, w zasadzie rok 2016 jest najgorszym dla mnie chyba w całym moim życiu… Moja kochana babcia odeszła w lutym… Co więcej rozstałam się ze swoim chłopakiem… a kontakt z TYM drugim muszę mieć nadal… ale od początku…

Po wysłaniu mojej wiadomości do Was nastał najgorszy czas dla mnie. Zawsze we Wigilię zastanawiałam się kiedy będzie ta ostatnia, tym razem to przeczuwałam. Babcia była słaba. We Święta wyszliśmy z Moim i ze znajomymi na miasto. On zadowolony, że to ja jestem „samcem alfa” w tym związku, ekspert w sprawach łóżkowych, pokazywał że wszystko jest cudownie. Kurwa mać nie wytrzymałam – moje granice wytrzymałości już puściły i śmiałam się z niego, obrażałam go, olewałam i nawet przyznałam że się nie bzykamy. Po powrocie do domu babcia leżała na ziemi – przewróciła się i tak biedna czekała na powrót. Pomógł mi ją podnieść i zanieść do łóżka, po czym rano zniknął. Został tylko podkoszulek, w którym zawsze u mnie spał. Pomyślałam, pewnie pojechał do domu na śniadanie, odezwie się później. I tak w ciągu dnia wykonałam ze 30 połączeń i smsów. Zero reakcji. Były Święta, babcia leżała pół przytomna. Cały wieczór przepłakałam pijąc wino… L Autobusy jeździły rzadko ale zostawiłam babcię i po kościele pojechałam do niego. Myślałam, że jest mu przykro, że się załamał, nie wiedziałam o co tak naprawdę poszło. Wyszedł do mnie tak wkurwiony że niemal nie rozbiliśmy się autem. Już wtedy żałowałam, że się tam pojawiłam. Ale mimo wszystko były Święta… Rozmowa nie była przyjemna, obraził się że tak powiedziałam o tym seksie, wiem że to czuły punkt ale mógł nie wywyższać się jaki on to nie jest zajebisty. Nazwał nawet babcie „starą kurwą”- w życiu mu tego nie wybaczę! Szkoda że byliśmy daleko od domu bo bym wyszła z samochodu… Ogólnie próbowałam wytłumaczyć, że ciężko to wszystko widzę, mówiłam czego oczekuję, co nam się nie układa, pytałam czy mamy jakiś plan na życie? Zasugerowałam, że może jakaś przerwa… (Nawet ksiądz na spowiedzi mi to zaproponował, sam powiedział że ciężka sprawa z tymi uczuciami gdy powiedziałam mu o zdradzie z moim „kolegą”). Zaraz po Świętach zadzwoniłam po pogotowie, babcia psychicznie odlatywała… diagnoza: złamana kość udowa. NIE! NIEEEE! LPowtórka z rozrywki, operacja, morfina rehabilitacja, wszystko stanęło mi przed oczami jak by przewinąć starą taśmę z kasety… Płakałam całą noc, wiedziałam że babcia tego nie przeżyje… Mój był przy mnie ale na chłodno to wszystko przyjmował. W Sylwestra wzięłam wolne, musiałam zawieźć wszystkie rzeczy potrzebne do operacji i porozmawiać z ordynatorem. 31 grudnia był dla mnie gorszy niż sam pogrzeb… Zastałam babcię przywiązaną do łóżka, w samym pampersie, majaczącą, bez żadnej kroplówki… Nasza polska służba zdrowia. Łzy stanęły mi w oczach. Na dodatek ordynator powiedział, że kość nie jest złamana i wypisują babcię do domu!!! Nie wierzyłam co słyszę! W takim stanie do domu? W pół przytomną? Nie wiedziałam co się dzieje… Mój był w pracy, dzwoniłam do mamy, do znajomych co mam robić, biegłam do ordynatora kardiologii u którego babcia wiele lat się leczyła, błagałam, żeby ja przyjął na oddział – co ja zrobię sama przez kolejny weekend… nawet kolega z pracy pomagał bo jego matka jest tam pielęgniarką i zna wszystkich, nic z tego. W między czasie dał znać o ośrodku opiekuńczym w moim mieście, akurat mieli jedno miejsce… Tak więc biedną babcię przywieźli mi do domu a wieczorem zabrali do ośrodka. Co za poniewierka… Nie miałam innego wyjścia, potrzebowała fachowej opieki. Mama deklarowała że przyjedzie za 5 dni, ale co by mi to dało, musiałam iść do pracy a poza tym bałam się że będzie piła i tyle z niej pożytku… W Sylwestra zjadłam coś dopiero o 22 i wypiłam 2 drinki po których o mało się nie przewróciłam. Przeszła mi przez głowę myśl także o NIM – że obchodzi kolejną rocznicę ślubu… ale to było teraz nieważne. Brzuch bolał mnie przez tydzień – jak do tego doszłam z nerwów bo nigdy tak nie miałam… Po czasie doszło do mnie, że nafaszerowali babcię jakimiś lekami uspokajającymi i dlatego majaczyła, nie wiedziała co się z nią dzieje, przeczuwałam najgorsze, które dopiero miało nadejść.

Równocześnie zdecydowałam o przerwie w związku po tym jak mój chłopak doprowadzał mnie do szału swoją obecnością. Nie wiem co mi się stało, może te wszystkie rzeczy sprawiły że teraz albo nigdy, wiedziałam, że będzie ciężko ale musiałam coś z tym zrobić, powiedział że będzie czekał… porwałam się bardzo z tym zamiarem bo było mi bardzo źle… na dodatek w pracy miałam sajgon bo to koniec roku itp., wychodziłam o 18-19, jechałam do ośrodka , wracałam późno i tak cały tydzień. Z babcią było różnie, trwało to miesiąc, do momentu kiedy zadzwonili do mnie, że zabrało ją pogotowie, dostała zapaści cukrzycowej L Po raz kolejny sama w szpitalu o godz. 23 roztrzęsiona zadzwoniłam po Mojego. Przyjechał… nie miałam do kogo zadzwonić… Potrzebowałam go. Kolejne dni była nieprzytomna, bałam się iść do pracy, że nie zdążę się z nią pożegnać… w końcu przyjechała matka… babcia leżała na progu śmierci a ona piła… pijana szła do szpitala, pijana urządzała mi awantury. To było ponad moje siły. Za dużo już tego wszystkiego. Mój to wszystko widział…

Babcia zmarła w Walentynki, jakby tego było mało akurat taki dzień sobie wybrała! Jakiś znak dla mnie?… Na pogrzeb przyjechał także ON. A przy mnie był mój chłopak, co za paranoja… Wiedziałam, że w tym momencie moje życie zmienia się o 180 stopni. Ale nie myślałam, że aż tak… Matka siedziała w PL jeszcze 3 miesiące i modliłam się żeby już wracała – z jednej strony potrzebowałam jej, ale z drugiej wykańczała mnie psychicznie awanturami o pieniądze po babci, mieszkanie itp… alkohol non stop… Utrzymywałam ją przez ten czas. W tym czasie sytuacja z moim chłopakiem była dość dziwna, próbowałam rozmawiać o tym wszystkim, o przerwie, coś wisiało w powietrzu, nie chciałam po tym wszystkim wychodzić do znajomych, czekałam, aż sytuacja w domu się unormuje. Może nie myślałam logicznie, chciałam przetrwać te awantury. Myślałam, że może teraz się coś poprawi, że zamieszkamy razem… I potrzebowałam go, tak bardzo właśnie teraz. I stało się najgorsze… Pewnego dnia zostawił u mnie telefon, wiele się nie zastanawiając sięgnęłam po niego i otworzyłam smsy. To co przeczytałam wprawiło mnie w osłupienie. Nie spodziewałam się że coś tam znajdę, raczej ciekawość mnie tam zaprowadziła. Mimo wszystko miałam do niego zaufanie – może sama wiedząc jak bardzo je nadszarpuję.  „Miałem zieloną noc z jej matką, spałem 3 godziny”. Cooo?? Wiadomość do jego siostry – jakim prawem pisze coś takiego? Owszem była akcja kiedy matka ledwo trzymała się na nogach a on przyjechał do mnie w nocy bo już nie dawałam rady… Ale takie coś? Jaka zielona noc? I dlaczego opowiada o tym swojej rodzinie? Dla mnie to był znak, że musieli już wcześniej o tym wiedzieć. Biedny spał 3 godziny? A co ja mam powiedzieć skoro to się powtarza cały czas? To się przekonał jeden raz i już się żali… Nie mogłam w to uwierzyć, cios prosto w plecy, z najważniejszych dla mnie problemów urządził sobie kpiny… L Nie przyznałam się że przeczytałam, nerwowo pisał do mnie przez internet, że ma dość, że ja niczego nie chcę naprawiać… że nie powie mi co myśli bo mogłabym tego nie znieść… super! Na następny tydzień chciał mnie zabrać na grilla do siostry, zapytałam co w ogóle im mówił o naszej sytuacji bo nie było mnie tam kilka miesięcy i źle się będę czuła idąc tam. Odpowiedział że nic… Powiedziałam o smsach, zapytałam co to miało być? Zarzucił mi brak zaufania i wyszedł. Nie odzywał się 2 tygodnie, ja chciałam to wyjaśnić, dowiedzieć się dlaczego tak postąpił. Zbliżał się wyjazd mamy z powrotem, nie wiedziała co się między nami dzieje. W końcu zadzwoniłam do niego do pracy bo nie odbierał… Powiedział że się odezwie, czekałam kolejne dwa tygodnie… W czasie kiedy on pojechał sobie na wycieczkę, ja płakałam cały weekend po wyjeździe matki. Niby ulga, bo to co przeżyłam przez nią zszargało mi nerwy L – tyle nieprzespanych nocy, łez i obaw o to czy nie zrobię jej krzywdy w tej bezradności. Nie docierały do niej słowa, prośby, groźby, krzyki, szarpaniny… Co alkohol robi z człowiekiem. Czasem myślę, że jej nienawidzę! Nie potrafi się opanować i logicznie myśleć. Czułam taki cholerny ból i pustkę, puste mieszkanie, budzisz się i chce Ci się ryczeć, nie ma nikogo, zostałaś sama, ból nie do opisania… Jego nie ma, w takim momencie go nie ma… Gdy się nie odzywał sprawdziłam swoje konto jak zazwyczaj i kolejny szok, przelew pieniędzy które mu pożyczyłam z jakimiś cholernymi potrąceniami m.in. za 2 worki ziemniaków! Haha! Moja pieprzona kasa ciężko zarobiona i oszczędzona i co? Dostaję wyliczone minus jakieś pierdoły po 2 latach! A gdzie był kiedy musiałam w Sylwestra wybrać 1000 zł z konta i zapłacić połowę za ośrodek? Na matkę nie mogłam liczyć… W końcu dochodzi do spotkania… 3 godziny rozmowy, najpierw go zjebałam a później ryczałam… Przyjechał odpicowany w nowych ciuchach o które tyle razy prosiłam, żeby sobie kupił. Zrobił to z premedytacją… Nastawiony że to już koniec nie mogłam wierzyć w to co słyszę… Niby tego chciałam, ale było mi żal, jeszcze bardziej teraz po śmierci babci. Powiedział, że zawiódł się na mnie, że nie może mi dać tego o czym marzę… że go to wszystko przerosło, że chodzi mi tylko o pieniądze i wiele innych przykrych rzeczy… Dziękował mi za wszystkie wspólne chwile, z drugiej strony, że będzie się o mnie martwił, że chciałby usłyszeć mój glos. To ja płakałam, on nic, ze stoickim spokojem jakby już to zaplanował co powie. Czuję że nie dowiedziałam się prawdy, dlaczego tak nagle to się stało? Dzwoniłam jeszcze przez kilka dni, nie odbierał…

Kolejny cios. Nazajutrz w pracy zmienialiśmy biuro… Naprzeciw NIEGO! Dlaczego teraz to się dzieje? Nie dam rady? Być teraz bliżej niego? Teraz? Kiedy jestem po rozstaniu, po tych wszystkich przykrych wydarzeniach… Mam codziennie go widywać? L On się cieszył że będę bliżej… Ile jeszcze wytrzymam? Mimo to kontakt mieliśmy rzadki… W sumie to teraz chciałam żeby zrozumiał, żeby był, żeby pomógł… Skoro tyle między nami się wydarzyło. Wiedziałam że moje rozstanie było z jego powodu… Wyjechałam do UK do przyjaciółki tak jak od roku obiecywałam, trochę odpoczęłam. Wszystko było świeże. Jednak przed wyjazdem czułam potrzebę porozmawiania z Moim… a co jeśli nie wrócę, jeśli się coś stanie… nie odbierał. Czułam się rozgoryczona, wracały wspomnienia. To była moja ostatnia próba kontaktu z nim… Nie wiedziałam czego chcę, wiedziałam, że jestem sama, że potrzebuję kogoś obok. Matka dzwoniła co parę dni, również załamana. Czasem miała wypite, odkładałam słuchawkę. Wiedziałam, że nie mogę się wrócić do Mojego jeśli tak naprawdę tego nie czuję, nie mogłam go prosić o pomoc tylko dlatego żeby nie być samą… dobijało mnie to z dnia na dzień. 4 lata do kosza, tyle wspólnych chwil, wydarzeń… może teraz dopiero to doceniłam, może karma wraca? Może Bóg mnie pokarał za moje zdrady… A może tak miało być. Gdyby nie ON, też nie mam pewności żeby się udało, może tak miało być, może dobrze że teraz. Milion pytań na minutę… Jako ostatnia dowiedziałam się że miał pierścionek zaręczynowy od roku, więc dlaczego tego nie zrobił? Bał się? Może wcale mnie tak nie kochał, może było mu tak wygodnie, może ja jestem temu wszystkiemu winna? Wiem, że to co robiłam było złe. Może widział, że mi nie zależy. Wiem też, że ciężko by było mi z nim żyć a jednak tak strasznie to boli. I to w takim momencie… Można było wcześniej to rozwiązać wiem… Ale on gdyby może właśnie teraz był przy mnie to by to przetrwało? Może bym wybiła sobie z głowy TAMTEGO? Los jest przewrotny…

Przez te kilka miesięcy było mi bardzo ciężko, znajomi każdy swoje życie, jakoś się to zmieniło, we dwójkę więcej się działo, teraz same pary, nie było i nie ma z kim wyjść, wyjechać, wciągała mnie praca, nowy system, nadgodziny, jeszcze żeby było śmieszniej padł mi dysk w komputerze i nie miałam na czym pracować – praca stała się całym moim życiem, wyjścia, grille, mecze, jezioro, siatkówka. Jak na złość. Często był ON, ja w zasadzie teraz wolna ale próbowałam się od tego odciąć, niby blisko a tak daleko. Miałam urodziny, zapomniał. Miał pretensje że go olewam. Znów płakałam, że traktuje mnie jak jakiś dodatek do swojego życia. Chciałam żeby mnie jakoś wsparł, nie było go. Przyszedł raz na kawę – opowiedział że bierze kredyt na dom… Nie! I że kredyt Was nie rozłączy aż do śmierci. Po co mi to mówi? Próbowałam przejść na stopę koleżeńską. Nie potrafię. Pamiętam wszystko co wydarzyło się 2 lata temu… Znów tańczymy, mówi, że wszystko się tutaj zaczęło… Ale już nie wracamy z imprez razem, nie spotykamy się po kryjomu, nie piszemy całymi dniami… Nawet nie zaglądam do jego biura ani on do mojego. Każdy jego widok powoduje u mnie podenerwowanie… Widzę jak na mnie patrzy, ciągle w ten sam sposób, obserwuje mnie przy każdej okazji, słyszę: „z dnia na dzień piękniejsza”, „Ty już mnie nie lubisz, nie chcesz ze mną mieć nic wspólnego”. Kurwa kocham Cię idioto!!! L Zarzuca mi, że tylko imprezuję z firmą i tak olewamy się nawzajem… Nadchodzi okrągła rocznica założenia naszej spółki, event dla pracowników z rodzinami… będzie z żoną. Niby nabrałam dystansu ale boję się, nie przeżyję, nie chcę na to patrzeć. Patrzę. Jaka ona niewinna. Nawet ładna, ale jakaś mało wyrazista. Nie zbliżam się, nawet nie chcę się przedstawiać. Opiekują się dzieckiem, nawet się nie witam. Wpadamy na siebie, podaję tylko rękę i cześć. Kurwa jak boli… Ona jedzie do domu, on zostaje, zbliża się, kieruje toast w moją stronę – „nie piję z Tobą”, odsuwam się, nie chcę z nim rozmawiać, mówi że kupił ten dom. Mam świeczki w oczach, wychodzę do ubikacji. Bierze mnie do tańca, pytam po co Ci to? „Bo lubię i Ty lubisz”. Nienawidzę go. Tańczymy. Kocham z nim tańczyć. Przytula mnie gdy puszczają fajerwerki. Odsuwam się. Jedzie, ja zostaję do końca, pisze mi że imprezują jeszcze na mieście, idę spać…

Dyrektor urządza nam ostatni turniej siatkówki w tym roku. Po grze siedzimy przy winie, dowiaduję się że spodziewają się drugiego… O mało się nie krztuszę. Wracam pijana do domu i wyję do rana L To koniec. Już naprawdę. Czekałam na ten moment. Nie powiedział mi… Nienawidzę go! Wyjeżdżam na wczasy, znajduję chętną koleżankę. Nie myślę o nikim, odpoczywam, spełniam swoje marzenia. Dowiaduję się że mój ex odwiedza moich znajomych, dostaję szału… Po co to robi? Po tym wszystkim jak mnie zostawił samą z tym wszystkim zachowuje się jakby się nic nie stało? Niby ma to tego prawo ale niech każdy idzie w swoją stronę… Często spędzaliśmy czas z moimi znajomymi, ale boli mnie to. Ja jego ekipy nie odwiedzam… Chaos, pustka.

Z NIM nie mamy kontaktu,  znów dostaję sms czy już się do niego nie odzywam, „Ale sobie przypomniałeś!” „Cały czas myślę” „Taaa powiedz jeszcze że się stęskniłeś”. Chce przyjść, nie pozwalam. On chyba myśli że cały czas będzie tak między nami. A ja mam pęknięte serce, nawet poczwórnie, przez babcię, matkę, mojego ex i niego. Próbuję uciec. Boję się że teraz nikogo sobie nie znajdę, bo nawet nie wychodzę z domu, nie chodzę na imprezy, nigdzie nie wyjeżdżam na weekendy, nie mam z kim. Boję się że już wszystkich będę porównywać do niego… Nikt mi się nie podoba. Widuję go, wypieram ze świadomości. Pisze że tęskni. Myśląc że dam radę pozwalam mu przyjść. Jestem ciekawa co powie. Niespodziewanie kładzie się ze mną spać i zostaje do rana… Nie chcę, wyganiam do domu, wiem że znów będzie bolało. Przytula jak nigdy dotąd, nie ma seksu, jest czysta bliskość, całuje w czoło, głaszcze po ciele, po uszach, rękach, przytula mocno, śpimy tak całą noc. Nie wierzę w obrót spraw. Tak bardzo tego potrzebowałam kilka miesięcy temu. I dużo wcześniej, jeszcze nigdy nie byliśmy tak po prostu blisko L Mimo to nie pozwalam się całować, mam ochotę na seks ale nie mogę. Wychodzi, całuje, znów zostawia mnie samą… Widzę jak tęsknił… Nie rozumiem… Chcę zniknąć. Nie mogę z nim być… Znów sama w 4 ścianach…  Jak się od tego uwolnić?

Pomyślicie, że jestem nie normalną egoistką, która zraniła swojego chłopaka. Owszem czuję, że tak jest. Mimo to żyję wspomnieniami tych 4 lat, wiem, że mu zależało, wiem że wiele mu powierzyłam i zaufałam, że mimo wszystko wiele dla mnie znaczył i chyba tak ciężko mi się pogodzić z tym, że z dnia na dzień staliśmy się dla siebie nikim. Czy to była miłość? Może z czasem się dowiem i będę żałować. Ale jeśli moje serce bije do innego to nie mogłam pozwolić aby mój związek tak trwał… A czy faktycznie bije? Tak czuję, ale może to tylko fascynacja i zauroczenie, a może po prostu świadomość tego czego nie mogę mieć… Od tamtego roku w tej kwestii za wiele się nie zmieniło, poza tym że nie mamy już takiego kontaktu.Nadal chcę go mieć. Ale nie mogąc go kochać muszę znienawidzić.  Jednak nie jest łatwo tak się od tego odciąć i po prostu zapomnieć. Tym bardziej, że się widujemy w pracy. Mogłam to przewidzieć. Jednak nie traktowałabym tego tak gdyby ON się tak nie zachowywał. Na chwilę obecną widzę, że nic to dla niego nie znaczyło i nie znaczy nadal. A nawet jeśli to i tak nic się nie zmieni bo on zdecydował zostać przy swojej rodzinie. I to też poniekąd rozumiem. Katuję się tymi wspomnieniami wspólnych chwil… Czym jest miłość? Boję się że nigdy się nie dowiem…

Motylek

Nie potrafię odejść.

Witam.

Jestem licealistką i mam 18 lat. Od prawie 3 lat jestem w związku. Jednak ważne w mojej historii jest to, co stało się wcześniej, zanim zaczelam z nim być.

Otóż jako dorastająca dziewczyna znalazłam chłopaka. Nazwijmy go X. Byłam zakochana, moja pierwsza miłość. Uniesienie, pierwsze pocałunki. Tylko był jeden problem, który mu nie odpowiadał. Mianowicie, bylam troche większa. Całe dzieciństwo trenowałam pływanie i dwubój. Później przez kontuzję byłam zmuszona przestać ćwiczyć, co wiązało się z tym, że przytyłam. Nie jakoś wiele, jakies 7 kg przez pół roku na pewno, dużo i nie dużo za jednym razem. A najgorsze w tym wszystkim – moje nogi, krótkie, bardzo silne, duże. Przez pływanie i bieganie. Ale wracając do meritum, on na każdym kroku przypominał mi o tych nogach, nazywał je (też mnie) parówami. Najpierw brzmiało to jak żarty i tak też to traktowałam, jednak z czasem przerodziło się w wyśmiewanie mnie nawet przy swoich kolegach. Krótko byliśmy razem a ja strasznie to przeżyłam. Chciałam pokazać mu co stracił i zaczęłam znów dbać o siebie, ćwiczyć i zdrowo się odżywiać tak też zrobiłam. Chudłam i chudłam. Z 2000 kcal zrobiło się nagle 1000 później 500 aż w końcu jadłam gdy mdlałam. Ciagle w głowie „masz nogi jak parówy, parówo”… Gdy rodzice zauważyli co się ze mna dzieje, każdy posiłek jadłam przy nich. Później gdy wychodzili wymiotowałam. Doszły do tego tabletki na przeczyszczenie i herbatki. Potrafiłam zjeść całe opakowanie i wypić herbatę zaparzoną z 5 torebek. Ciełam sie na nogach, na rękach. Było ze mna naprawdę źle. Zbliżały się świeta Bozego Narodzenia.. czyli jedzenie przy rodzinie. Nie mogłam tego znieść, nie chciałam iść na święta, nie chciałam widzieć jedzenia, obrzydało mnie to gdy ktoś jadł przy mnie. Dzień przed wigilią dla zabawy ganiałam sie z tata i w pewnym momencie obsunął mi się rekaw i zobaczył moje ręce, całe pocięte. Był wtedy podpity, usiadł na mnie by zobaczyć całe ręce i gdy w koncu mu się udało dostałam w twarz. Usłyszałam, że po co się tne, skoro mogą mi kupić trumne i bedzie wszystkim lepiej. No cóż.. z histerią poleciałam do mojej babci, która mnie wybroniła przed ojcem.

Na wigilii zjadłam troche kapusty i wypiłam barszcz. Gdy wszyscy poszli zapalić, ja poszłam do toalety i wymiotowałam, czułam się okropnie z tym, że zjadłam coś co nie jest w moim jadłospisie. Moja mama słyszała to, że to zrobiłam i kilka dni później byłam w zakładzie psychiatrycznym. Stwierdzono jadłowstręd bulimiczny.

Poznałam tam masę ludzi i ich życiowe tragedie. Doszłam do wniosku, że to wszystko przez X. Później gdy już wyszłam. Półtorej roku leczenia się antydepresantami, terapia u psychologa. Dało mi to wszystko siłe. Gdy juz było wszystko dobrze, zrobiłam sobie tatuaż na bliznach – różę (symbol św. Rity mojej patronki od bierzmowania, do której się modliłam gdy było ze mną naprawdę źłe).  Uznałam to za koniec mojego cierpienia i nowy start. Dlatego też porozmawiałam z X. Powiedziałam mu wszystko co mi zrobił, że to jego wina. On nie chciał mnie słuchać najpierw ale później zrozumiał i po prostu bez słowa poszedł. Dostawałam kwiaty od niego, pisał dzwonił interesował sie. Zaczeliśmy znów chodzić na randki ale coś poszlo nie tak, chyba nie jestem w stanie na tyle mu pozwolić. Jednak do dzisiaj jesteśmy naprawdę dobrymi znajomymi, spotykamy się od czasu do czasu, wspominamy i smiejemy sie z wszystkich glupich i dziecinnych rzeczy jakie robilismy. Wybaczyłam mu wszystko, chociaż on mi się dziwi, mówi, że na moim miejscu nigdy nie zrobiłby tego. Podziękowałam mu za wszystko co dobre i wybaczyłam za to co złe, bo to sprawiło że stałam się silną już kobietą.

Zaczełam imprezować, dbać o sobie, kochać siebie jak nigdy..

Niedługo wtedy poznałam mojego akutalnego chłopaka. Nazwijmy go Y.  Nie tyle co go poznałam co zauważyłam. Po prostu mieszkamy razem na tym samym osiedlu, w tym samym bloku od dziecka, dzisiaj rownież. Wszystko się szybko potoczyło i staliśmy się parą. Uświadomiłam go na samym początku, ze cos takiego jak wyzej opisalam przeszlam, i ze ze mna nie bedzie latwo,bo mam dni kiedy nie moge spojrzec w lustro i mam ochote znowu sie ciac u rzygac.

Jednak on mnie zapewnial, ze to nic, ze bedzie ze mna. Po raz pierwszy coś takiego poczułam do kogoś. Czułam, że będziemy długo razem, że go kocham. Było tak cudownie. No właśnie, było. Zaczełam byc ograniczana, zrezygnowałam z mojej pasji dla niego. Istniał tylko on. Pojechaliśmy na wakacje razem z moimi przyjaciółkami. I wtedy zaczeły się problemy. Zauważył ze inny mężczyzni się za mna ogladaja, ze ja tez lubie spojrzec na innych facetow.

Pewnego wieczoru, szliśmy na imprezę. Ładnie się pomalowałam i uczesałam. Miałam koszulę na sobie, rozpuszczone włosy, krótkie spodenki i szpilki  co ważne, czerwone usta pasujące do koszuli. Wyglądam bomba! Wychodziłam z pokoju, zobaczył mnie, mam nadzieje, że powie coś słodkiego, skomplementuje mnie.. w rzeczywistości zostałam zwyzywana, że wyglądam jak ździra i dlaczego pomalowałam sobie usta skoro wiem, ze on nienawidzi gdy mam je pomalowane bo mu to przeszkadza. Wróciłam do pokoju, popłakałam sie. Tyle było z mojej imprezy. Później przyszedł, przeprosił mnie za to,że krzyczał a ja za to, ze nie pomyślałam o nim malując te usta. Dziewczyny wtedy mówiły mi ze mam się stuknął w łeb, bo nic zlego nie zrobilam a go przepraszam. Nie sluchalam ich. Pozniej inne jakies problemy itp.

Najgorsze było to, ze przed wyjazdem rzucilam mimochodem podekscytowana wakacjami, ze bedziemy sie kochac codziennie. Gdy mowilam, ze nie chce obrazal sie, ze niepotrzebnie to mowilam.

Lato mineło, zbliża się nowy rok szkolny, poznalam wtedy tez jego znajomych. Był tam taki A. Uroczy blondyn. Fajnie ubrany, bardzo szarmancki gentelmen. Widzialam na kazdej imprezie ze Y probuje mnie odciagnac od niego bo bylo widac ze lubimy się. Wkurwialo go to, a my nic zlego nie robilismy, smialismy sie, palilismy fajki, moze przez 10 min. Y stał sie bardzo zaborczy a ja zaczelam sie dusic w tym zwiazku. Zaczelam spotykac sie znow z kolezankami, zaczelam znow robic to co lubie co w konsekwencji oznaczalo mniej czasu dla niego. Czasem pisalam z A. Dobrze nam sie gadalo, i czulam ze podobam mu sie, on mi tez ale przeciez jestem w zwiazku i to jeszcze z jego kumplem. Chorobliwa zazdrosc od stronu Y mnie przytłaczała.

Rozstalam sie z Y. On tak zadecydował, po prostu. Ryczalam, nienawidzilam go, chcialam go wymazac z mojej pamieci. Nic zlego nie robilam a zawsze slyszalam, ze moje slowo jest gowno warte, ze nie dotrzymuje obietnic, ze jestem straszna, beznadziejna, jestem bachorem i mam spierdalac.

Poszłam więc do A. Pocieszyc się. To nie wypaliło, bo zaczelam tesknic za Y. Było mi niby dobrze bez niego, ale brakowało mi go cholernie. Znajdowałam w sobie winy, ze to ja jestem winna, tylko i wylacznie ja. I pewnego dnia wpadlam w taka histerie, ze po prostu przyszlam do niego i blagalam o wybaczenie, nawet sama nie wiem czego. Wrocilismy do siebie a ja z dnia na dzien zostawilam A.

Bylo nam dobrze przez jakis miesiac, moze dwa. Znow sie wszystko zaczelo powtarzac. Jednak kupilismy razem auto, niby ekstra pomysl. Ale nastaly wielkie kłótnie o ten durny samochód. Tak wielkie, ze podduszał mnie pod ściana gdy nie chcialam dac mu kluczyków.

Najgorsze sytuacja sa wtedy kiedy mam te złe dni. Kiedy mam ochote zwymiotowac mj caly posilek, kiedy jest mi zle kiedy jak spojrze w lustro placze jak nienormalna – on wtedy mowi, ze mam cos nie tak z głową i mam przestać tak gadac bo mu sie nie chce tego słuchac. To mnie najbardziej boli.

Rozstawalismy sie, znow wracalismy. I tak w kółko i w kółko. Uslyszalam, ze jestem nienormalna, ze mnie nienawidzi, ze zaluje ze do mnie wraca caly czas. I tak, to ja zawsze wyciagam do niego reke. On tak bardzo nienawidzi przepraszac. Na palach policze ile razy mnie przeprosil a sprawy czasem naprawde byly powazne.Każde moje wyjscie na impreze bez niego bylo wielkim stresem, placz, blaganie.

Teraz znow jestesmy razem.

Opowiem sytuacje, która trzyma mnie do dzisiaj. Były wakacje. Pojechałam z moja najlepsza przyjaciółką nad morze. Było świetnie. Oczywiscie nie obeszło się bez wielkiej kłótni, ze on tez chce. Ja uznalam, ze musze odpoczac troche od niego. Dlatego zrobilysmy sobie we dwie babski wyjazd. Y oczywiscie dzwonil, pisal prawie caly czas. Nie dawał mi odpoczac od siebie. Dlatego zmyslalam jakies rzeczy, ze jestem zmeczona, albo ze rozladowal mi się telefon dlatego nie odpisywałam. Takie tam. Co wieczór piłam z nią wino i wychodziłysmy na miasto po całym dniu leżenia na plazy. Poznalysmy mase ludzi. Moja kumpela leciała ostro w tango z facetami, ja nie. Jestem wierna, mimo, ze umawialam sie z kolega mojego chlopaka od razu po rozstaniu ale wierna bylam zawsze i zawsze bede.

Pewnego wieczoru poznalam chłopaka – J. Nawalony jak szpadel, tak samo jak ja. Zaczelismy rozmawiać, śmiać się było super. Chciał mnie pocałować, na co ja odpowiedziałam dla żartów, ze dostanie buziaka W POLICZEK jesli mi kupi kwiaty. Ja z całą gromadą smiejemy się do rozpuchu bo gdzie o godzinie pierwszej w nocy on znajdzie kwiaty. A on wracal po 10 min z 3 najpiękniejszymi różami jakie w życiu widziałam, klęka i się pyta czy będe jego żoną.

Ludzie tam zabrani krzyczeli i zwracali na nas uwagę. Gratulowali nam, bili brawo. Ja się zgodziłam, wiedzialam ze jutro on o mnie zapomni ja o nim tez dlatego dalam mu tego niewinnego buziaka w policzek. Śmiechu do nie miara/

Rano juz o tym zapomnialam. A tu dostaje telefon, ze tu J i czy go pamietam. Nie mam pojecia jak on mnie znalazł ale cud nastał i mam moj numer. Umowilismy sie ta sama ekipa do baru wieczorem. Impreza trwa w najlepsze.

Poszlismy nad ranem sie przejsc po plazy cala grupką. Wyprzedzilismy wszystkich i sami rozmawiamy. Zapytał się mnie dlaczego jestem taka niedostępna, czy cos zlego zrobil. Po prostu myslałam o tym, ze niedlugo to sie skonczy, zostaną tylko wspomnienia. Wróce znow do domu, znow do Y, który sprawia, ze czuje sie jak gówno. Jednak na to pytanie mu nie odpowiedziałam. A on wtedy po prostu stanał przede mną i powiedział, ze po coś tutaj się spotkalismy i najchętniej to kupiłby mi miliony takich róż bym śmiała się tak samo jak wtedy. I ze gdyby nie to, ze on mieszka w Holandii to bylabym naprawde jego zoną.

Cała droge do domu, płakałam. Nie chciałam wracać. Chciałam tam zostać chociaz jeszcze jeden dzien z J.

Czasem rozmawiam z J. (Oczywiscie w tajemnicy przed Y.) Pochwalił mi się, ze na Sylwestra bedzie w Polsce i czy przypadkiem nie bede w tym samym miescie. Y sie  nigdy nie zgodzi, zebym pojechala z moimi znajomymi na sylwestra do innego miasta. znow bede musiala siedziec z nim w domu i udawac jak bardzo jestem szczesliwa.

Czuje, ze go nie kocham, czuje ze to przywiazanie. Nie potrafię od niego odejść, bo za kazdym razem jest mi źle bez niego. Zaczynam wspominać jak bylo dobrze i zwalac cala wine na siebie. Chociaz JA WIEM, ze tak nie jest.

Wszyscy moi znajomi mi sie dziwia dlaczego z nim jestem. Nawet jego rodzina mi to powiedziała..

Nie wiem jak odejść, nie wiem jak zacząć żyć bez niego. Tak bardzo mnie uzależnił od siebie. Nienawidze go za to, nie potrafię odejść a nie chce z nim być. Co mam zrobić? Jesteście moją ostatnią deską ratunku.

 

olvsivctic

Problem z byłym

Witam
Ostatnio trafiłam na waszego bloga i stwierdziłam, że może mi pomożecie. Od 4 sierpnia nie jestem z moim były.Powodem tego było to,że mnie pobił. Miałam limo pod okiem,z pięści uderzył mnie w brzuch itp. Wcześniej już się zdarzało,że mnie kopnął albo dusił,ale wtedy pierwszy raz uderzył mnie w twarz.Zdradził mnie z moją najlepszą przyjaciółką,z którą teraz jest.Problem w tym,że to był pierwszy chłopak,w którym sie zakochałam. I strasznie denerwuje mnie to,że nie potrafię go po prostu znienawidzić.Odkąd zerwaliśmy,przez miesiąc nie mieliśmy kontaktu.Jednak wtedy go odblokowałam i zaczął do mnie wypisywać,że tęskni i mnie kocha.Nie potrafiłam wytrzymać i się z nim spotkałam.Spotykaliśmy się przez prawie 2 tygodnie.Wiedziałam,że do niego nie wróce, ale i tak chciałam się z nim widywać.Mówił mi,że nie jest już z tą dziewczyną,ale okazało się ,że z nia także w tym czasie się spotykał.Od tamtej pory straciliśmy kontakt i pomimo tego,że nigdy więcej nie dam się namówić na spotkanie to wciąz codziennie o nim myśle. Poznałam świetnego chlopaka i poczułam do niego także coś wyjątkowego,ale wiem,że dopóki nie wymarzę z pamięci mojego byłego to nic z tego nie wyjdzie. Każdego kłamię, że wcale się z byłym nie spotykałam i nikomu się nie przyznaję, ze dalej cos do niego czuję. Wiecie może co mi może na to pomóc? Chcę o nim zapomnieć:/

Paulina

List od mojego Rozsądku.

Moja Kochana!
Wiem, że bardzo cierpisz z tego powodu że zostałaś zdradzona i przez to zraniona tak okrutnie.
Ale pomyśl. Świat się nie kończy na tym jednym facecie.
Masz dzieci, masz pracę, masz wspierającą rodzinę, masz przyjaciół.
Nie jesteś sama. Cały świat Cię wspiera.
Nie myśl o nim, złe myśli i emocje odpędzaj, gdy przychodzą, odganiaj i zastępuj pozytywnymi.  To Twoja głowa, to Twoje myśli, to Twoje serce i uczucia, to od Ciebie zależy jakie będą. Nie daj się ponosić temu co próbuje Cię niszczyć i gnębić.
Popatrz na siebie, gdy odpoczniesz, gdy się uspokoisz, znów będziesz pogodną, uśmiechniętą, atrakcyjną kobietą.
Jesteś mądra, inteligentna, rozsądna, rozważna, silna – to są cechy, które teraz wydobądź na wierzch. Uśpij na chwilę swoją wrażliwość, nie pozbywaj się jej, bo staniesz się zimną suką, ale teraz troszkę o niej zapomnij, uśpij, ukołysz, pogłaszcz jak skrzywdzone dziecko, niech śpi, niech odpocznie.
Jesteś dobra, dziel się swoją dobrocią z dziećmi, z rodzicami, z innymi ludźmi, nawet z psem  on jest taki teraz opuszczony i zaniedbany, domaga się wciąż pieszczot i zainteresowania.
Masz pracę, tak dużo pracy, tylko brać się i pracować, zarabiać, wyjść z długu, zarobić na swoje przyjemności, na wyjazd w przyszłym roku na wakacje. Wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają, ale ile mogą dać przyjemności umiejętnie spożytkowane.
Zajmij się domem. Trzeba pomalować, poprzestawiać meble, coś dokupić, na to też trzeba zarobić. Och, może nie wszystko na raz :)))
Powoli, ale systematycznie. Zrób sobie plan i go realizuj. Trzymaj się go. Pisz w kalendarzu sprawy do załatwienia, zadania do wykonania.
Krok po kroku.
I pamiętaj – nie pozwalaj sobie na niedobre myśli. Nie krzywdź siebie bardziej niż zostałaś skrzywdzona.
Wybacz sobie, nie myśl, że gdybyś to czy tamto to było by inaczej, może by było, ale to już teraz nieważne. Teraz jest teraz i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Każdy popełnia błędy, nie musisz być idealna.
Zamknij grodzie czasu, oddziel to co było od tego co jest, jest nowy czas, jutro przed Tobą, gdy znów będziesz tą kobietą którą potrafisz być, na pewno przyniesie Ci coś dobrego. Od jakiegoś czasu gościł w Tobie lęk, dopuściłaś go do siebie, a wiesz, że tego robić nie wolno. Zawsze miej podniesioną głowę i odważne serce.
Kochaj siebie, nie krzywdź siebie, wybaczaj sobie.
Jesteś wspaniała i tak się znów poczuj – wspaniale.
Twój Rozsądek.

Bumerang życiowy poleciał w dal

 
 
Kochane dziewczyny,
 
Tak jak obiecałam piszę co u mnie.
 
Przeżylam te nieszczęsliwe i straszliwie samotne wakacje. Przeżylam też samotne swieta i Sylwester.
 
Bylam cala obolala z nerwów, z depresji ale nie podawalam sie….
 
Szczerze wszystkim naszym znajomym i rodzinie mowilam ,ze juz z nim nie jestem .  Potem na te wakacje zapisalam sie z przyjaciółka do Bulgarii-bylo cudnie! fantastyczne towarzystwo i wszystko takie inne ,sloneczne , usmiechniete. deprecha zaczeła puszczać.
Po powrocie z wakacji na schodach w pracy wpadlam na kolegę . Znamy sie 24 lata. Kupę lat przepracowalismy razem w jednym dziale. Znałam jego zonę bylysmy kolezankami. Kolezanka ta umarla 2 lata temu…. facet , smutny zdruzgotany , szary …
Pogadalismy stojac na tych schodach…
Potem telefon od niego . Rozmowy …
Okazalo sie ,ze wiele nas łaczy,ze jest nam fajnie razem, rozumiemy się .
Ale nie bylo latwo. Nie chcialam ,uciekalam . On był dobry i cierpliwy..
Teraz po prostu jestem. Jestem kochana i akceptowana taka jaka jestem. Z wadami.
Nie boje się. Ten paskudny strach …nie ma go…
Ufam i śmialo patrze w przyszlość..
Mam poczucie wartości.
Szacunek..to takie naturalne
Facet dal mi to w ciagu tych kilku miesięcy o czym marzylam przez cale zycie…
 
Zaraz po tym jak sie zdecydowalam pojawil sie ON. prosil ,błagał i obiecywał. Że zrozumiał, ze sie zmieni ,ze wszysztko mi wynagrodzi…Znajomym mówi ,ze wrócił by do mnie na kolanach…tylko ze j NIE CHCĘ!
 
Mam 50 lat -warto uciekać !
aniołek
 
 

Zawsze istnieje wyjście

Witajcie.

      Minęły cztery lata odkąd zaczęłam iść nową drogą. To TUTAJ ( „Wyszłam za mąż, teraz wracam”)  się wszystko zaczęło, na długo przedtem zanim postanowiłam opuścić miejsce które zwalo się moim domem czytałam bloga.Wy dalyscie mi wsparcie mentalne i wiarę że wszystko jest możliwe. BO JEST.

Życie jednak nie jest bajką, tylko wypadkową wielu decyzji i zdarzeń. Ta akurat decyzja o odejsciu od męża była jedną z najlepszych jakie podjęłam.Nie będę kolorowac czasu „PO” bo kazda z Nas ,która przez to przechodzila wie , że droga jest trudna .Niezliczone momenty płaczu, załamania wiary i stawanie przed trudnymi decyzjami ,ktore trzeba podejmować.Dbanie  o dzieci, praca , walka o każda drobną rzecz, jednym słowem-szara rzeczywistość. A gdzie  miejsce na NOWĄ MNIE ?   Tą właśnie , która miała być przecież szczesliwa?
..Otóż Ona musiała się nauczyć tego szczęścia.Zaczac je zauważać w drobnych rzeczach , sobie i ludziach wokół…bo właśnie tak to działa. Przepracowalam stare strachy, oswoilam demony , pogodzilam sie z wieloma bolami.Nadszedł moment kiedy „prawie „wszystko było już tak jak powinno być, moment w ktorym zaczęłam oddychać spokojnie i nieśmiało snuć plany na przyszłość…Moment w ktorym tez poznalam kogos komu zaufalam,układać w glowie plan na to „czego chcę i jak zrobić by tak było, by móc żyć dobrze ….
  A wtedy stała się rzecz niespodziewana ….zupełnie przypadkiem poszłam zrobić morfologie bo słabo się czułam, ale pewnie to przepracowanie , przeprowadzki i stres ….Podając kartkę Pani Doktor zazartowalam że „wezmę tyle witamin ile Pani przepisze i obiecuje że niedługo zwolnie tempo bo mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia…”
Tyle tylko, że Kobiecie nie było do śmiechu…Dziś mija 7tygodni odkąd jestem w szpitalu, trzecim szpitalu…Mija kilka dni odkąd przestałam płakać a podjelam decyzje o walce .O najwazniejszej walce mojego życia…

Dlaczego akurat do Was piszę….zamiast wynurzac sie na blogu dla „chorych”…Bo chcę każdej z Was przekazać ważną rzecz:Cokolwiek by się działo, jakkolwiek sytuacja wydawałaby się beznadziejna ….ZAWSZE ISTNIEJE WYJSCIE .I tak bym zachorowała…bo to niezalezne akurat ode mnie …ale jak trudne byloby przechodzenie tego w tamtym toksycznym swiecie, z  tamtymi ludźmi, z tamta nieswiadomoscia siebie. A tak posiadam „komfort” tego, że w zyciu za oknem szpitala jest ok, że są tam ludzie którzy kochają, czekają i trzymają kciuki. 
Walczcie o siebie i swoje życia -szczęśliwe życia -każdego dnia.

Nutella

Skup się na nowym

nowe

 

 

Kobiecy Punkt Widzenia

Weź przestań.

Wiesz, tępa dzido, na czym polega uczciwość wobec siebie? Że rozumiesz, po co ci ten facet jest właściwie w życiu potrzebny. Że on nie ma cię ratować przed rozsypką, zagładą, depresją, że on nie ma nadać sensu twojemu życiu.

To ty masz nadać swemu życiu sens. Jeśli masz pracę, której nienawidzisz, jeśli masz przyjaciół, których nawet nie lubisz, jeśli nie masz żadnych zajęć, które sprawiają, że jesteś lepsza, ciekawsza, że się rozwijasz, to dlaczego jakiś facet ma czerpać przyjemność z bycia z tobą?

Bo dużo zarabiasz? Bo obrobisz mu lagę raz na tydzień? I później się jeszcze dziwisz, że cię zdradził, zostawił, kopnął w dupę i kazał spadać? Weź przestań.

Posprzątaj swoje życie.

— Pokolenie Ikea

źródło: http://wez-wyjdz.soup.io/post/673365837/Wiesz-t-pa-dzido-na-czym-polega

Sama nie wiem, co myśleć, jak myśleć i co robić

Witajcie,
czytam Was od jakiś 8 miesięcy. Nieregularnie, ale jednak. Listy i wpisy pomogły mi wyjść ze związku z byłym partnerem. Niby byłam silniejsza, niby wiedziałam, żeby nie dawać sobą manipulować. Niby… Czas jednak zweryfikował i zadrwił ze mnie. Może zwyczajnie niczego się nie nauczyłam. A może mam tak miękkie serce, że bez problemu każdy jest w stanie je zniszczyć, podeptać i zwyczajnie zranić.
Może to moja wina? Pomóżcie, bo nie ogarniam już samej siebie.
Nie jestem nastolatką, nie mam męża, dzieci, nie mam rodziny (poza rodzicami oczywiście), nie mam nawet kota czy psa. Od pół roku żyję w letargicznym rozdwojeniu jaźni i kiedy już mi się wydaje, że będzie super, wszystko wali się ze zdwojoną siłą.
Po rozstaniu z T., z którym byłam 6 lat, moje życie obróciło się o 180 stopni. Nagle zostałam sama, z długami, z mieszkaniem, które musiałam utrzymać sama, z jego gniewem, swoją frustracją. Nie wiem, czego się spodziewałam po facecie, który pod koniec tego wieloletniego związku zaproponował mi otwarcie się na innych ludzi – czyli zdrady. Zapaliła mi się czerwona lampka, ale chyba byłam jeszcze na tyle ślepa, by nie zrozumieć, że to gwóźdź do trumny.
Rozstanie nie obyło się bez fajerwerków, pakowania jego rzeczy, wizyty moich rodziców. I nagle nastała pustka, cisza, taka upragniona i wyczekana cisza. W między czasie, poznałam Go. 6 lat starszy, po rozwodzie, sympatyczny, inteligentny.
Zaczęliśmy się spotykać. Często u niego zostawałam na noc, miał swój dom pod miastem, był zaradny, uczuciowy, pełen różnych zainteresowań (zupełna odwrotność mojego byłego partnera). I chcąc nie chcąc zakochałam się w nim. Niestety, byłam zbyt szczera. Powiedziałam mu o tym, jak wyglądał związek z ex, do czego mnie namówił. Nie wstydzę się tego, ale widziałam, jaka była jego reakcja. Był… zdruzgotany! Dzisiaj uważam, że liczył na to, że pozna królewnę z bajki, dziewicę orleańską, a w
łóżku wyuzdaną damę. Czułam i słyszałam jak mnie oceniał. Z tygodnia na tydzień coraz bardziej.
Przez pierwsze 2 miesiące niemalże codziennie powtarzał, że mi nie ufa. Ale, że się zakochał. Dla mnie to totalne rozdwojenie. Jak można mówić, że się kocha, a jednocześnie nie ufać? Czy jest psycholog na Sali?
Z całych sił próbowałam go przekonać, ze warto. Nie jestem panienką lekkich obyczajów, swoje przeżyłam, ale mam godność. Jakkolwiek to nie zabrzmi. Nie chodzę do łóżka z kim popadnie, nie narażam się na niebezpieczeństwa… Na próżno moje tłumaczenia. W jego oczach pozostałam zwykłą ku…wą. Skąd to wiem?
Po dwóch miesiącach leżąc już w łóżku wieczorem, zapytał o moją przeszłość. Uznałam, że skoro rozmawiamy spokojnie, to mogę powiedzieć, ale nie spodziewałam się, że mnie… uderzy. Mocno. W twarz. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje. Rozmawialiśmy przecież spokojnie. Odskoczyłam od niego i zaczęłam się szybko ubierać. Wpadł w szał i rzucił się na mnie. Pchnął mnie mocno na ścianę, uderzyłam głową. Potem jeszcze zaczął ciągnąc mnie za włosy. Udało mi się uciec. Byłam półnaga, nie
zdążyłam ubrać nawet bluzki. Uciekłam do jego siostry, która mieszka w domu obok. Poprosiłam ją i jej męża o chwilę schronienia. W jego domu zostały moje rzeczy: telefon, ubrania, kosmetyki. Od razu przybiegł i powiedział, że niczego mi nie odda dopóki z nim nie porozmawiam. Byłam przerażona. Zadzwoniłam na policję, bo uparł się, że jak wrócę po rzeczy, oberwę jeszcze raz. W końcu udało mi się zabrać swoje rzeczy w towarzystwie męża jego siostry, zadzwoniłam po taksówkę i wróciłam do swojego
mieszkania. Byłam roztrzęsiona. Nie spałam całą noc. Spędziłam kilka godzin pod prysznicem, by zmyć z siebie wspomnienie jego ciosów. Rano okazało się, że mam naciągnięty nadgarstek i guza na czole. Zastanawiałam się, czy nie skorzystać z rady policji, która przyjechała tamtej nocy i zgłosić pobicie.
Nie zrobiłam tego. W między czasie dzwonił setki razy, pisał, że się zabije, że mnie przeprasza i błaga o wybaczenie. Ugięłam się. Zgodziłam się z nim spotkać w parku. Płakałam, gdy mówiłam, że wszystko zniszczył.
Od jego siostry dowiedziałam się, że nie jestem pierwszą, którą tak potraktował. On temu zaprzeczał za każdym razem jak o to pytałam. Po jakimś czasie postanowiłam dać mu szansę. Ma problem z alkoholem, był kiedyś uzależniony od narkotyków. A mimo to, po dniach, tygodniach błagania mnie o wybaczenie, dałam mu szansę.
Przez jakiś czas było dobrze. Poznał moich rodziców. Nikt nie wie, co się wydarzyło poza nami. Poznałam jego córkę – to piękna, mądra dziewczynka. Zajmowałam się nią, kiedy go odwiedzała.
Niestety, mimo jego obietnic, że nigdy więcej mnie nie uderzy, nie zaniechał innych przykrych rzeczy. Notorycznie mnie wyzywa od dziwek i kurew, od szmat, które dają każdemu w hotelach. Najgorzej, gdy jest zdenerwowany sytuacją w pracy. Wtedy wszystko się na mnie odbija. Grozi mi, że jeśli nie zacznę się zachowywać według jego wytycznych, uderzy mnie, albo wywiezie gdzieś i pozwoli mnie zgwałcić jakimś swoim kolegom.
Jestem tym przerażona, zmęczona, jestem… nikim. Tak się czuję.
I znowu podobna sytuacja miała miejsce wczoraj… Poza pracą na etat, wykonuję od czasu zlecenia dla firm tłumaczeniowych. Wściekł się, że nie poświęcę mu tyle czasu ile by chciał. A ja przecież poświęcam mu każdą wolną chwilę. Praktycznie zamieszkałam u niego.
I to jego bycie najukochańszym na świecie na tle bycia totalnym psychopatą.
W wakacje wylądowałam w szpitalu. Przyjechał pewnego dnia tylko po to, by mi powiedzieć, że sama sobie zasłużyłam na to, na co choruję, że to dlatego, że się puszczałam z kim popadnie (co jest wierutną bzdurą).
Nie zliczę łez, które wypłakałam, próśb, które wypowiedziałam, ucieczek, które zaliczyłam, kiedy już zupełnie się nie hamował.
Dzisiaj zostawiłam mu list. Chcę pobyć sama, chcę to zweryfikować, przemyśleć. Ale… czy to ma sens? Czy on może dotrzymać słowa, że się postara, że zmieni swoje zachowanie.
Na szczęście nie użył siły wobec mnie po tamtym zdarzeniu. Ale słowa… ranią jak nóż. Oczekuje, że będę posłuszna, że będę wierna. I była bym wierna i dobra, gdyby nie to, że sprawił, że czuję się jak… kompletnie bezużyteczna kupka skóry i kości.
Mówił o tym, że pragnie spędzić ze mną życie. Ale czy ja chcę spędzić życie z kompletnie nieprzewidywalnym alkoholikiem? Nie. Wiem to.
A mimo to kocham… I chcę być szczęśliwa. I to chyba błąd.
Polly

Czy…?

Krótka historia związku, z którego chcę uciec.

Przepraszam za chaos – jestem zdenerwowana.

 

Ja lat 30, on 31. Oboje byliśmy singlami, ja po traumatycznym rozstaniu  -on mieszkający u mamy – prawiczek.

Poznaliśmy się przez internet. Oczywiście zauroczenie dobrym żartem, poziomem życia, atrakcyjną pracą – ogólnie cud, miód, orzeszki.

 

Myślałam, że w kwestiach seksu wszystkiego się nauczy ode mnie, na początku sama musiałam przejąć inicjatywę i powoli go wprowadzać w „dorosły” świat.

 

W międzyczasie sam kilkakrotnie mówił o tym, że na przykład cierpi na szumy uszne, jest nadwrażliwcem i nie lubi ludzi – idealnie byłoby siedzieć we dwoje – każdy na swoim laptopie – w oddzielnym świecie.

 

Cały czas w tym etapie znajomości widywaliśmy się tylko na dzień, dwa, maksymalnie trzy.

Moja zauroczona głowa nie słuchała migających czerwonych lampek, które mówiły, że on nie będzie dobrym partnerem, ojcem. Z biegiem czasu coraz częściej czułam od niego alkohol, szczególnie, kiedy spotykaliśmy się w weekendy.

 

DRAMATU AKT PIERWSZY ;)

Dlaczego by nie spróbowac zatem zamieszkac razem?

Półtora roku po zawarciu znajomości kupiliśmy mieszkanie na kredyt (50/50% własności).

Przeprowadzkę opiliśmy pyszną whiskey.Ja zabrałam się za urządzanie gniazdka, a szanowny Pan spędzał całe popołudnia przy piwie.

Przeżyliśmy o to wiele kłótni. Jego argumentem jest fakt, że miałam w dalszej rodzinie alkoholików i się czepiam. On przecież ma nad wszystkim kontrolę. Nie mogłam pogodzić się z faktem, że on naprawdę potrafił wypić po 8 piw dziennie. Jestem pewna, że pił też przed pracą (zapewne mniej bo wciąż pracuje). Zapewne na cały ten okres uzbierałoby się z 60 dni, kiedy był „trzeźwy”( między innymi po negocjacjach, że nie pije w tygodniu pracy).

 

Kilka miesięcy po zamieszkaniu razem wyjechaliśmy na urlop, gdzie nabawił się zapalenia płuc, co spowodowało jak wiadomo męską walkę o życie. Po chorobie pojawiła się bezsenność i dziwne halucynacje.

Fiu fiu… Włączył się tryb hipochondryka i choroby nerwowej.

 

W międzyczasie odwiedził wszystkich możliwych lekarzy: gastrologa, wielokrotnie internistę, okulistę i laryngologa.

Zrobił sobie gastroskopię – wyszły owrzodzenia, zrobił kolonoskopię – uchyłki w jelitach.Oczywiście wszystko to wina stresu w pracy – wcale nie alkoholu. Wszystkie te wizyty poprawiały na chwilę sytuację – potem leczył się domowymi sposobami na nerwicę -tabletkami od mamy, która ma nerwicę zdiagnozowaną od lat. Dostał 2-tygodniowy antybiotyk, przy braniu którego faktycznie nie pił nic. 

Poczuł się lepiej, ale tylko na chwilę, bo miewał coraz gorsze epizody paniki, zapijanej piwem. 

W końcu wylądawał u psychiatry, który nie wiem co stwierdził, ale zalecił branie leków psychotropowych.

Leki brał, na początku stosował się do wszystkich zaleceń – w międzyczasie seks umarł do zera. Nie chciało mi się nawet dopraszać o poświęcanie uwagi – tak mineło kilkanaście tygodni. Wracaliśmy z pracy – on szedł spać, ja zajmowałam się domem, zakupami itp. Po ok. 2 miesiącach znów zaczął popijać 2-3 piwka dziennie. Ataki nerwicy zaczęły wracać, a on odregowywał wszystko na mnie, coraz częściej warcząc i dialog między nami umarł. Zamknęłam się w sobie- przestała komunikowac juz cokolwiek – potrzeby, prośby. Odpuściłam sobie.

 

Pewnego dnia zabił mnie tekstem, że zwolnił się z pracy, bo go wszyscy denerwują.

Wziął miesięczne zwolnienie od psychiatry i siedzi w domu.

Oczywiście, ja wracając po pracy nawet zastawałam czasami kwiaty, ugotowany obiad, czy sprzatniete podłogi, ale większość czasu spędzał na spaniu i  wycieczkach do sklepu po piwo.

 

DRAMATU AKT DRUGI

Czując zbiżające się załamanie psychiczne uciekłam na dwa tygodnie do obcego, nienacechowanwgo złą atmosferą miejsca, bez większych tłumaczeń -powiedziałam że chcę od niego odpocząć.

 

Dopiero tutaj zobaczyłam, w jakim bagnie siedzę.

Jestem wypalonym człowiekiem, tak naprawdę juz go nie kocham – nie kocham też siebie za to, że tak późno się ogarnełam.

Wiąże nas kredyt mieszkaniowy na kilka lat. Nie chcę mieć z nim dzieci – z racji chorób rodzinnych i alkoholizmu.

Nie stworzę z nim domu, o jakim marzę – pełnego miłości i ludzi. Nie zrealizuję marzeń.

 

W tym momecie u niego włącza się walka o mnie. To on jest pokrzywdzony – bo opuszczam go w chorobie, bo akurat ma gorszy moment. On tak bardzo mnie kocha, choć wie, że jest egoistą. Da mi wszystko czego pragnę, da mi te dziec, których nie lubi, ale ja ich chcę. Da mi wszystko.

 

Dowiedziałam się, że wypytuje o mój numer pierścionka – na samą myśl o tym, cierpną mi nogi.

W trakcie rozmowy telefonicznej prawie sie rozstaliśmy -usłyszałam tyle agresji i takie słowa, których nie zapomnę nigdy.

 

Na drugi dzień przyjechał z kwiatami i przeprosinami, odbyliśmy długą rozmowę, usłyszałam, że on bedzie dla mnie walczył, dla mnie ogarnie swoje problemy. On cały czas mnie kocha… A ja wyprana ze wszystkich emocji, na granicy ataku paniki/smiechu tego wysłuchałam.

 

Jestem kłębkiem nerwów, pozostał mi tydzień pobytu w samotności, nie moge odpocząć – cały czas muszę meldować, co robie i odbierac telefony z zapewnieniami, że on chce walczyć o nas. Nie mogę spać, nie mogę jeść. Teraz to on chce mnie wyciagać z dołka. Żąda ode mnie zapewnień, że go kocham – te słowa nie są w stanie przejśc mi przez gardło.

 

chciałabym to wszystko uciąć natychmiast, nie wracać już do wspólnego domu, o którym miałam takie piekne marzenia. W obecnej chwili nie mam jednak innej możliwości. Musze wrócić.

 

Nie mogę jednak pozwolić umrzeć natrętnej mysli, która podpowiada mi, żeby jak najzybciej to skończyć.Zaoszczędzić czas na powrót uśmiechu i energii w MOIM życiu. Jednocześnie strasznie obawiam się, że zostanę już na zawsze sama.

 

Powiedzcie, czy uwierzyć mu w chęć zmiany i pracy nad sobą?

Czy dać może jakiś okres na to, aby może się wykazał?

Czy odpuścić i trochę jak tchórz uciec?

  

DRAMATU AKT TRZECI – OBY NIE BYŁO

Aleksandra

 

Kiedy lek na całe zło okazał się przyczyną choroby

Moja historia mogła by bezapelacyjnie zostać początkiem scenariusza dla amerykańskiej komedii romantycznej. Po 3 latach udanego związku, przyszła pora na dosłowne budowanie dalszej wspólnej przyszłości – domu. Kuchnia miała być biała a blaty drewniane, kredyt miał być podpisany w poniedziałek. Niestety w piątek powiedział mi, że nie jest gotowy na takie dorosłe życie, przerasta go to że nasz związek będzie już taki na poważnie (w końcu kredyt wiąże mocniej niż ślub). Chciał dalej ze mną być, ale żeby było po staremu – bądźmy razem ale osobno bez zobowiązań. Dla mnie to był cios w samo serce, dobił mnie na koniec tym jak oddał mi w samochodzie moje rzeczy zwinięte w kulkę jak brudne pranie. Wróciłam do domu usiadłam na podłodze i zaczęłam wyć. To nie był płacz to była histeria, taka że po godzinie nie możesz oddychać. I w tym właśnie momencie napisał do mnie ON…

Wiedziałam że się do mnie odezwie. Widziałam jak się na mnie patrzył na poprzednim zjeździe na uczelni. Podobało mi się to, że podobam się starszemu bardzo przystojnemu facetowi. Z powodu wyżej opisanego nie byłam w stanie wdać się w żadną konstruktywną rozmowę z nim przez pierwszy tydzień. Ale pisał codziennie, życzył miłego dnia nawet jak nie odpisywałam.

Pomyślałam – to nie może być przypadek tak właśnie miało być! Miejsce niedojrzałego dupka zajmie rozważny, poukładany i przemiły facet. Pisał do mnie takie wiadomości, że uśmiechałam się do telefonu jak kretynka. Lepiej mi się opłakiwało niezbudowany dom z myślą, że ktoś mnie chce. Z tyłu głowy pojawiła mi się myśl: nie chciałeś życia ze mną to teraz pokażę Ci jaka będę szczęśliwa z NIM.

I byłam. Już od pierwszej randki na którą przyniósł wielki bukiet kwiatów. Wydawało mi się, że jest nagrodą dla mnie za całe nieszczęście jakie mnie spotkało wcześniej. Myślałam, że Bóg to tak zaplanował. Myślałam, że jest moją bratnią duszą i to teraz na pewno będzie ON. Ten jeden jedyny ukochany.

Jedyny problem polegał na tym że mieszkał w Londynie. Ale studiowaliśmy razem przecież był w Polsce co 2-3tygodnie. Przepadłam, zakochałam się szalenie. Rozmawialiśmy codziennie po 3h zanim każde poszło spać. Pierwszy seks przywrócił mnie o zawroty głowy. Kolejne bukiety kwiatów i drobne prezenty też. Był dla mnie chodzącym ideałem. Po 2 miesiącach kupił mi bilet. Poleciałam do niego spędziliśmy razem 4 dni. Serwował mi śniadanie do łóżka, wspólnie gotowaliśmy, oglądaliśmy filmy z przerwami na seks. „związek” idealny. Kiedy spał na ranem patrzyłam na niego i nie mogłam się napatrzeć. Denerwowałam się każdą uciekająca godziną, która oznaczała zbliżającą się rozłąkę. Wróciłam do Polski, ale po tygodniu On przyleciał witając mnie wielkim bukietem ulubionych kwiatów: zapytany z jakiej okazji odpowiedział : bo jesteś. Po półrocznej sielance zapytałam go jak to z nami jest, jak on to widzi- nie mogłam już wytrzymać męczyło mnie to od miesięcy brak  określeń jak MY, RAZEM,KOCHANIE etc. Zaryzykowałam i zapytałam. To był poniedziałek – dzień po kolejnym weekendzie z serwowanym śniadaniem do łóżka.

Jego odpowiedzią był brak odpowiedzi. Nie odpisał nic. Nie napisał: jesteś fajna, ale to nie to. Nie odpisał spierdalaj, nie odpisał NIC.

Wpatrywałam się w telefon z nadzieją że odpisze przez pierwsze 2 tygodnie. Ciągle był dostępny. NIC.

Schudłam 7kg w miesiąc.

Wylałam morze łez i wypiłam litry wina. Usunęłam wszystkie zdjęcia i jego ze znajomych. Nie wiem tylko skąd miałam tyle siły żeby nie wykrzyczeć mu wszystkiego w słuchawkę od telefonu lub nie napisać kobiecej rozprawki jak bardzo mnie zranił.

Nie mogłam nic jeść. Ani spać.

Po miesiącu zobaczyłam go na uczelni. Unikał spojrzeń. Nie odzywaliśmy się do siebie. Na wspólnej imprezie podszedł chwycił mnie za rękę i wpatrywał się we mnie 10 min bez słowa. Ja idiotka, zszokowana, dalej zakochana też nie powiedziałam nic. Po chwili ktoś z naszych wspólnych znajomych przechodził koło nas więc puścił moją rękę i znowu się nie znamy.

On ma 32 lata. Ja dalej nie rozumiem, ale już jem -czasem, dalej spać nie mogę. Od pierwszego spotkania z nim minął już prawie rok. Kocham go i nienawidzę. Ale może kiedyś mi przejdzie….chociaż jak teraz komuś zaufać…

 

co myślicie to był tylko seks i zabawa? ale czy kobiecie tylko na seks serwuje się śniadanie do łóżka i kupuje się miód z myślą żeby się nie przeziębiła………..? i dlaczego  nie miał odwagi NIC powiedzieć ?

 

IVA

Jak trujący bluszcz

Moje życie z psychopatą
Byłam po bolesnym rozwodzie.Mój eksmąż odszedł do kobiety z dwójką dzieci i zrobił jej trzecie.Zostałam sama z wszystkimi problemami.Już zaczynałam odzyskiwać równowagę wewnętrzną i spokój.Wyjechałam na narty żeby odpocząć .Z cudownym poczuciem że dobrze mi samej.I tam go poznałam….Swojego oprawcę!Od pierwszej chwili nie odstępował mnie na krok.Nawet na stoku nie dawał mi spokoju.Nie zrobił wcale na mnie dobrego wrażenia.Wręcz przeciwnie.Uznałam go za totalnego buraka:)
To był 9ty kwietnia.Po tygodniu był już w moim mieście.Jak się okazało dzień wcześniej zaliczył inną koleżankę z poprzedniego wyjazdu narciarskiego ale wtedy to zupełnie nie miało dla mnie znaczenia.Okazał się cudownym kochankiem.I to mnie przekonało bo mój eksmąż niewiele miał do zaoferowania w tym temacie;)
Potem kwiaty ,kolacje,prezenty itd….Okazało się że ma żonę i wspólnie prowadzą firmę.Ale byłam już wystarczająco zaślepiona.Po miesiącu mieszkał już w moim domu.Dojeżdżał do firmy 260km dziennie.Jakże czułam się wyjątkowa…To wszystko dla mnie…Wyłożył kasę na stół,stworzył złudne poczucie bezpieczeństwa.Był dla mnie cudowny.Po niedługim czasie poznałam jego 5cioletnią córeczkę.Słodka dziewczynka z którą mam świetny kontakt.
Potem okazało się że od 6ciu lat co tydzień jest u psychologa,leczył się również psychiatrycznie,matka ma schizofrenię.Nadal niczego nie podejrzewałam.Zaczęły się imprezy,kluby,wyjazdy….Był strasznie zazdrosny.Moja praca łączyła się z ciagłymi wyjazdami.Zrezygnowałam dla niego z zagranicznego kontraktu bo przecież zapewniał że wszystko mam.Wszystko i nic…
Rozwiódł się.Dla mnie:)Bo przecież byłam najlepsza na świecie:))))
Zmanipulował mnie na tyle że pojawiające się coraz częściej problemy były bez znaczenia.Doszło dużo alkoholu,kłotnie o moich przyjaciół.Bo każdy mój kolega to na pewno chce mnie przelecieć!Kontrole telefonu.Rozbicie go na miazgę po tym jak nie mógł odblokować.Najgorszy był moment kiedy wyrzucił z mojego domu moich przyjaciół dlatego że chłopak mojej przyjaaciółki jest czarnoskóry.Chciał zniszczyć mój instrument za kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Po ataku szału płacz że ma tylko mnie,żebym go nie zostawiała…Zmiękłam….Potem było tylko gorzej.W pewnym momencie nawet paznokcie malowałam na kolor jaki wybrał.Zostałam bez znajomych.Odsunęli się ode mnie.Wyprowadziłam się do jego miasta.i wtedy już mnie miał w garści.Nie miałam nikogo.On zaczął się nudzić.Ja zrobiłam się zazdrosna bo coraz mniej czasu miał dla mnie.Czułam się nikim bez niego.Bałam się że mnie zostawi.zaczął się horror.Czułam że jest już nowa ofiara.Przez tydzień nic nie jadłam.Schudłam 6kg.Nie byłam w stanie pracować.Pytałam czy ma kogoś to odejdę.Zaprzeczał.Gość bez honoru…Założyłam mu podsłuch w aucie.Wystarczyły 2 dni nagrań.ni wiem jak długo to trwało..Ale spędził z nią weekend w hotelu.Codziennie rano wstawał o 5tej żeby jechać do nie na sex.Oczywiście zupełnie mu nie przeszkadzało sypiać ze mną.
Rzuciłam się na niego wściekła ,kiedyś trenowałam boks więc miałam okazję live sprawdzić czy pamiętam jak się bije pięściami.
Kiedyś mnie już uderzył w twarz i podbił oko za to że rozmawiałam z obcym facetem!
Była policja,szarpanina,wyzwiska itd…Uciekł…Ja zaczęłam pakować swoje rzeczy.Wyprowadziłam się od razu.I dochodzę do siebie..Wiem że będzie tylko lepiej.
Drogie Panie!
Nie dajcie się nabrać na bukirty kwiatów,czułe słówka i zapewnienia o swojej wyjątowości.To tylko gra….Finał jest bardzo bolesny dla naszej psychiki.I nigdy nie rezygnujcie z siebie!
On jest jak trujący bluszcz.Jestem szczęśliwa że udało mi się od niego uwolnić.
Joanna

czego życie Was nauczylo?

czego życie Was nauczylo? 
zastnawialam sie co z tego chcialabym przekazac np.:dzieciom
zebralam z pewnej dyskusji w sieci kilka fajnych, smiesznych uwag, niektore zmodyfikowalam albo dodalam od siebie… troche sieczka ale moze komus zechce sie przyczytac i dodac cos od siebie?

Zycie nauczylo mnie znosic bol fizyczny, 
byc odporna na chamstwo,
nie ufac zbytnio ludziom, 
nie narzucac sie ludziom, ktorzy mnie nie chca
nie byc niesmiala, 
nauczylo mnie ze jezykow obcych trzeba sie uczyc bo sa potrzebne,
tolerancji wobec innych, 
nie byc perfekcjonistka,
nie plakac, gdy upadne, 
nie smiac sie z sasiadow,
przeklinac…, 
nie bac sie ciemnosci i pajakow,
pomagac mamie,
powstrzymywac apetyt, 
nie gadac za duzo – szczegolnie co slina na jezyk przyniesie 
cieszyc sie, poki jest z czego – choc nawet nie ma za wiele -
nie bac sie obcych 
wierzyc w swoje marzenia 
ze NIE JESTEM GORSZA od innych 
nie szukac prawdy w zyciu na sile…
Że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy… 
że należy dążyć do tego czego pragniemy, ale nie zawsze za wszelką cenę[odrobina rozsadku jest dobra!]… 
ze nigdy nie wiemy, co czeka nas za rogiem, jutro, za chwilę… zycie od jutra moze wygladac zupelnie inaczej…
Że wszystko co w życiu sie osiąga, jest efektem ciężkiej pracy i czasem odrobiny szczescia
że nie wolno się bać życia i trzeba próbować realizować swoje marzenia.

Ryzykować i mylić się czasem,bo uczymy się tylko na własnych błędach. 
Nikt za nas nie przeżyje naszego życia, ani mama ani facet, to my musimy to zrobić…
Odkryłam, że świat składa się z takich samych ludzi jak ja-każdy się boi, ma kompleksy, pragnie miłości i akceptacji. Nie jestem ani lepsza ani gorsza od nikogo…

Pewność siebie ułatwia życie i trzeba ją usilnie w sobie budować nawet jak jest się chorobliwie nieśmiałym i zakompleksionym…
Ja się nauczyłam jednej naprawdę bezcennej rzeczy – jak bardzo warto jest uśmiechać się i gadać do ludzi. Nawiązywać kontakty, wchodzić w pogaduchy w każdej sytuacji życiowej, w pracy, w urzędzie, w taksówce, w sklepie, siłowni i tak dalej. I to nie ważne, co się mówi, i to nie ważne, jak ludzie reagują, bo mogą w pierwszej chwili spojrzeć bykiem, to ZAWSZE popłaca. Bo drugim razem to oni zagadają. Być miłym, uśmiechniętym i wchodzącym w relacje. To się po prostu opłaca. I nie zastanawiać się bez przerwy, jak jestem odbierana, czy nie palnęłam głupstwa itd. Nawiązywanie kontaktów ZAWSZE wychodzi na dobre i ludzie odbierają pozytywnie kogoś, kto się uśmiechnie i zagada. Gdy sie nie odzywasz, nie poznaja cie i oceniaja wg wlasnej skali, niesmiali, malomowni ludzie sa czesto oceniani bardzo negatywnie, czasem wrecz odbierani jako wrogowie. 
Poza tym życie nauczyło mnie że nie ma co tragizować, jak się dzieje coś złego, bo zycie ma swoja wewnętrzną logikę i czasami coś się kończy, żeby coś innego mogło się zacząć. I że jest nieprzewidywalne, więc nie ma co się martwić na zapas ani snuć scenariuszy.
Obawiam się, że poza tym życie nauczyło mnie raczej wielu negatywnych odruchow. Np.: być friendly, uśmiechać się i mieć zaprzyjaźnionych ludzi wszędzie – to jedno; wpuścić kogoś za próg własnej prywatności – to drugie i nalezy to rozgraniczyc.

zycie nauczylo mnie ze do chamstwa i cwaniactwa nalezy sie nie zblizac,a jak juz sie zdarzy to odpowiadać tym samym bo inaczej stoi sie na przegranej pozycji.
Nauczylo mnie tez że najbardziej teskni sie za tym co juz jest nie do odzyskania, 
Ze ludzie olewaja nas do czasu kiedy cos od nas potrzebują. 
Ze w trudnych chwilach najgłupszą rzecza jest sie użalać nad sobą a mimo to ciężko jest tego nie robić. 
Ze zemsta za dawne krzywdy jest bardzo przyjemna chwilowo ale po pewnym czasie to uczucie niszczy nas samych, wiec lepiej po prostu odpuscic i odciac sie od tego.
ze nalezy szukac kogo podobnego do siebie, nie przeciwienstwa!! Na poczatku innosc pociaga, pozniej jest zrodlem problemow…
ze nie warto wiazac sie z super towarzyskim macho, blyszczacym w swiecie, udany zwiazek bedzie udany gdy facet jest spokojny, cieply, wrazliwy, ale przy tym silny i opiekunczy
Sluchac tylko siebie i wewnetrznego glosu(oraz mamy! :P)
walczyc o swoje marzenia
Kochac na calego i zatracac sie w tym uczuciu bo tylko wtedy milosc daje szczescie… 
Zawsze miec swoje pasje i zainteresowania, nie zapominac o nich nawet gdy np domowych obowiazkow jest za wiele
Nigdy nie obgadywac innych, bo to ZAWSZE sie wyda
a pokory życie uczy mnie dzien w dzien…

zebrała Lydka

Nigdy więcej nie będę kochanką

Kochanki…

Tekst może być chaotyczny, za co przepraszam..

Kiedyś, jeszcze na początki mojej znajomości z M, przeszukiwałam internet, wpisując frazę  jestem kochanką, i to właśnie sprowadziło mnie na tą grupę. Po przeczytaniu historii Median, która idealnie wpisała się w sytuację w jakiej byłam postanowiłam napisać.

Nie mam zamiaru się tłumaczy z tego co zrobiłam, ale wierzcie mi konsekwencje ponoszę do dziś, chcę tylko napisać coś co być może otworzy Wam oczy tak jak mi otworzyło.

M poznałam.. w sumie to nie ma większego znaczenia jak. Ważniejsze w tej historii jest to, że od początku wiedziałam a może byłam świadoma tego, że ma kogoś. Był/ Jest starszy ode mnie, więc mój jeszcze wtedy trzeźwy rozmów, podpowiadał mi to, że taki przystojny facet na pewno nie jest sam. Zignorowałam ten głos w mojej głowie.

Zaczęło się zwyczajnie, zwykłe rozmowy początkowo bez podtekstów, uśmiechy, żarty. Wiecie jak to jest kiedy ktoś was zauważy a wcześniej nikt tego nie zrobił, czujecie się lepsze, samoocena skacze Wam do góry, bo Was zauważył.

On sam nigdy nie wspomniał, że ma żonę ale to samo w luźnej rozmowie ze znajomym wyszło. W głowie pojawiło się czerwone światło. Pamiętam, ze wtedy postanowiłam Go unikać a im bardziej się od niego oddalałam tym on bardziej się zbliżał, tym więcej o nim myślałam, wydawał się jeszcze bardziej atrakcyjniejszy i koniec końców  z pełną świadomością wróciłam do tej znajomości.

Było cudownie, mówił mi, że jestem piękna, wyjątkowo, że nigdy z nikim mu się tak dobrze nie rozmawiało, że tęskni za mną, że nikt go tak nie rozumie jak ja.

Wtedy był dla mnie ideałem, kompletnie zapomniałam o tym, że gdzieś tam na niego czeka rodzina, liczyłam się tylko ja i on.

Spotkaliśmy się po raz pierwszy, mimo stresu spotkanie było cudownie, a pocałunek na koniec jak z filmu. Ale kiedy odstawił mnie od domu, po raz pierwszy pomyślałam, jak źle się z tym czuje, że ja w nocy będę sama a on, on wraca do ciepłego domu z żoną w łóżku.

Rano jednak, wyrzuty odeszły, ważniejszy stał się on. Spotkania nasilały się, SMS stawały się coraz bardziej uczuciowe i pikantniejsze, zauroczona Nim i tym jaki był, przespałam się z nim. Czy było super? Nie powiem.

Ważniejsze jest co stało się potem… Tak SMS przybrały na rzadkości, rozmowy zwłaszcza, a o spotkaniach nie było mowy. Wiecie borok był tak bardzo zapracowany.

Jak głupia walczyłam o jego uwagę, pragnęłam tak bardzo jego bliskości, pocałunku czy nawet dotyku, ale jako mistrz wymyślaniu wymówek, zawsze jakąś znajdywał.

I jednego dnia spotkałam M z żoną na zakupach i to był jak strzał w serce, zdałam sobie sprawę co zrobiłam, i jak nisko upadłam, ale co ważniejsze co on ze mną zrobił. Zerwałam z nim kontakt co wcale nie było takie trudne, w końcu facet dostał to czego szukał, młodą dupę i darmowy seks. Wyjechałam kontynuować studia do innego miasta i teraz postanowiłam podzielić się z Wami moją historią. Bo choć minęło kilka miesięcy ja w ciąż nie mogę uwierzyć, że dałam się tak zmanipulować staremu facetowi, który takie bajki zapowiada tak wielu kobietom na śniadanie.

Płacę za to do dziś, samoocenę która była wysoka spadła do zera, stan psychiczny po takim rozstaniu tez nie jest najlepszy. Pewnie wiele osób teraz powie, sama sobie na to zasłużyła- może tak być, ale ktoś kto kiedykolwiek był/ jest kochanką nigdy tak nie powie, bo doskonale wie, jak stan wtedy opętuje człowieka, i jak wszystko przestaje istnieć, liczy się tylko ON.

Dziewczyny.

Mam świadomość, że każdy musi sam się sparzyć, wiele z Was pewnie myśli, że Twoja historia jest inna. Powiem Ci coś, każda historia jest taka sama, bohaterowie są inni ale historia wraz z zakończeniem nie zmienna.

Jeśli on ma inne życie, a Ty jesteś tylko tą trzecią, to on NIGDY nię będzie Twój NIGDY. Może Ci obiecywać rozwód, ale jeśli nie zrobi tego za pierwszym razem to nie zrobi tego nigdy. No bo po co przecież ma się dobrze z żoną, ma codziennie ciepły obiad, ma gdzie mieszkać, nie musi się martwić a TY, Ty jesteś tylko do podniesienia jego samooceny i dla seksu, który z żona już nie jest taki jak kiedyś..

Ja dałam radę i wierzę, że każda z Was da radę, bo mimo wszystko mamy ogromną siłę.

Życzę Tobie, żebyś znalazła w sobie siłę do ucieczki, bo nie ma co czekać, TEN dzień który Ci obiecuje nigdy nie nadejdzie a Ty tylko zmarnujesz najlepsze lata swojego życia.

Uwierz mi TA GRA NIE JEST TEGO WARTA!

A co z M- jak to co,  im zawsze się upieka.

Żyje ma się dobrze, pewnie wyrywa kolejne naiwne dziewczyny, a po ciężkiej pracy pewnie wraca do domu gdzie czeka na niego żona z ciepłym obiadem..

PannaNiewiadoma

Odkryłam zdradę

Hej.
Od 17 lipca 2016 roku moje życie jak większości kobiet stanęło.
Po 23 latach małżeństwa i 24 latach związku odkryłam zdradę.
Wyszłam za mąż jako 20 latka, z dużej miłości, on zakochał się we mnie, zwariował na moim punkcie, ja pokochałam, za dobroć, troskę.
Kiedy doszedł seks, świat wirował, było lepiej niż w książkach.
Oczywiście były różne problemy, ale zawsze razem, zawsze kochający się.
Mamy 2 synów, pierwszy po 6 latach małżeństwa obecnie ma 17 lat, drugi ma 10 lat.
Układało się dobrze według mnie i wszystkich znajomych.
Jeszcze w zeszłe wakacje dostawałam piękne smsy, te po wspólnych chwilach, te dotyczące urodzin w stylu „Bez Ciebie nie ma mnie”. ” Żyję tylko po to by być przy Tobie”. Starał się, i ja również.
Od października 2015 coś mu odwaliło, robił się bardzo chamski, mniej zajmował się wszystkim,
wyniósł się z sypialni do młodszego syna tłumacząc, że mu zimno. Wyjeżdżał na szkolenia, na nocne prace.
Całe moje ciało krzyczało, że jest fatalnie, ale umysł tłumaczył, 45 lat dla faceta to trudny okres, może ma depresje, nie dbał o siebie jakoś bardziej, często siedział z telefonem w ręku i przeglądał, jak zaglądałam strony sportowe.
Aż poleciał na rzekome szkolenie 9 lipca 2016 jak wrócił, był pod wpływem czegoś, jakiegoś środka chemicznego, który z pewnością dała mu szmata, przed powrotem do domu, bo bał się bardzo.
Gadał tak niedorzecznie, że w mózgu jak w kokpicie samolotu zapaliły się wszystkie lampki. Rano odkryłam dalszy ciąg, znalazłam paszport, jej profile społecznościowe.
Pytałam z kim był? Powiedział, że mam urojenia, że zawsze go podejrzewałam, że po co mi to teraz było? Po co teraz? I ze strachu uciekł, jak tchórz.
Zmieniłam zamki. ( Wyszedł tak jak stał, na moje i dzieci szczęście wszystko jest na mnie) Jemu prawnie nie należy się nawet szczoteczka do zębów.
Maż miał zawsze trudny charakter, który mi akurat odpowiadał, też nie mam łatwego. Ale on nigdy nie maił, żadnych znajomych, z nikim ze swojej rodziny nie utrzymywał kontaktu, nikogo nie lubił.
Byłam przekonana, że pobiegł szczęśliwy do niej, wreszcie wolny, nie musi kłamać.
Ale on większość czasu spędza u mojego szwagra na placu śpiąc w aucie.
Do mnie docierają coraz boleśniejsze informacje, że bzykał ją w moim domu.
Że wszystkie rzekome szkolenia, wyjścia na mecz, spędzał z nią nad morzem i w innych miejscach.
Zawsze cenił prawdę, tępił najmniejsze kłamstwo u dzieci. Nigdy nie pił, ani nie stosował używek, nie lubił ludzi, dyskotek, wyjść. Nienawidził upałów, lało się z niego i ledwo oddychał. Teraz przerabiał to wszystko z 11 lat młodszą dupą. Choć ona wygląda na starszą od nas, bo tryb życia bardzo zaorał jej twarz.
Boli to bardzo, płaczę, wyję, zapisałam się na terapię, nie umie tego ogarnąć.
On nie kontaktuje się, przy próbie rozmowy przez telefon, wyzwał mnie od psychopatki, że nie ma ze mną żadnych miłych wspomnień, że popełni samobójstwo, i że zniszczyłam mu życie na podstawie zdjęć z którymi on nic nie ma wspólnego.
Szwagrowi, kłamie nadal, że był na szkoleniach, a ja mam chorą psychikę, zwykłym robotnikom na placu szwagra chwalił się nią, że ona ekstra tańczy, że jest bardzo droga w utrzymaniu, szpilki, drinki itp.
Załatwiłam oficjalne pisma z firm, że nigdy nie był na żadnym szkoleniu, jak mu wysłałam przestał się całkiem ze mną kontaktować.
Nie rozumie, czemu po tylu latach wspólnego życia, jego ciężkich chorobach gdzie dziękował mi przy każdych świętach, za uratowanie.
Nie rozumie jak można po tylu wspólnych cudownych, roześmianych latach wspólnego, życia, po takich mocnych wartościach jakie reprezentował i wyznawał, zachowuje się jak żul.
Nie rozmówi się ze mną i z dziecmi?
Dlaczego ona go nie chce?
Ona jest po rozwodzie.
Ona pewnie się tylko z nim bawiła…
On jest w niej zakochany, zabujany, opętany na zabój…
Jak przetrwać?
Jak znaleźć siłę?
Jak zaakceptować to co się wydarzyło, przecież to się nikomu w głowie nie chce zmieścić. Od 17 lipca do dnia dzisiejszego zachowuje się jak nienormalny, chodzi cięgle mówi, że nie ma co jeść, pisze takie smsy do młodszego syna. A my wiemy, że chodzi na siłownie, głównie żeby się wykąpać, oddaje ubrania do pralni, kupuje nowe ubrania, więc chyba ma na jedzenie.
Boże jakie to dziwne, tak dalekie od tego co zawsze mówił, myślał i czuł.
Serio zdrada to jedno, wiem, że facetom w tym wieku wali, ale on zawsze od najmłodszych lat potępiał, gdy przyszedł po pomoc ktoś zdradzający odmawiał, piętnował takie zachowania.
Ale to jestem w stanie zrozumieć, ot słabość ludzka, tym bardziej, że owa ona reprezentuje poziom hosstesy ful serwis i pewnie nie musiał się nawet starać. Kupił sobie u niej seks, akceptacje, choć on chyba tego nie rozumie.
Ale cala otoczka dookoła, to życie w kłamstwie, to jego niskie zachowanie teraz, tego nie ogarniam…
 
Pozdrawiam Serdecznie.
Agnieszka

Jesteś szczęśliwa?

tak

Ja również byłam kochanką

Hej

chciałam przedstawić swoją historię, bo choć podjęłam ostateczną decyzję o rozstaniu, to mimo tego cierpię, jest mi żal, czuję się żałosna i potrzebuję zwyczajnego wsparcia i potwierdzenia słuszności mojej decyzji, ochrzanu, czegokolwiek, byleby tylko trwać w postanowieniu i mieć wiarę w przyszłość, że uda mi się zapomnieć i odmienić swoje życie .. :(

Moja historia jest podobna do innych. Jestem mężatką od kilkunastu lat, dwójka dzieci… Małżeństwo, jak małżeństwo, rutyna, pośpiech, brak rozmowy, standard, oboje w którymś momencie przestaliśmy postrzegać siebie w kategoriach kobieta-mężczyzna.
Cztery lata temu zaprzyjaźniłam się z kolegą z pracy, najpierw było zwykłe „cześć” na korytarzu, potem kawa w porze lunchu, potem kawa po pracy – jedna, druga, trzecia, potem domyślacie się co było dalej. Z jednej strony opierałam się, bo wyrzuty sumienia, z drugiej byłam ciekawa, jak to jest być z innym facetem. Tym bardziej, że ON patrzył na mnie tak, że robiło mi się gorąco :) No i nawet się nie spostrzegłam, jak się zaangażowałam fizycznie i psychicznie. Prawił mi tysiące komplementów, byłam piękna, mądra, zaradna, gospodarna, potrafiłam świetnie gotować (nie to co żona), kupował mi prezenty z okazji urodzin, świąt – takie jakie zawsze chciałam dostawać. Dosłownie byłam w euforii, przeżywałam drugą młodość, czułam się wreszcie jak spełniona, atrakcyjna kobieta…

Po jakimś czasie okazało się, że ON i żona starają się o dziecko. Szok, próbowałam się odsunąć. Unikałam kontaktów fizycznych, widywaliśmy się praktycznie tylko w pracy, ale rozmowy dalej kwitły, dalej byłam boska, seksowna i wspaniała, mówił że jest ode mnie uzależniony,  zachęcał do dalszych spotkań, a ja nie umiałam się odciąć…:(

Nie umiałam powiedzieć dość, choć pogrążałam się stopniowo w depresji. Miałam wrażenie, że rozumie mnie jak nikt inny, że z nikim nie będzie mi tak dobrze i cierpiałam, że nie mogę go mieć, bo przecież nie mogę się nawet z nim spotykać, bo przecież stara się o dziecko. W tym czasie moje małżeństwo zaczęłam postrzegać jako totalne fiasko. Zero porozumienia, seks z  mężem przestał mnie interesować, bo przecież dla mnie liczył się tylko ON. Nikt inny nie był przecież tak wspaniały, wyrozumiały.

Rok temu ON mnie pożegnał, zmienił pracę, kontakt zaczął się urywać. Nagle przestał mieć dla mnie czas na rozmowy, na spotkania – na zwykłe pogaduchy. Na początku widywaliśmy się regularnie, potem on stwierdził, że musi sobie życie domowe poukładać, ale że chce być ze mną w kontakcie, bo lubi mnie, ceni i uwielbia ze mną gadać (dobre sobie). Nagle okazało się, że przecież w życiu małżeńskim było mu bardzo dobrze, że on nie rozumie dlaczego zbłądził, ale pragnie się ze mną przyjaźnić, bo zawsze będzie moim przyjacielem. A ja oczywiście uwierzyłam i przez rok brnęłam w to bagno, bo chciałam być jego przyjaciółką. Cały czas z komórką w ręce czekałam na jakikolwiek telefon, na maila. Oczywiście maile były regularne, ale rozmowy telefoniczne, czy spotkania już nie. Na to nigdy nie było czasu. A ja usilnie pracowałam nad sobą, bo chciałam być w porządku, chciałam nie być zazdrosna o jego żonę, plany, znajomych, dla których zawsze miał czas, a ja byłam na szarym końcu… Chciałam być wyrozumiała…

Zaczęło mi przeszkadzać to mailowanie, bo chciałam i potrzebowałam normalnej rozmowy, takiej jak kiedyś. Pewnie po cichu liczyłam też na to, że do mnie wróci, że powie jakiś komplement i będzie jak kiedyś, że zapełni pustkę w moim życiu.

Nasze rozmowy telefoniczne czy spotkania na kawie wyglądały tak, że zazwyczaj po 5 minutach rozmowy stwierdzał, że musi kończyć, bo praca, obowiązki.

Spotkania wyglądały tak samo, ja sobie rezerwowałam wolny wieczór, a ON po godzinie rozmowy stwierdzał, że nie ma czasu i musi już lecieć i że przyjaźń nie polega na tym, żeby tyle ze sobą rozmawiać.

No cóż, starałam się wziąć w garść, zaczęłam ćwiczyć, spotykać się ze znajomymi, zajmować czymś czas. Mam oczywiście rodzinę, której na szczęście nigdy nie zaniedbywałam. Zaczęło mi się trochę układać w głowie. Kilka razy próbowałam zerwać ostatecznie tą znajomość (dodam oczywiście, ze ON jest bardzo „wyrozumiały” dla mojej słabości tzn. do tego, że się w nim zakochałam i jestem tak do niego przywiązana i oczywiście nie może mi zabronić tego ostatecznego kroku, jakim jest zerwanie znajomości, bo bardzo mnie ceni). Próbowałam zerwać i w duchu prosiłam, modliłam się, żeby ON poprosił mnie, żebym jednak została, że będzie jak dawniej (wiem, że to naiwne i wtedy też to wiedziałam, ale nałóg robi swoje).

Wreszcie zrobiłam podsumowanie plusów i minusów tej znajomości i odkryłam, że żyję złudzeniami, że traci na tym moje zdrowie, moje małżeństwo, moja przyszłość, moja natura. Przecież ja taka nie jestem! Nie jestem na co dzień uległa, przecież nigdy nie biegałam za żadnym facetem! Co ja robię najlepszego? ON kwitnie, żyje, planuje przyszłość i chwali się tym przede mną, wiedząc że cierpię, a ja zachowuję się jak wycieraczka, ba, gotowa jestem nią być i to  za co? za kilka miłych i ciepłych słów rzuconych od czasu do czasu?

Podjęłam w zeszłym tygodniu decyzję, że kończę z tym. Spotkaliśmy się, ja powiedziałam co myślę. Oczywiście ON nie miał zbyt dużo czasu, więc „rozmowę” musieliśmy dokończyć na maila, która praktycznie ciągnęła się do wczoraj. Wczoraj jeszcze pisaliśmy, ja chciałam zakończyć wszystkie mailowe tematy i potem się ostatecznie pożegnać, kulturalnie, bez gniewu i pretensji. ON obiecał mi, że dziś to zrobimy. Milczy praktycznie od rana. Około południa napisałam mu, że chciałabym jednak dokończyć te tematy, ale jeśli się nie uda, to życzę mu wszystkiego dobrego, ponieważ wieczorem już mnie nie będzie.

A co ON na to? że prawdopodobnie odpowie, ale najpierw musi odpocząć. Wiecie co? Nie mogłam wprost uwierzyć, poczułam się jak ściera. Jak można twierdzić, że jest się czyimś przyjacielem i nawet nie umieć się kulturalnie pożegnać? Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem.
A najgorsze jest to, że nie rozumiem siebie, czuję się jak idiotka….Wpadłam w nałóg…. Jak to się stało?? Dziewczyny kopnijcie mnie w tyłek, żebym wytrwała, zapomniała, nie dała mu się znowu omamić. Nie chcę mieć z nim nic do czynienia. Wiem, że długa droga przede mną, bo najpierw muszę uporać się z NIM, potem z sobą, a potem starać się coś zrobić z resztą mojego życia. Nie narzucam sobie dużych planów, chcę małymi kroczkami iść do przodu, ale potrzebuję wsparcia. Czytam tego bloga od jakiegoś czasu, Wasze rady i dzięki nim czuję się choć troszkę silniejsza. Ale potrzebuję tego, żeby ktoś mnie „przeczytał” i mnie wsparł, zbeształ i dał kilka dobrych rad.
pozdrawiam
Pchełka

dla siebie

dla siebie

Jak narkotyku…

Witajcie

Nie wiem od czego zacząć. Nie mam siły nawet pisać ale nie mam do kogo się zwrócić. Jestem zupełnie sama z tym co mnie spotyka. Proszę nie lekceważcie mojego maila. Niech ktokolwiek odpisze mi cokolwiek chociaż.

Mam 29 lat. Od 6 lat pozostaje w związku z facetem-alkoholikiem i lekomanem (starszym ode mnie o 5 lat) który ma mnie gdzieś, nie kocha mnie (choć mówi zawsze że tak) nie szanuje i który notorycznie chce ode mnie odejść bo jak twierdzi ma już wszystkiego dość i ma wszystko gdzieś. Ja kocham go nad życie jestem od niego uzależniona z czego on doskonale zdaje sobie sprawę wykorzystując to. Znaliśmy się już wiele lat wcześniej (przez znajomych). Oczywiście podkochiwałam się w nim od momentu kiedy go zobaczyłam. 6 lat temu zostawił dla mnie żonę i syna twierdząc że również od początku pała do mnie miłością. Prowadziłam wówczas bogate życie towarzyskie, nie stroniąc przy tym od wszelakich używek. Byłam dziewczyną radosną lubianą towarzyską żyjącą pełnią życia – chwilą można by rzec i nie planowałam się z nikim wiązać. Ale gdy ‘’on’’ się odezwał i zechciał ze mną być no to było spełnienie moich odwiecznych marzeń (jeszcze nastoletnich). Zawierzyłam mu całkowicie oddając swoją duszę i ciało. Liczył się tylko on (no wiecie był tym brakującym elementem układanki). Był wówczas ideałem jakiego nieświadomie szukałam i potrzebowałam. Kochał mnie, seks nie był dla niego najważniejszy lecz był wynikiem uczucia, dobry, pomocny i tak dalej i tak dalej. Chyba nie muszę dodawać że ze wszystkich moich znajomych przyjaciół pozostał jedynie popiół. Wiadomo ‘’on’’ bywał zazdrosny ja też stopniowo izolowałam się od towarzystwa ludzi pragnąc jedynie jego. Przeprowadziłam się do jego miejscowości i tak po moim ‘’poprzednim życiu’’ pozostało jedynie wspomnienie. Tak samo zresztą jak wspomnienie mnie samej. Dziś ta większa połowa mnie to jedynie nędzny wrak człowieka. A teraz przejdźmy do chwili obecnej.

Pracujemy w jednej firmie, oboje fizycznie (ja też choć mam wykształcenie wyższe). Standardowy dzień wygląda tak ze po pracy on spędza czas przy komputerze grając (od tego też jest uzależniony) a ja spędzam czas w swej samotności a to pooglądam telewizje poczytam ale wiem że on jest za ścianą i jestem ‘’spokojna’’. Jakieś 2 lata temu odkryłam również że jest uzależniony od filmów pornograficznych (czego skrzętnie się wypiera i wszystko ukrywa). Sprzątaniem całego domu zajmuję się ja, zakupami obiadem też (‘’on’’ czasami coś ugotuje). Pozostajemy w związku nieformalnym, dzieci nie mamy, mieszkanie wynajmujemy. Nie zarabiamy dużo więc niejednokrotnie aby przeżyć braliśmy wiele kredytów-pożyczek. Ja na swoje nazwisko też mam kilka. Długi robią się przede wszystkim od dużej ilości kasy jaka idzie na alkohol i leki. Najbardziej boję się tego że on ode mnie odejdzie tak na dobre – że nie uda mi się go zatrzymać siłą. Wiele razy mi się udawało (‘’on’’ dzwonił nawet na policję że przetrzymuje go w domu).  Niejednokrotnie jednak znikał pijany z domu nie odbierał telefonu i wracał dopiero w południe następnego dnia. Ja w tym czasie całą noc płakałam, miałam napady stanów lękowych. Brałam wtedy środki uspokajające przepisane przez psychiatrę albo sama próbowałam znieczulić się wódką (niestety brak dostępu do innych używek) – choć to wszystko tak naprawdę nie pomagało. Potrzebowałam jego – dokładnie tak jak narkotyku. Nie mam pojęcia co robi kiedy znika i z kim jest. Ale jestem przekonana że mnie zdradza. Bóg mi świadkiem jak bardzo chciałabym to wiedzieć – to kim ona lub one są. Dziś jest jeden z takich dni kiedy on za chwile wróci a ja muszę zrobić wszystko żeby mnie nie zostawił. Pewnie będę go przepraszać błagać. Dodam tylko że z pomocy specjalistów już korzystałam i to wielu. Z grup wsparcia też. Każdy mówi jedno – odejść. Ale nikt nie rozumie.

Nigdy nie słyszę od niego niczego dobrego. Życie z tym kimś to udręka. Na porządku dziennym są wyzwiska, słowa typu spierdalaj, wal się. Każe mi wracać do moich byłych partnerów lub do mojej rodziny. Bez problemu przychodzi mu dawać mi wybór on albo rodzina. Ostatnio stało się coś czego zarzekałam się przed sobą samą że mu nie wybaczę – obrażanie zmarłej bliskiej mi osoby. Dziś zrobił to z tak ogromną radością a ja płakałam, Myślicie że potrafiłam powiedzieć sobie w tym momencie dosyć? NIE. Usłyszałam jeszcze od niego że jak mi coś nie pasuje to mogę odejść. Nie mam już szacunku do siebie samej przez to że nie potrafię odejść że godzę się na takie traktowanie, na przemoc psychiczną i fizyczną. Tak dobrze przeczytaliście – fizyczna też jest. Ale fizyczna jest o wiele lepsza do zniesienia niż ta druga.

Teraz znacie już moje życie. Nie mam już sił naprawdę uwierzcie. Przeżywam skrajne emocje, uczucia raz pragnąc aby on umarł, innym razem myśląc o swoim samobójstwie.

Niech ktoś odpowie.

Proszę.

Larissa

Znajdź kilka minut…

chwila

Dwa listy – jak przez kalkę.

Dzień po dniu przyszły do nas dwa listy. Pozwalam sobie opublikować je w jednym wątku, ponieważ są bardzo do siebie podobne, zupełnie jakby napisano je przez kalkę. Vena.

 

Czy warto sie mscic na kochanku?

Witam dziewczyny,

prosze o porade, bo odchodze od zmyslow. Przez 5 lat mialam kochanka, on zonaty, ja mezatka. Nie oceniajcie mnie, bo to nie tak mialo byc. W planach mial byc rozwod itp itd okazalo sie, ze zostalam okrutnie oklamana. W czasie kiedy ja niszczylam swoje malzenstwo, on najzwyczajniej w swiecie mnie klamal i wil gniazdko z zona.

Ostatnio mial operacje serca, zmienil stanowisko w pracy, stal sie bardzo zapracowany, bez czasu dla siebie ani dla nikogo innego. Kontakt byl prawie zerowy. Dla mnie to glupie wymowki byly i mialam racje. Stwierdzil, ze juz nie daje rady z tym cisnieniem z kazdej strony (zona go cisnie, ja go cisne, w pracy ma mnostwo nowych obowiazkow i zero czasu), w rezulacie odszedl. Zapytalam czy wybiera zone, odpowiedzial, ze wybiera siebie i natychmiast urwal kontakt, zero.

Probowal usunac naszego maila, ale zdazylam zmienic haslo i to zablokowac.

Porzucil mnie jak kawalek smiecia, a ja mu oddalam 5 lat zycia! Zablokowal mnie na wszystkich telefonach, portalach spolecznosciowych itp itd A co najgorsze, mowil mi jak wiele ma pracy, w piatek mnie porzucil a w weekend zabral zone i ich doroslego syna na wakacje nad morze na tydzien. Napewno bylo to planowane od dawna…

Chyba nie musze mowic jak sie wtedy poczulam, jeszcze bardziej oszukana, oklamana, jakbym nigdy w jego zycu nie istniala. A on zachowal sie jak tchorz i ostatnie scierwo.

Setki razy mowilam mu (gdy widzialam ze mowi co innego a robi co innego) ze jesli mu nie zalezy i chce odbudowac malzenstwo to zeby byl ze mna szczery i odszedl i dal mi byc szczesliwa w zyciu tez. Nie odszedl. Az tu nagle go nie ma.

Gdyby odszedl okazujac mi szacunek, przepraszajac ze to pomylka byla (5 letnia!) mysle ze nie rozpaczalabym tak bardzo. Ale w tych okolicznosciach, czuje ze nie jestem mu w stanie wybaczyc tego jak mnie potraktowal po 5 latach obiecywania wspolnego zycia.

W glowie mam mysli, zeby o wszytskim powiedziec jego zonie. Zona caly czas byla o cos podejrzliwa, ale on to doskonale maskowal. Mysle, ze chcialaby wiedziec i powinna sie dowiedziec by miec szanse zadecydowania czy chce z kims takim byc czy nie. Jesli sobie to poukladaja, no to juz ich sprawa. Ale nie chce aby ten oszust i swinia kroczyl sobie dumnie myslac ze potraktowal mnie jak smiecia, porzucil, a teraz bedzie udawal ze nic nigdy sie nie wydarzylo i chodzil caly dumny ze ja pary z ust nie puszcze. Nie szanowal mnie i nie zasluguje na moj szacunek. Nie zasluguje na to, aby byc z kimkolwiek bo jest zwyklym draniem i zona powinna wiedziec kogo ma pod dachem.

Dziewczyny, prosze, poradzcie mi co zrobic. Ja nie umiem tak po prostu przejsc obok tego objetnie. 5 cholernie dlugich lat, wypelnionych mnostwem nerow wi wyrzeczen DLA NIEGO. A teraz udawac ze nic nie bylo i patrzec jaki to jest szczesliwy? Nie moge.

BB

 

——————————————————————————————————————————————–

 

Zostawiona kochanka

 Poczytałam tutaj historii trochę. Moja niewiele rózni się od innych. 2 lata i 7 miesięcy „związku”-regularne spotkania, wspólne wyjazdy, wspólne odkrywania rzeczy nowych, nietypowych. Iobiecywanie, że odejdzie, że jestem jego królewną, sensem życia, zarzewiem, dla którego jest i oddycha…. I pewnego dnia usłyszałam: chcę, byś była szczęśliwa (!!!!). Żona miesiąc wcześniej dowiedziała się, że mąż ma romans. Mówił jej, że kocha mnie, że chce pomagać itp. Potem się rozmyślił. Jeszcze tydzień przed tym tekstem pisał jak to nie wyobraza sobie życia beze mnie, że w wizjach jestem ja. Stwierdził potem, że robi to wszytsko dla dzieci.

Został z żoną. Pewnie najbardziej nie mogę przeboleć odrzucenia, ale… Co jakiś czas dobija mnie świadomość, że moim kosztem naprawia swoje małżeństwo, na nowo scali rodzinę. Wkurza mnie świadomość, że był ze mną, teraz zaczął sypiać z żoną (może naiwne z mojej strony, ale wiem, że z żona nie sypiał od 2 lat- tam w ogóle zawsze małe były potrzeby) i jeszcze może realizować swoje pragnienia- kupno łódki i w ogóle wyjazd na żagle (wcześniej żona nie chciała- bo mało miejsca, brudno, niwygodnie itp.). WTF! Dlaczego nie poniesie żadnych konsekewncji?! Dlaczego zgarnia całą pulę, krzywdząc nie tylko mnie, ale i żonę cały czas.

Oczywiście żona nie wie o 3/4 rzeczy z naszego „związku”- nie wie o wyjazdach, co robiliśmy, co działo się dzięki mnie w jego domu (prezenty, które kupował czy też wreszcie „wprowadzenie” jego matki do ich rodziny-jego żona jej nie cierpiała i nawet osobno była zapraszana na urodziny wnuczki).

To przed czym się wzbraniam i hamuję, to tym by nie przesłać jej kopii listów, smsów, kt.do mnie pisał- pisał otwarcie, że nie kocha swojej żony).

:( Wariuję i cierpię. Wbijam szpile, zamieszczając na fb teksty, które mogą ich oboje podkurwić (wiem, że systematycznie zglądają.

Czego bym chciała? Żeby poniósł konsekwencje. Żeby cierpiał. Nie chcę „tykać” jego zony, ale nie wiem czy się powstrzymam i nie wyślę zdjęć z dwuznacznych sytuacji…:(

Nie chcę tego. I chcę. Nie chcę, by cierpieli. Ale chcę tego jednoczesnie.

Czuję się zeszmacona, wykorzystana, wyssana… A tak kochałam. I co najgorsze..kocham nieprzerwanie!

 Aconcagua

 

Jak wyjść z takiego stanu?

Czuję się potwornie samotna… To tak jakby świat i życie było gdzieś na drugiej wyspie, a ja zamknięta, oddzielona, wyobcowana….Nie mam z kim porozmawiać, a on zachowuje się tak, jakby mówił innym językiem. Szydzi ze mnie, myślę, że mnie nienawidzi. A mówi, że kocha, że jestem dla niego ważna…. Tylko, że nigdy nie ma dla mnie czasu. Żadnej inicjatywy. A moje bojkotuje. Nic mu się nie podoba. Cały czas na mnie wrzeszczy… Nie mogę tego znieść. Jestem słaba… poddaję się, bo dzieci, dom…. Wszystko ułożone.

Cały czas jestem sama. Dzieci mają swoje życie, poza tym nie mogę obarczać ich swoimi problemami. Duszę wszystko w sobie. Czasami, gdy już nie wytrzymuję wybucham. Jestem tak uzależniona od niego, że nic mi nie pomaga – ani terapia, ani warsztaty, ani lektura. Mam na myśli uzależnienie emocjonalne. Tak bardzo potrzebuję, żeby mi ktoś powiedział, że mnie kocha, że to, jaka jestem jest ok, że to, co robię jest ok. Sama nie potrafię, mimo terapii.
Finansowo jestem niezależna. Od wielu lat pracuję na dwa etaty- to chyba jeden z moich sposobów, by nie myśleć o problemach. Mam dwoje dzieci – córkę studentkę i syna gimnazjalistę. 

Teoretycznie bym sobie poradziła bez niego, tak myślę. Powstrzymuje mnie potworny strach, że nie dam rady i wtedy przyjdę do niego po pomoc albo, że i tak będę samotna….. że nic się nie zmieni. Strasznie się boję… ludzi, świata, życia bez niego. Może wy wiecie jak wyjść z takiego stanu?

Pozdrawiam wszystkich czytających 

Wiktoria

Czar prysł…

Witam, mam na imie Ania . Na początku Września poznałam chłopaka. Wszystko układało się dobrze. Byłam bardzo zaagażowana w tą znajomość, ponieważ ten chłopak już od dawna się mi podobał. po 1.5 msc napisał mi sms, że on jednak nie jest gotowy by sie angazować w cos. Było mi bardzo przykro. Po paru miesiącach kontakt Nam wrócił. Już bez żalu i  pretensji z mojej strony. Wyznał mi,że popelnil bład i bardzo mu na mnie zależy. Nie było mi to obojętne , to samo czułam. Bylo wspaniale. Po dlugim czasie bycia samą, znowu moglam poczuc sie szczesliwa. Nasz związek sie rozwijał. Poznalam jego rodzinę, on moja. Czar prysl, gdy moja miłosc nagle „ściągła maskę”. okazał sie zwyklym tchorzem,egoista,  dorosłym dzieciakiem bez kultury i jakichkolwiek zahamowań. Jednak kazdy czlowiek ma prawo do drugiej szansy. Oczywiście dałam mu ją.Zyłam ciagle nadzieja,że zrozumie jak bardzo go kocham i jak bardzo jest dla mnie waznym czlowekiem w moim zyciu. Ze nie potrafie bez niego zyc. Ze jest dla mmojego sercaa ostoją. Nadzieja matka głupich. kolejnej szansy nie wykorzystal. postanowilam sie z Nim rozstac. wytrzymalam 3 tyg bez niego. Ciagle myślałam o nim.Nie moglam normalnie funkcjonowac. Poprostu czułam pustke, ktora on wypelnial. Ja, jako, że bylam naiwna, znów do niego wrocilam. i znow bylo pieknie. Szkoda,że tym razem trwalo to jeszcze krocej. Z natury jestem spokojna osoba, jednak przyjmuje duza dawke hormonow i czasami potrafie krzyczec bez powodu. Jednak takie rzeczy powinny byc zrozumiale, dla osoby ktora sie kocha. Nasz zwiazek byl ciezki. Duzo płakalam, byłam obrazana i upokarzana. Stało sie nawet tak,że moj facet mnie uderzył. Choc dobrze wiedzial,że mialam ciezkie dziecinstwo i jest to dla mnie rzecz niewybaczalna. Ma wiele dobryc cech. Potrafi sie przyznac do winy, potrafi mnie rozsmieszyc, uwielbiam z Nim rozmawiac, choc ma ogromne ego, cenie go bardzo za szczerosc. Nie wytrzymalam, stwierdzilam,że znow tkwie w toksycznym zwiazku i musze sie z Niego uwolnic. Jestem nie cale 2 tyg po rozstaniu. Ciagle płacze, ze zostawilam kogos, kogo na prawde kocham.  Oddalam mu serce. Nie potrafie tak życ. Wydaje mi sie,że osoba ktora rani druga osobe, sama tak naprawde cierpi w srodku i potrzebuje pomocy. Nie mam nikogo tak bliskiego, zeby moc sie komus tak wygadac. Potrzebuje bardzo pomocy.. Wiec postanowilam napisac do Was. Jestem zrozpaczona. POMOCY.

Ania

Chcę uciec od tej toksycznej relacji

Witajcie,

pisze do Was bo potrzebuję porady? krytyki? kopa w tyłek? Sama nie wiem, tak że przeczytajcie proszę i zróbcie ze mną co chcecie, chętnie przeczytam każde zdanie…
W zeszłym roku wybrałam się na kurs prawa jazdy, tam poznałam mojego instruktora. Facet totalnie nie w moim typie, ale jak to z takimi bywa coś zaczęło mnie do niego ciągnąć. Dodam że jestem mężatką, on ma żonę i oboje mamy dzieci. Powinnam już wtedy wybić go sobie z głowy, ale podtrzymywałam tą znajomość. Widywaliśmy się od czasu do czasu, doszły pocałunki, coraz odważniejszy dotyk ale nie przespaliśmy się ze sobą. Kilka razy próbowałam zakończyć tę relację, kazałam mu się nie odzywać i potem sama znów się odzywałam. Nadal ze sobą rozmawiamy, nadal się widujemy chociaż mam wrażenie że gdyby nie ja, to wszystko dawno by się skończyło. Ja się zawsze pierwsza odzywam, proponuje spotkania a on tylko odpisuje albo umawia się ze mną. Czuję że spadła moja samoocena, że się od niego mocno uzależniłam. Praktycznie nie ma dnia żebym o nim nie myślała, kiedy mam się z nim zobaczyć jestem szczęśliwa, mam świetny humor, pragnę go. Momentami mam wrażenie że się zakochałam, a najgorsze jest to że chciałabym aby on choć trochę czuł to co ja. Niestety albo stety w ogóle tak nie jest. Raz jeden powiedział mi tylko że mu się podobam, żadnych deklaracji, komplementów, nic. To ja biegam za nim jak głupia, a on to pewnie świetnie wykorzystuje. Nie wiem jak uciec przed tą relacją…..Mam cudownego męża, który niestety mimo moich wielokrotnych próśb nie okazuje mi czułości, nie pożąda a seks stał się smutnym obowiązkiem. 
Nie chcę tego szukać poza domem, błagam pomóżcie jak mam się z tego wyplątać.

Laura 

Szczyptę miłości i kilogram zdrady poproszę…

Cześć, postanowiłam napisać tutaj bo moja sytuacja jest dość
         skomplikowana. Wszyscy twierdzą że dwa razy nie wchodzi się do
         tej samej wody, ja jednak na przekór wszystkim, w tajemnicy
         weszłam i chyba właśnie ta woda mnie zabiera gdzieś w stronę
         dna. Oczywiście tajemnica naszego spotykania dotyczyła
         wszystkich rodziny, znajomych. Mogli by mieć spory żal do mnie
         za danie drugiej szansy tej osobie,  bo doskonale wiedzieli kim
         ten człowiek jest. 
         Zacznę od początku poznaliśmy się 4 lata temu, ja miałam
         wtedy 21 lat on 25. Od samego początku było dość
         dziwnie,pierwsze spotkanie przebiegło miło i przyjemnie, na
         drugim spotkaniu pojechaliśmy na wycieczkę rowerową,
         niespodziewanie tego dnia poznałam połowę jego rodziny, wydało
         mi się to troszkę dziwne. Później było ok, gdybym wtedy
         miała go opisać to miły, troskliwy, czuły, zainteresowany
         mną, zabawny. Spędzaliśmy z sobą każdą moją wolna chwile,
         (studiowałam dziennie i pracowałam 
na pełny etat) więc czas miałam tylko wieczorami, często z tego powodu
nocowałam u niego, dużo rozmawialiśmy, było niby normalnie ale ten
facet coś w sobie miał. Hmmm wszystko jednak się zmieniło po 4
miesiącach ( 4 miesiące tak nie wiele a jednak, ja czułam że go
idealnie znam) aż nagle nasz kontakt zmienił się zaczęły się
kłótnie, przestał się mną interesować, stał się egoistą,
wieczorami gdy u niego nocowałam nigdy nie miał siły aby porozmawiać,
czułam że coś się zmieniło, zaczęłam 
dyskretnie się rozglądać czym jest spowodowane jego zachowanie.
Odkryłam zdrady, nie z jedną kobietą tylko z wieloma w tym jedną w
wieku 35 lat z dzieckiem, to chyba najbardziej mnie zabolało. Pojechałam
do niego powiedziałam mu kiedy, gdzie, z kim...patrzył zdziwiony.
Wyszłam jako szczęśliwa, pewna siebie kobieta.
          Później zaczeła się moja rozpacz, nie umiałam sobie z tym
          poradzić, brzydziłam się ta sytuacją, jedynie mówienie o tym
          przynosiło mi jakieś ukojenie, chciałam aby wszyscy wiedzieli
          jakim człowiekiem on jest i jak bawi się ludźmi. On wtedy mnie
          zauważył zaczął walczyć, nie chciałam z nim rozmawiać
          (każda jego wiadomość sprawiała mi ból). Najpierw pisał
          częściej, później coraz rzadziej. Trwało to przez 3 lata, a
          ja przez te 3 lata zasypiałam i budziłam się z jego imieniem,
          nie umiałam pokochać innego, tęskniłam za nim ale nie umiałam 
         mu   wybaczyć, nie potrafiłam. 
         Po tych 3 latach natrafiłam na jedno nasze wspólne zdjęcie,
         byliśmy na nim tacy szczęśliwi. Po tej sytuacji ze zdjęciem
         spotkaliśmy się, twierdził że się zmienił, że jest innym
         człowiekiem, spotykaliśmy się przez kolejne pół roku
         (oczywiście 3 miesiące były niesamowite, później znowu
         odkryłam tą samą 35 latkę , która teraz ma 40 lat, byłam
         zła wściekła, ale coś nie pozwalało mi odejść, pomimo że
         nie chciałam z nim już być ważne było dla mnie by mieć
         jakikolwiek kontakt z nim. Tylko że 
skumulowana moja złość, powodowała ciągłe kłótnie, wracanie do tego
co było...a on stawał się coraz bardziej obojętny, to jeszcze bardziej
mnie złościło. Urwaliśmy kontakt, pogodziłam się z tym, zajęłam
się swoim życiem, planami na przyszłość, ale wystarczyło jedno
spojrzenie na niego (przechodził koło mojej pracy) wszystko wróciło,
ręce zaczęły mi się trząść, serce waliło jak młotem, a łzy
cisnęły się do oczu, poprosiłam go aby nie pojawiał się w miejscach,
których wie że jestem, 
poinformowałam że nie długo wyjeżdżam z tego miasta więc to długo
nie potrwa, muszę tylko dokończyć swoje sprawy tu. Oczywiście nie
odpowiedział na wiadomość, w zasadzie pewnie pomyślał sobie kretynka,
co ona odemnie wymaga, ale skoro ja byłam tylko zabawką dla niego ,to
mógłby mi ułatwić wszystko, zwłaszcza że wie że pisze teraz
magisterkę. Od tej chwili gdy go zobaczyłam znowu ciężko mi, jestem
zła, na siebie na niego, czuje że się duszę, ale doskonale wiem że nie
chce z nim nigdy więcej 
być. Tylko jak go widzę wszystkie uczucia wracają, dlatego chce jak
najszybciej skończyć to co mnie tu trzyma i wyjechać do innego miasta,
zmienić otoczenie, ludzi i zacząć wszystko od zera. Bo tu zawsze
miejsca, ludzie, on sam będzie przypominał o tym co mi się przytrafiło
a uczucia prawdopodobnie będą powracać. 
         Chciałabym dodać że sama do końca tego wszystkiego nie
         rozumiem, bo jak można wiedzieć to wszystko co ja wiedziałam,
         wiedzieć jakim jest człowiekiem a jednak powrócić do tego, czy
         do końca życia ten człowiek będzie moją piętą Achillesową,
         która zawsze będzie mnie rzucać na kolana, odbierać rozum. Z
         głupkowatą nadzieją że ludzie się zmieniają...
P.S Chyba potrzebowałam po prostu się wygadać, jak już wspominałam u
mnie nikomu nie mogę o tym powiedzieć 
( w końcu wszystko było tajemnicą) bo po prostu się wstydzę mojej
naiwności i ślepej miłości dla kogoś kto nie jest tego wart. 
Magda  

Rozstanie z kochankiem

Witam serdecznie wszystkie porzucone kobietki i nie tylko... Chciałam się
z Wami podzielić moja jakże smutną i pogmatwaną ale prawdziwą
historią... Pewnej soboty ktoś do mnie rano zadzwonił (dodam że jestem
okropnym śpiochem) i tak sie zaczęlo... Banalnie głupio i śmiesznie...
No ale zaczęło się. Ja stateczna mężatka która ma męża za granicą
i On żonaty facet który chce mnie poznać. Wiadomo On w delegacji, ja
samotna bo mąż rzadko wraca do domu, oboje na głodzie emocjonalnym... i
pewnie nie tylko... ;) Dodam, że oboje mamy dzieci. 
Ruszyło wszystko do przodu, miłe smsy, długie rozmowy o wszystkim i o
niczym... Wspólne rozwiązywanie problemów i wspólny śmiech... szybkie
teraz myślę, że stanowczo za szybkie przywiązywanie się do siebie. W
końcu po miesiącu spotkanie, i wspaniały cudowny seks, niezapomniany,
dziki i namiętny ( przecież jesteśmy dorośli ;) i gdy wszystko powoli
się rozwijało, gdy mieliśmy sie spotkać ponownie, bo mieszkamy daleko
od siebie nagle trach!!!!!!!!!!!!!!!!!! 
Zero kontaktu, przestał się odzywać... moje nerwy, bo może coś mu się
stało, złość, i w końcu łzy... morze łez, słonych, gorzkich....
Domyślałam się tego i byłam wściekła, że tak dałam sobą
manipulować...Powiedział mi, że mnie kocha, że zrobi dla mnie wszystko,
po czym za kilka dni nadchodzi wiadomość, że przeprasza, ale nie chce
ranić i oszukiwać swoich bliskich... A co z moimi bliskimi? Ja ich nie
oszukiwałam, nie kradlam czasu spędzanego z dziećmi?Rozumiecie? Po tym,
jak zrozumiałam, że byłam gotowa zostawić dla Niego męża On mnie
wyrzuca ze swojego życia... Koniec. Jakby mnie nie było... Byłam ale
tylko zabawką w rękach znudzonego faceta w delegacji a jak już
stwierdził, że wystarczy bo znamy się kilka miesięcy to żegnaj. I to w
tak chamski sposób, poprostu przestał się odzywać... Wiem, że moje
wyznanie jest dość chaotyczne, ale sprawa jest dość świeża i boli
mnie bardzo... Tu nie chodzi o miłość, bo to było zauroczenie pewnie,
tu chodzi o to jak mnie potraktował, jak dziwkę, z którą można zrobić
wszystko i potem wyrzucić. No tak tylko dziwce się płaci... 
Dziewczyny, Mężatki nie wdawajcie się w głupie romanse bo to naprawdę
nie ma sensu... Żonaty facet zawsze będzie udawał a potem będziecie
cierpieć i wylewać morze łez... A my tak bardzo pragniemy bliskości,
czułości, że jesteśmy gotowe zrobić wszystko.. za wszelką cenę..
Teraz już wiem, że nie warto... Mój mąż oczywiście nie wie bo nawet
nie wrócił z zagranicy bo tak spieszy mu sie do domu... Nie oceniajcie
mnie żle, ja tylko chciałam być choć przez chwilkę szczęśliwa...

Pozdrawiam 
Geeeeejsza

Ciężkie rozstanie

Cześć. Postaram się szybko opisać to co mnie spotkało tak, żeby nie zanudzić. Mam 22 lata i byłam w 7 letnim związku. Nastoletnia miłość, ale mój chłopak od początku gimnazjum starał się o moje względy, w końcu po 3 latach zaczęliśmy być razem. Prosił mnie błagał, ale te zaloty odrzucałam, aż w końcu połączyła nas silna przyjaźń i uczucie z mojej strony. Przez pierwsze 2 lata było wspaniale, później kłótnie kłamstwa wyzwiska, ale sporadycznie. Mimo tego, że tak na prawdę nie miałam powodów to byłam bardzo zazdrosna.

Poszliśmy na studia i do dorywczych prac, zamieszkaliśmy razem i było świetnie, chociaż nie raz zdarzyło się nam wyzywać nawet czasem dochodziło do przepychanek. Sytuacja zmieniła się we wrześniu kiedy to zamieszkaliśmy w kawalerce i nasze kłótnie stawały się na porządku dziennym, to ja byłam zła o wszystko ciągle miałam pretensje. Wciąż byłam zazdrosna o koleżanki z pracy i uczelni, z którymi utrzymuje kontakt. Szczególnie o jedną. On mnie okłamywał – żebym nie robiła awantur i żebym była spokojna, później ja się o tym dowiadywałam i byłam zazdrosna jeszcze bardziej.

Mój chłopak mnie bardzo kochał i przez tyle lat to znosił aż w końcu powiedział stop. Nie zauważyłam tego ale powoli się we mnie zaczął odkochiwać kiedy ja się zmieniłam na dobre. Zerwał ze mną, ale mówił że może kiedyś, ze nie wie czy mnie kocha, ze coś czuje. Podjęliśmy decyzje że się wyprowadzi i tak zrobił, ale rozmawialiśmy o tym i mieliśmy zaczynać od nowa. Po zerwaniu mieszkaliśmy ze sobą jeszcze 3 tygodnie, przytulaliśmy się, całowaliśmy się często on mi mówił, że nie wie czy to właściwa decyzja, widziałam, że chce się wycofać… Wyprowadził się i minęło już dobre 2-3 tygodnie i kiedy z nim rozmawiałam przez telefon powiedział, że jest teraz innym człowiekiem, że jest szczęśliwy że nic go nie ogranicza. Powiedział, że nie wie czy kiedykolwiek będzie chciał ze mną być, że teraz nie chce. Nie kocha mnie, ale nie może mi kazać odejść na zawsze. Że nie wierzy ze to co było można zbudować od nowa, bo on we mnie widzi wciąż starą kobietę z którą był, a nie nową. Stwierdził ze nie chce ze mną rozmawiać i żebym na niego nie czekała i najlepiej będzie jak urwiemy kontakt, a mimo to, kilka dni po tej rozmowie sam mi wysyłał jakieś smsy.

Wciąż mam nadzieję, że kiedy damy sobie czas to jakoś to się ułoży inaczej. Wiem, jak to brzmi co napisałam, ale na prawdę bardzo się kochaliśmy. Powiedział mi że chciałby takiego związku o jakim oboje mówimy, ale nie wie czy ze mną. Przytłoczyłam go tymi pytaniami o nas i znowu mu się odechciało, ale wierzę w to, że kiedyś za parę miesięcy on zobaczy że jesli nie będziemy popełniać starych błędów to damy rade zbudować coś na nowo…. Nie wiem tylko teraz, jak mu to udowodnić, jak sprawić, żeby mnie na nowo pokochał, żeby zatęsknił. Boję się, że on się zakocha w jednej ze swoich koleżanek i wtedy już nic z tego nie będzie. Chciałabym go odzyskać na nowo….

Pozdrawiam!

22-latka

Dziewczyny co robić???

Dziewczyny,

Doszłam do ściany. Nie umiem z nim dalej żyć. To tylko 6 ms odkąd
pokazuje swoje prawdziwe oblicze, ale zawsze mówiłam ze jego wrogowie
bedą mieli przejebane.....

8 lat w związku z psychofagiem, jego rodzina z mamusia słodko pierdzaca
do swojego synalka i siostra 52 letnia stara panna użalającej sie nad
życiem, a i tatuś niczym mebel siedzący od 25 lat w jednym miejscu. I do
tego ja przebojowa, szurnięta, uśmiechnięta, mega optymistka potrafiąca
cieszyć sie z najmniejszych rzeczy w życiu, acz po rozwodzie ale to był
przechodzony związek małolatów. On tez po rozwodzie....ona ponoć
niewierna, kasę traciła, nie chciała dzieci itp itd i jaki on biedny i
jaki pokrzywdzony. 
No i sie związaliśmy, 2 dzieciaków sie urodziło i byłoby sie jako tako
żyło bo jako przyjaciel a bardziej partner byl ok, ale ale ale.... 

1,5 roku temu zachorował na raka jelita z przerzutem do watroby. Jelito
wycięte, leczy wątrobę cały czas. Odkąd usłyszał od jakiegoś PROF
ze bedzie żył 10 ms (prof na Boga nie wyglądał!!!!) to sie wszystko
zaczęło....Jak czytam Wasze wpisy to wiem o czym piszecie bo u mnie juz
to wszystko było. ......Jedynie nie pije prawie wcale, wiec z alkoholikami
go nie porównuje.
Myśle ze nienawidzi mnie tak jak swojej choroby, chce mnie zniszczyć jak
tylko rano oczy otworzy, niczym swojeg raka ktory mu tak przeszkadza żyć.
 Wcześniej nie angażował w to dzieci a teraz nie ma żadnych
skrupułów. Dzieci 7 i 4.....czemuż one winne, nie wiem jak mam im
sytuacje tłumaczyć, z reszta starsze juz widzi co sie dzieje.

Dziewczyny co robić????
Jak wyprowadzę sie do koleżanki do mieszkania to bedzie afera. Ale bedzie
afera i sie uciszy i dadza mi i dzieciom normalnie żyć.
Jego rodzina trzyma jego stronę bo bidny, chory, nikt sie nim lepiej nie
zaopiekuje niż siostra pielęgniarka itp....... Wiec nie mam w nich
wsparcia w ogóle. Moja rodzina daleko, nie ma szans na doraźna pomoc. Jak
zostanę to mnie zajedzie na maksa....i dzieci.
Szukałam pomocy u psychologa ale po pierwsze nie ma za wielu
psychoonkologow w Polsce a po drugie jak słyszę jej "i jak sie Pani z tym
czuje" to mnie rozwala.
Napiszcie prosze szczerze... Niech każda powie co myśli. Sytuacja patowa na
maksa. Ja juz jestem w takim stanie ze dzisiaj bym uciekła. Jeśli
myślicie ze jestem beznadziejna bo nie mam sumienia zając sie chorym
mężem (a juz nie mam bo jestem idiotka, kurwie sie i wiecznie najebana
chodzę, do tego dzieci ciagle brudne chodzą, znowu nie poprasowane i po
chuj te kwiatki na balkon kupiłaś idiotko) to napiszcie mi prosto z
mostu. Musze znaleźć jakaś drogę, bo stoję na wielkim skrzyżowaniu i
totalnie nie wiem gdzie iść z dziećmi.

Dzięki.
M.

ROZWAŻNA – NIEROMANTYCZNA

A może głupia po prostu? Albo cwana i wygodna? Ile osób tyle opinii, a może i więcej. Tylko czy ważne jest czyjeś zdanie? Co się liczy? Ona i jej decyzje czy utarte przekonania, cudze sądy, pseudomoralność i quazietyka?
Postanowiła być sama – Samodzielna Samostanowiąca Samodecydująca. Pytanie za 100 punktów – to odwaga czy tchórzostwo?
Ano zależy – od punktu siedzenia „Czyliż zaiste szlachetniejszym znosić pociski zawistnego losu…” Klasyka – czaszka w dłoń i pytamy? Nie ma odpowiedzi uniwersalnej, dla każdego inna, szyta na miarę i dopasowana na żywym człowieku.
Czy bardziej wartościowe jest przemierzanie świata w pojedynkę i borykanie się ze wszystkim samodzielnie niż wspólne (trudne i skomplikowane) radzenie sobie z rzeczywistością?
Nobla temu kto odpowie wszystkim I zadowoli publiczność nie budząc kontrowersji. 
„Ona ma siłę…” – sama zawsze ma więcej. Nie liczy na cud, nie czeka na wsparcie – bierze sprawy w swoje ręce i na swój sposób je organizuje. Również dla swojej wygody a czasem i korzyści Wolno jej, nikogo nie krzywdzi, nie wykorzystuje. Sama buduje swój sukces, czasami porażkę – ale zawsze własną 
A ona? To druga? Bardziej romantyczna, ale nie mniej rozważna? Czy może poprzez romantyczność swą z klucza rozważna mniej? Bo przecież już nie tylko własnym „rozumem, godnością, urzędem” kieruje się organizując życie. Musi (chce, powinna) brać pod uwagę inne spojrzenie, inne oczekiwania – może zbliżone do własnych, ale jednak zawsze choćby ciut inne. Więc kompromis… a cóż to za diabeł ten kompromis? No niby dobre ma konotacje… służy porozumieniu, współdecydowaniu, jakby demokratyczny. 
Ale ja go nie chcę. Bo skoro muszę się nagiąć, ustąpić, oddać pola, zrezygnować, odpuścić – to ja nie chcę. Bo moje zdanie jest moje, sposób na życie też jest mój. 
Dlatego łatwiej być (samo)dzielną, rozważną nieromantyczną niż kompromisującą 
Więc idę na łatwiznę, nie szukam trudności, omijam kłopoty, nie generuję sobie zmartwień. Czy są minusy takiego życia? Ktoś powiedziałby – owszem. Jest trudno, nie ma wsparcia, nie ma człowieka, na którego można liczyć. Ale, z ręku na sercu, w ilu „stałych związkach” to wszystko jest? 
Ile tracę, a ile zyskuję? Ile mnie jest dla mnie? Nie biorę ale też i dawać (zbyt wiele) nie muszę. Jeśli trafi się coś dobrego, biorę jak swoje. Od złego uciekam, brać cudzego na siebie nie muszę, własnego nie produkuję.
Dlaczego większość trafiających tu kobiet pyta „czy jeszcze kogoś? czy jeszcze ktoś? czy jeszcze komuś?” Odpowiedź jest prosta – jak będziesz chciała to owszem, to jak najbardziej. Tylko czy zechcesz? Czy zaryzykujesz, że znów będziesz ofiarą, że krzywda Ci się stanie, że ktoś nadużyje? Że kompromis stanie się uległością, że współdecydowanie niewolnictwem? 
Nie potrafisz stawiać granic, wiesz o tym. Gdybyś umiała nie byłoby Ciebie tutaj. Boisz się siebie, nie tego drugiego człowieka, bo już wiesz, że on zrobi tyle na ile mu pozwolisz. Boisz się, że znowu pozwolisz mu na zbyt wiele.
Możemy roztrząsać w kółko te same problemy, możemy radzić, zachęcać, odradzać. 
Ale – to Ty decydujesz. Decydujesz się na ryzyko, w każdym z rozwiązań. Na ryzyko bycia sobą. Bo i w pojedynkę, i we dwójkę, i większej grupie sobą pozostać należy.
Potrafisz? Umiesz już? Wiesz czego nie chcesz? 
Jeśli tak to żaden układ nie zrobi Ci krzywdy. Ani samodzielny , ani współpracujący.
Obawiam się, że nie pomogłam.

Katalina

Kto nie osiąga rezultatów?

grzesiak

Smutna historia miłosna

Witam dziewczyny, postanowiłam do Was napisać, gdyż chciałabym podzielić się z Wami moją historią a właściwie świeżym odkryciem. Zacznę może niestandardowo, od końca. W lutym po prawie 5 letnim związku zerwałam z chłopakiem. Zerwałam z nim ponieważ miałam dość codziennego jego chlania (piciem trudno to nazwać) i kolejnego olania mojej osoby (Walentynki spędziłam sama, odezwał się dopiero po ponad tygodniu bo nie miał z czego, nie pamiętam czym tym razem było to spowodowane ale chyba telefon zamoczył) Myślałam, że będzie tak jak zwykle przeprosi, przytuli, powie, że kocha i będzie dobrze i znowu do siebie wrócimy jak zwykle. Jednak tak się nie stało. Jakoś specjalnie mnie to nawet nie bolało, czasami tęskniłam ale przez większość czasu czułam ulgę i byłam z siebie dumna, że wreszcie skończyłam ten związek i teraz będzie już tylko lepiej. Aż do teraz… Po jakimś miesiącu zaczęliśmy się znowu spotykać, tak sporadycznie na jakieś piwko, bez żadnych zobowiązań (dodam, że na spotkania zazwyczaj również przychodził „po użyciu”). Zauważyłam, że dobrze sobie radzi, wcale nie rozpacza, dobrze wygląda, nowe ciuchy i te sprawy. Ale jakoś nie miało to dla mnie znaczenia. Rozmawialiśmy o nas, że może kiedyś jeszcze będziemy razem tylko potrzebujemy czasu, że nadal mnie kocha, że nie ma nikogo, że tęskni i takie tam bzdety. W ogóle mnie to nie ruszało, przytakiwałam tylko i widząc w jakim jest stanie coraz bardziej uświadamiałam sobie, że dobrze zrobiłam.
Po jakimś czasie dowiedziałam się, że ma nową kobietę. Ponad 20 lat starszą (!) Oczywiście wszystkiemu zaprzeczał, najpierw że nie wie o co chodzi, potem, że to nie jest jego kobieta tylko po prostu dobrze się z nią dogaduje. Wiem jednak, że wszystkim dookoła opowiada wprost, że z nią jest. Zabolało mnie to do żywego. Zdołowałam się, poczułam się samotna i bez żadnej wartości. On radzi teraz sobie bardzo dobrze ma pracę (pod każdym względem jest to zajęcie nielegalne), pieniądze, nową kobietę, dużo znajomych i ogólnie bardzo dobrze mu się żyje. Doszłam do wniosku, że ja w ogóle sobie nie radzę. Postanowiłam, że chcę wrócić do niego, bo jaki był taki był ale był, że jakoś to będzie, jakoś się ułoży… Powiedziałam mu o tym wprost. Przez kilka dni mnie zwodził, że wciąż kocha ale na razie dajmy sobie czas. Zaczęłam panikować. Poniżyłam się do tego stopnia,że zaczęłam go błagać, żeby wrócił, płakać, że go kocham, że nie wyobrażam sobie życia bez niego… Następnego dnia przyszedł, powiedział wprost: CHYBA JUŻ CIĘ NIE KOCHAM, nie mogę Ci nic obiecać, mi jest teraz dobrze, nikomu nie muszę się tłumaczyć, mogę robić co chcę… To był najpotężniejszy cios jaki do tej pory otrzymałam. Teraz wiem, że tym dokonał całkowitego dzieła zniszczenia mnie doszczętnie. Stan w jakim teraz się znajduję to najczarniejsza z najczarniejszych rozpacz….
Płakałam całymi dniami, cały czas myślałam jak żyć dalej, co robić… To nie był mój pierwszy chłopak, byłam wcześniej w kilku związkach, zawsze to ja je kończyłam, dlatego pomyślałam, że może to taka kara za te wszystkie wyrządzone krzywdy chłopakom, z którymi kiedyś zerwałam. Ale za co miałabym być karana? Za to, że kończyłam związek, który dla mnie nie miał przyszłości, w którym nie czułam miłości? Zaczęłam w internecie szukać jakichś porad jak przetrwać ten ból, jak podnieść się po rozstaniu, odrzuceniu, nieszczęśliwej miłości. Trafiłam na tematykę o toksycznych związkach, psychopatach, psychofagach, narcyzach… Zagłębiłam się w tą tematykę choć temat nie był mi obcy (pisałam pracę licencjacką o osobowości seryjnych morderców). Przeczytałam wiele blogów, publikacji, artykułów na temat bycia w związku z psychopatą…. Jezu, to był jak strzał olśnienia, jakby ktoś opisywał dokładnie mój związek, był jego obserwatorem…
Znaliśmy się wcześniej z widzenia, później wymieniliśmy się numerami, ja wyjechałam na studia. Dzwonił codziennie, kilkanaście razy dziennie, w sumie to co kilka minut.. Spodobało mi się to, że ktoś tak się mną interesuje. Jako, że mieszkałam na stancji, często do mnie przyjeżdżał w końcu zamieszkaliśmy razem dość szybko. Było pięknie, nie przeszkadzało mi to, że nadużywał alkoholu bo i ja prowadziłam typowe życie studenckie i nie stroniłam od imprez, nie przeszkadzało mi nawet to, że jest na moim utrzymaniu, że robiłam mu obiadki, prałam gacie, dawałam pieniądze na piwko. Bo było tak pięknie… Zakochałam się, ten człowiek nie miał żadnych wad w moim mniemaniu. Obiecywał, że będziemy razem do końca życia, wybudujemy dom, weźmiemy ślub..
Pierwszy raz uderzył mnie po 7 miesiącach naszego związku. Już wtedy mieszkaliśmy razem. Powodu nie znam, po prostu rzucił mnie na łóżko zaczął okładać pięściami. Tak po prostu. Od razu kazałam mu się wynosić, zbiegłam za nim po schodach, żeby tylko oddał mi mój telefon. Złapał mnie za szyję i zaczął uderzać głową w drzwi. Wrócił kilka godzin później, z kwiatami, przeprosił powiedział, że nic nie pamięta. Przyjęłam go spowrotem, tłumaczyłam sobie że był pijany, że przecież w sumie nic się nie stało, przecież mnie kocha i jakoś to będzie. To był mój błąd, później poleciało jak lawina, takie epizody zdarzały się coraz częściej, on zawsze tłumaczył tym, że nic nie pamięta, że go sprowokowałam. Przeszłam do tego na porządku dziennym. W pewnym momencie nawet przestałam mu robić o to wyrzuty bo przecież i tak powie, że tego nie pamięta a ja czułam, że nie potrzebnie coś źle powiedziałam i nie powinnam go denerwować, że po prostu to moja wina i należało mi się… Po prostu przestałam na to zwracać uwagę, myślałam, że tak ma być. Odizolował mnie od wszystkich w pewnym momencie telefon zamilkł, już nikt nie dzwonił, nie zapraszał, przestałam mieć znajomych, byłam tylko z nim. Robiłam wszystko co chciał, bałam się sprzeciwiać, zwrócić mu uwagę bo nie chciałam go denerwować, zresztą i tak wychodziło, że ja coś źle robię i zawsze to tylko jego wina i się czepiam. Jak mnie nie bił, nie krzyczał to niszczył moje rzeczy, laptopa, samochód, telewizor… Oczywiście to ja musiałam płacić za naprawę, bo ja go zdenerwowałam. Żyliśmy tylko z mojego kredytu studenckiego i z przelewów moich rodziców. Jak miał pieniądze, do niczego się nie dokładał, tylko wydawał na siebie, nowe buty, kosmetyki, ciuchy…On do pracy nie chodził, ja musiałam pracę rzucić bo powiedział, że nudzi mu się samemu w domu i czuje się samotny i chyba wyprowadzi się do naszego rodzinnego miasta. Rzuciłam pracę, bałam się, że zostanę sama i sobie nie poradzę. I tak mijało mi życie, w ciągłym strachu ale jednak kochałam i czułam się kochana, myślałam, że po prostu musimy się dotrzeć. Efekt kulminacyjny nadszedł pod koniec moich studiów. Pobił mnie tak, jak nigdy wcześniej, myślałam, że nie przeżyję, że mnie udusi… Spałam z nożem pod łóżkiem. Następnego dnia kazałam mu się wynosić na dobre. On nawet nie wiedział o co chodzi, znowu nic nie pamiętał bo był pijany, że zmyślam, że koloryzuję i przesadzam. Zadzwoniłam do mamy, powiedziałam jej o tym wszystkim, wiedziałam, że jeżeli dalej będę to ukrywać, to nie dam sama rady od niego odejść. On się wyprowadził, ja na jakiś czas wróciłam do domu wyleczyć rany, fizyczne i psychiczne. Myślałam, że umrę z rozpaczy, bólu i straty. Miałam wyrzuty sumienia, zaczęłam żałować, czułam się samotna. Po dwóch tygodniach się spotkaliśmy, wybaczyłam mu wszystko, obiecał, że nigdy już tak nie zrobi. Znowu wyjechaliśmy do naszego wspólnego mieszkanka…
Skończyłam studia, wróciliśmy do naszego rodzinnego miasta- on do swojego domu ja do swojego. Spotykaliśmy się często, na tyle często na ile on chciał. Znacznie częściej spotykał się z kolegami, ze mną umawiał się jak już był pijany. Mówiłam wprost, że mi to przeszkadza- wyzywał mnie, że się czepiam, kontroluję i że to przeze mnie tyle pije bo go denerwuje. Następnego dnia zachowywał się jakby nigdy nic się nie stało,znowu był kochany, mimo, że ja całą noc przepłakałam. Takie zachowanie było na porządku dziennym, starałam się go nie denerwować bo może faktycznie przesadzam i się czepiam. Żyłam tak jak on chciał, robiliśmy to co on chciał i kiedy chciał. Chciał się spotkać- musiałam wszystko rzucić bo jak powiedziałam, że dzisiaj nie mam czasu to później się nie odzywał przez tydzień i twierdził, że to ja nigdy nie  mam dla niego czasu. Bił mnie już sporadycznie, jakiś plaskacz, kopniak czy szarpanie, myślę, że to dlatego, że nie miał już zbyt okazji, spotykaliśmy się głównie na dworze albo u niego, do mnie miał zakaz wstępu od moich rodziców. Przy kolegach przecież by tego nie zrobił. Ale jak mnie uderzył to miałam takie wyrzuty sumienia i poczucie winy, że następnego dnia z samego rana sama do niego przychodziłam i go przepraszałam. W końcu zaczęło mi przeszkadzać, że tak mnie traktuje, że ciągle pije, kłamie ( nawet jak się go przyłapało na kłamstwie to twierdził, że to ja kłamie, że nic takiego nie zrobił/powiedział, że ja zmyślam), nie ma dla mnie czasu, kontroluje mnie, poniża, obraża…W lutym postanowiłam zerwać, dalaszy ciąg już znacie..
Kiedyś byłam uśmiechniętą, pewną siebie dziewczyną, miałam dużo znajomych, lubiłam wychodzić i rozmawiać z ludźmi. Kim jestem teraz? Jestem wrakiem. Nie mam już żadnych znajomych, przez ten związek zerwałam wszystkie znajomości, nie były mi potrzebne bo miałam jego. Tylko z nim się spotykałam i tylko do niego dzwoniłam. Mam 26 lat, ukończone dwa kierunki, nie mam pracy, znajomych, mieszkam z rodzicami. Nie mam nic. Boje się kontaktów z ludźmi, jestem nieśmiała, trudno nawiązuje kontakty z innymi ludźmi, jestem bezradna, samotna i boje się przyszłości…
Pewnie zapytacie dlaczego tak długo w tym trwałam, przecież sprawa wygląda jasno. Ze strachu. Ze strachu przed samotnością. A nie zawsze było źle. Bywały też dobre chwile i to całkiem sporo, spędziliśmy ze sobą naprawdę dużo dobrego czasu. Boję się, że już zawsze będę sama, że nigdy nikogo nie znajdę no bo niby jak i gdzie skoro nigdzie nie wychodzę bo nawet nie mam z kim. Boję się, że sobie nie poradzę, nie mogę przestać o nim myśleć, kocham go cały czas a jeszcze bardziej dołuje mnie myśl, że jest z inną kobietą… Że woli dużo starszą kobietę niż mnie…Że bardzo dobrze sobie sobie radzi beze mnie… że już nie kocha…
Czytając o tych wszystkich psychopatach wszystkie cechy pasowały do niego, był w przeszłości karany, często wchodzi z konflikt z prawem, nie liczy się z nikim i niczym, jeżeli czegoś chce to to dostanie nawet jeżeli ma coś ukraść. Mimo, że zarabia pieniądze to wszystko od razu wydaje na przyjemności, głównie alkohol i gry hazardowe, zawsze tak było, że to ja wszystko musiałam kupować za wszystko płacić.  Zawsze ma racje, nie obchodzi go zdanie innych i cały czereg innych cech i zachowań wpisujących się w osobowość psychopatyczną. A może wcale tak nie jest? Może ja szukam jakiegoś wytłumaczenia dla tego co się stało, może na siłę chcę go dopasować do tego schematu, żeby się pocieszyć? Bo czy to mogłaby być prawda, że nigdy mnie nie kochał? Że od początku znalazł sobie we mnie ofiarę, którą chciał wykorzystać, wyniszczyć a jak już osiągnął cel i przestałam mu być potrzebna to po prostu porzucił i zamienił na lepszy model? Czy w takim razie te 5 lat było kłamstwem czy może ja coś źle zrobiłam? Na te pytanie nie mogę znaleźć odpowiedzi…
Dziewczyny pomóżcie, jak teraz żyć? Jak się po tym wszystkim pozbierać? Jak przestać myśleć, tęsknić, kochać? Jak w ogóle można kochać człowieka, który tak mnie zniszczył? Nie wiem jak sobie poradzić, nie mogę jeść, spać na niczym się skupić, czekam tylko aż zadzwoni mimo, że wiem, że nie powinnam nawet z nim rozmawiać. Wiem też, że jeżeli poprosi o spotkanie to od razu się zgodzę. A najbardziej prawdopodobne jest to, że to ja sama się z nim skontaktuje bo nie wytrzymam tej tęsknoty i samotności. Pomóżcie, jak żyć?  :(
Napisałam do Was ponieważ, nie mam komu tego powiedzieć, nikt nie wie przez co przeszłam i przez co przechodze nadal. Być może to jest jakaś forma autoterapii, nie wiem, nie wiem nawet czy ktoś to przeczyta, nic już nie wiem…
Czarna Rozpacz

Jego gesty i moje emocje

 

Miało być na luzie, na zasadzie „zobaczymy jak będzie”, tak sobie mówiłam. Była odległość, ale to nie było problemem, bo często przylatywał tu do kraju, odwiedzać rodzinę. Na początku znajomości przylatywał specjalnie dla mnie. Próbowałam trzymać dystans, nie udało się. Codzienne długie rozmowy o wszystkim, silny pociąg fizyczny, duże zainteresowanie z jego strony no i się mocno zauroczyłam, przywiązałam wręcz… Po pewnym czasie mu to wyznałam, stwierdził że lubi mnie i spotyka się tylko ze mną, ale nie szuka związku, a te wszystke miłe gesty to po prostu gesty, którymi obdarza każdego kogo LUBI. Nic więcej. Dodał jeszcze, że za mało nas łączy, za mało podobni jesteśmy… Ja czułam co innego, widziałam podobieństwa, ale od tego momentu odechciało mi się cokolwiek mu udowadniać. Z mojej strony smutek, frustarcja, lekki szok. W rozmowach zaczynam być trochę złośliwa. Na jego przyjaźnie z innymi kobietami (a trochę ich znał) źle reagowałam. Często czułam sie wręcz lekko prowokowana, on nigdy tego nie rozumiał i mówił, że jestem przewrażliwiona i inne jego „koleżanki” tak nie reagowały… Narasta we mnie frustracja. Chciałam to skończyć, mówiłam mu nawet o tym, ale nie umiałam, miał coś w sobie co mnie pociągało, a poza tym potrafił być taki czuły, a mi tego tak brakowało od lat… Widząc moją zazdrość ochłodził kontakt z dnia na dzień, nawet nie za bardzo byłam na to przygotowana. Oczywiście twierdził, że to nie ma nic ze mną wspólnego.

Przestaliśmy rozmawiać, pisać, zero komunikacji. Próbowałam o nim zapomnieć. Któregoś dnia się odezwał, we mnie emocje odżyły spotkaliśmy się raz, drugi – wiele dni razem. Było miło, była chemia, dochodzi do mnie, że jednak tęskniłam za nim. Przed spotkaniami mówię sobie: ” miło spędzę czas, postaram się dobrze bawić i kontrolować emocje”. Nie udało się. Potrafi być taki troskliwy, a jednocześnie ciągle powtarza jak to do siebie nie pasujemy i jesteśmy inni, te stwierdzenia bardzo bolą. Reagowałam na to emocjonalnie. Dziwne uczucie, kiedy facet trzyma cię w ramionach i mówi jak to do siebie nie pasujecie… Po spotkaniach komunikacja była letnia, sugerowałam częstsze rozmowy, mówił ok, ale czułam że tego unikał. Któregoś dnia jedzie z jedną z koleżanek na wycieczkę. Było mi przykro, czułam się bezsilna.

Pękłam, nie działo się właściwie nic o co go prosiłam mimo, iż twierdził że rozumiał moje prośby, tylko nie wiedział kiedy, co i jak… Wycieczka z koleżanką mnie dobiła, do tego doszły jego drobne kłamstewka. Mimo to budzi się we mnie chęć „zawalczenia „o tą znajomość. Nie udaje się. Na koniec czytam w wiadomościach od niego, że mamy zbyt różne charaktery, nie ma iskry, po prostu NIC, jemu czgoś tu brakowało. Napisał mi: „bo to, bo siamto, po prostu jest nie tak między nami”, dodaje że moje reakcje go „zmęczyły”.Te słowa mnie ranią. Razem z tymi wiadomościami widzę jak loguje się na portale randkowe, wiedział że to mnie zaboli. Ja zostałam z poczuciem winy, że za dużo oczekiwałam i za dużo emocji okazywałam. Tęsknię jeszcze za nim, a przecież nie mam „prawa” bo nic mi nie obiecywał, on był ok, to ja do końca o coś tu walczyłam, prosiłam i emocjonowałam się.

Nie wiem co to było – nie związek, ale też nie czysty „układ”, on chciał żebym podczas jego pobytu w kraju była miłą, słodką, czułą kobietą, a po spotkaniu miałam być opanowana i o nic nie pytać. Nie umiałam tak. Wracają do mnie miłe gesty, słowa, jakieś plany, o których mówił ale zaraz potem przypomniam sobie, że przytulacjąc mnie potrafił powiedzieć jak to nic do mnie nie czuje… Mam straszy mętlik w głowie, z jednej strony czuję złość, że sama się wpakowałam w relację z kimś kto nie wiedział czego chce, a z drugiej czuję złość na niego. Boję się, że długo nikomu nie zaufam, bo teraz już wiem, że te wszystkie gesty, które myślałam, że są zarezerwowane dla par, mogą oznaczać, że kogoś się tylko „lubi” albo i to nie… A najgorsze, że nie wiem czy mogę sobie zaufać, skoro brnęłam w relację, w której co jakiś czas czułam się raniona, a mimo to trzymałam się tej mistycznej chemii, fizyczności i tych ciepłych chwil, wszystko co czułam to tylko”moja broszka”, on jest w porządku. Nieraz już mi tak sugerowano. On na pewno teraz dobrze się bawi i myśli sobie już o kimś innym, o kimś kto nie będzie okazywał silnych emocji i zadawał niewygodnych pytań. A ja muszę teraz jakoś zapomnieć o nim i uciec od tych ciepłych wspomnień, bo już wiem że chyba nic za tym nie stało i do niczego nie miałam „prawa”.

 

A.N.

Padłam ofiarą psychofaga

Witam,

zwracam się o pomoc. Po 11 latach małżeństwa z psychofagiem, zostawił mnie z 20 miesięcznym dzieckiem. Miał się wynieść ale był tak agresywny że wezwałam Policję na pomoc oni go wyrzucili. Niestety zjawia sie zeby miec kontakt z naszym dzieckiem.

Wniosłam o rozwod i alimenty. Niby uwolniłam się ale jestem wrakiem człowieka, zniszczył mnie psychicznie i kiedy zjawia sie do dziecka, równiez odgrywa swoje gierki.

Sprawa z sadem ciagnie sie tak dlugo. Jeszcze nawet pierwszej rozprawy nie bylo.

Pisze , proszac o pomoc, on odizolował mnie, poniszczyl moje kontakty z ludzmi, kompromitował mnie tak w towarzystwie i upokarzal, ze zostalam teraz calkiem sama z malutkim dzieckiem. Jest mi srasznie przykro ze ludzie dali sie mu zmanipulowac i wydaje mi sie , ze nie wiem jak mam na nowo odzyc.

Mam zniszczone poczucie wlasnej wartosci, nabyta podczas zwiazku z nim diagnoze osobowosc zalezna i zaburzenia lekowe ale jakos zanim  z nim zaczelam byc bylo z moim zdrowiem wszystko ok. On z kolei siedzial kiedys w wiezieniu, mial kuratorow, ale ja wierzylam w jego przeimiane. Wykorzystal mnie materialne( by zdobyc wyksztalcenie, zdobyc lepsza prace), emocjonalnie po prostu zniszczyl, seksualnie ….. nie chce mowic.

Teraz jako wrak, pytam o droge, o wskazówki, o sily żeby wyjść na prostą, być dobra mama ( jestem dobra mama) ale smutną, dobita.

Wiecie co mam na mysli.

sos.

prosze ,

pozdrawiam

Daria

 

Bezsilność

Pewno dnia doszłam do wniosku, że nie chcę sama spędzić życia a właściwie to chciałam mieć kogoś bliskiego gdyż po rozstaniu z mężem czułam się samotna, zagubiona, bezsilna. Postanowiłam poszukać bratniej duszy na jednym z portali społecznościowych. Udało mi się nawiązać kontakt z mężczyzną jak dla mnie godnym uwagi wymieniliśmy kilka wiadomość i postanowiliśmy spotykać się realnie. Szybko nawiązaliśmy kontakt rozmawiało nam się wspaniale mieliśmy te same oczekiwania, pragnienia czułam się przeszczęśliwa. Szybko też się zakochałam pan był miły, szarmancki kwiaty, kawa, pizzerie itd. Zakochałam się jak małolata zresztą pan też zapewniał mnie o swojej miłości. Było wspaniale do póki spotykaliśmy się na tzw. neutralnym gruncie. Kiedy pan zaczął przyjeżdżać do mnie do domu skończyły się kwiaty, wyjścia itp. Po dłuższym czasie postanowiłam rozmawiać o przyszłości i zaczęły się schody. Kiedy mówię o wspólnym mieszkaniu zawsze kręci i się miga. Nigdy też nie przedstawił mnie swoim znajomym ani rodzeństwu. Twierdzi że u siebie ma pracę ale nic nie zrobił żeby jej szukać u mnie. Od tamtej pory ciągle się obraża za nic, rzadziej przyjeżdża, zawsze jest śpiący i zmęczony. Nie wiem czy mam jeszcze czym się łudzić nie słyszę od niego miłych czułych słów chociaż ja kocham go tak samo. Dodam jeszcze że to nie małolat ma 40 lat i dwa nieudane związki za sobą. Jak myślicie czy mogę liczyć na poważne podejście z jego strony czy tylko chciał się mną pobawić.

E.

To boli.

  • Mam 21 lat tak samo jak już mój były chłopak. Bylismy z sobąc ponad 4,5 roku. W Lipcu będzie 5 lat. Kochaliśmy się bardzo, to on o mnie zabiegał jak szalony ponad rok, później w końcu dałam nam szanse i z nim zaczełam być, chociaż po kilku miesiącach zostawiłam go dla innego, trwało to 2 mc ale uświadomiłam sobie że to był błąd. Pozwolił mi wrócić i wtedy nasze zycie sie zmieniło. Było cudownie, wspólne wakacje, ciągłe spotkania, byliśmy najszczęśliwsi. Wiadomo, jak w każdym związku zdarzały się kłótnie ale wybaczaliśmy sobie szybko. Później matura studia. Poszliśmy do jednego miasta, ta sama uczelnia choć inne wydziały. Zamieszkaliśmy ze sobą i było cudownie. Każdy dzień lepszy od poprzedniego i trwało to rok. Nie zawsze było idealnie i wiele razy się na siebie obrażaliśmy ale to chyba normalne. Wyjechałam w wakacje do pracy za granicą on tęsknił dzownił, rozmawialismy codziennie nawet pisał tradycyjne listy. Poznałam tam faceta, nic między nami nie zaszło ale zakęcił mi w głowie, powiedziałam o tym mojemu chłopakowi, przeżył to. Był zazdrosny. Zerwałam z tamtym kontakt, bo przecież mój chłopak był dla mnie najważniejszy. KOlejny rok, znowu ze sobą zamieszkalismy na początku było świetnie jak kiedyś, ale pod koneic roku zaczeło sie psuć. Sylwestra spędzilismy osobno, co się nam nie zdarzało, ale później było lepiej. W lutym bardzo dużo się kłócilismy. On mnie okłamywał że nie pisze z pewną dziewczyną o która byłam bardzo zazdrosna. Chciaz widziałam ze nie piszą o niczym innym tylko o studiach bolało mnie to. Prosiłam żeby przestał i pisał mniej zdecydowanie. Chociaż po kilku dniach znowu zaczynał…. Kłócilismy się o to notorycznie. Zaczęlismy na siebie krzyczeć, czasem sie wyżywać na sobie. Uderzyłam go. Bolało mnie to niesamowicie. Pod koniec marca powiedział mi że nie wie czy mnie kocha. Zrozumiałam. O tą dziewczynę nie przestawałam być zazdrosna. Nie mogłam tego wytrzymać. Tak bardzo go kochaam. Jest kwiecień, a on 3 dni temu ze mną zerwał. Powiedział że dlatego ze mnie nie kocha. Nie chce ze mną byc i chce być sam. Nie wiem czy mogę mu wierzyć, że tonie chodzi o inną. Pytałam sie czy chce nam dac szanse czy chce to naprawić powiedział, żebym go o takie rzeczy nie prosiła. Że nie wyklucza ze kiedys bedziemy razem, ale nie mogę żyć nadzieją. Nie żyję. Chociaż bym chciała. Powiedział, że nie wyklucza że kogoś spotka i się zakocha. Najgorsze jest to że muszę z nim domieszkać do konca czerwca bo wtedy się nam kończy umowa na mieszkanie. Choć chyba bym wolała żeby się wyprowadził…. Boli mnie to. Śpię z nim w jednym łóżku. Przy nim nie okazuje słabości. Jestem miła. Jak kiedyś, dbam o siebie. Kiedy on wychodzi z domu to pękam. Nie chce o nim zapominać, miałam całą naszą przyszłość ułożoną w głowie… Imiona dzieci, wszytsko… Jego rodzice mnie kochają, moi zresztą też go uwielbiali. Moi wiedzą o wsyztskim ale on się boi powiedzieć swoim bo wie jaka będzie ich reakcja. Jest źle chiałabym ruszyć dalej z miejsca, ale z nim. Sama się boje, on był dla mnie całym swiatem, a teraz mówi że mnie nie kocha. Że doprowadziły do tego codzienne sytuacje, ze ciągneło sie to od poczatku roku. Widziałam to, ale zadne z nas nie zareagowało odpowiednio wczesnie. Serce mi pęka i krwawi, ale wiem że musze być silna. To była moja pierwsza prawdziwa miłość, chociaz wiem ze go raniłam to go kocham najmocniej. Chce być silna i iść na przód. Nie wiem tego, ale wydaje mi się że to wsztsko jest przez to że on się zakochał w tej dziewczynie z któą tak często rozmawiał. Myślę że nie chce mi sie do tego przyznac bo nie wie jak zareaguje. Boi się reakcji swoich rodziców. Jest tchórzem. Mam duże wsparcie ze strony przyjaciół i rodziny, chce być silna i mu nie pokazywac sie mnie to boli. Chcę żeby do mnie wrócił i było jak dawniej…. Nie wiem czy to jeszcze możliwe. Nie musze kogoś zmusić żeby mnie kochał i chyba nie chce. Nie bede też na niego wiecznie czekała…. Nie warto chyba skoro on ma mnie w dupie. Martwi się i mu zależy na mnie bo sie tyle znamy, ale mnie nie kocha… To boli.

    Kaśka

zanim zapomnę i wezmę winę na siebie

Witam, dzień dobry:)

 

Na razie skończyło się tak: tydzień temu posłuchałam o kretynkach, wieczorem, rano powiedziałam mu, że nie wiem co daje mu prawo do obrażania mnie. W niedzielę strzelił focha o moje spojrzenie, dzień później znowu kretynki w tle, się nie odzywałam, na trzeci dzień upokorzył mnie słownie, bez żadnego obraźliwego epitetu, co zresztą sam kilkakrotnie podkreślił. To było – niesamowite. Zatkało mnie. Dosłownie i przeraziło. A potem jeszcze wieczorem wyszedł z pokoju i poprosił mnie o pomoc. Jakby nigdy nic. Bo on potrafi oddzielić sprawy, w których ma o mnie złe zdanie, od tej reszty. To zamilkłam całkiem. Od tego czasu się nie odzywam do niego, jeśli nie muszę.

Chciałabym być jak Atticus Finch. Ta myśl chodzi za mną od tygodnia. Umieć z takim spokojem, cierpliwością i wyrozumiałością znosić obelgi. Tak bardzo szanować siebie, że nikt  nie jest w stanie mnie dotknąć. Nie jestem. Mam 42 lata i dochodzę do wniosku, że niewiele pamiętam ze swojej przeszłości. Wszystko zlewa się w jedną wielką wypełnioną strachem plamę. Najpierw rodzice, potem mężczyźni. Ja zawsze rozumiałam, nie potępiałam (staram się przynajmniej), wybaczałam. Chciałam byś silna, odważna, niezależna, podobały mi się takie bohaterki z książek, ale jak już spróbowałam, to wyszło opacznie. W podstawówce spróbowałam. Mój ojciec jest despotą i zepsuł moją mamę, zniszczył ją, a ona nie mogąc mu się naprawdę sprzeciwić, wyrzucała swoją frustrację na mnie. Tak wyszło. Teraz to zrozumiałam, jak ona zaczęła opowiadać to, co działo się między nimi, ale dopiero teraz. Mam do niej żal, ale nie pretensje, jest mi smutno, bo jestem jednym wielkim pragnieniem bliskości, czułości, nigdy tego nie miałam, do czasu aż urodziłam syna. Fantastycznego chłopaka, najlepszego, jakiego może mieć matka, taka jak ja, która nawet nie bardzo wie jak być matką, bo jakoś przeoczyła dorastanie i uczy się być kobietą w wieku 42 lat. Zdarza się.

Dlaczego piszę? Żeby nie oszaleć, żeby nie zapomnieć, żeby się dowiedzieć, czy to tylko w mojej głowie, czy nie, czy naprawdę to jest nienormalne. Poznałam go, był uroczy, niby czasem coś się włączało, jakiś dźwięk ostrzegawczy, ale ja miałam wyłączone wszystko, przez pracę, relację z rodziną, ciągłą gonitwę. Byłam wykończona psychicznie i fizycznie, i natknęłam się na niego. A potem nasze życie…

Ostatnio nie jeździmy razem na rodzinne święta, bo on nie lubi mojego brata. Spytałam, co mu zrobił, usłyszałam, że on dziwny jest, nie lubi go i już. A potem… tych awantur było już tyle, od najgorszych, strasznych, do wysyczanych prosto do ucha, jak kiedyś w rozpędzie wyrzuciłam z siebie, że rozmawiałam o nas z przyjaciółką, to dostał prawdziwego amoku, dlaczego ja nasze prywatne sprawy wyciągam na zewnątrz. Zatkało mnie. Ale na krótko, potem zaczęłam myśleć, chyba przesadzam, znowu się czepiłam, bo piwo pije codziennie, przecież już tyle lat pije, powinnam się przyzwyczaić i nie robić z tego afery, tyle ludzi pije, reklamy są, że to normalne, kumplowskie, takie bardzo naturalne, takie „ż” jak „żyć pełniej”, a może jednak tam błąd jest i powinno być „rzyć pełna…”. Mam mętlik w głowie, obecna faza trwa drugi tydzień, za słabo ucieszyłam się na jego powrót od stryja, a ja… po prostu było mi dobrze bez niego. Wszystkie moje zwierzenia wypluł mi w twarz, zamienił w pomyje, powymiotne i wylał prosto w twarz, nie na głowę, tylko w twarz, aż się zachłysnęłam. Wszystko. Mam teraz pustkę w głowie, chciałabym jakoś zacząć, ale wszystko wydaje się albo głupie, albo czepialskie we mnie. Że pretensje puste, bezzasadne, choć z drugiej strony… jestem alergikiem, on pali. Uprosiłam, żeby palił na balkonie, może robi to jak jestem, ale na pewno nie wtedy, jak mnie nie ma, a ja wracam z pracy w ten wiszący dym, podymne raczej i potem zmagam się z niekończącą się wysypką na twarzy, z wiecznie czerwonymi oczami, z kaszlem porannym i katarem i modlę się, żeby nie wysypało mnie na nogach, bo to boli najbardziej. Rozmawiałam o tym, owszem, ale… przecież ja się czepiam, to na pewno nie od papierosów, ja nie palę,  a jeśli już to wietrzę, a wiedziałaś 10 lat temu, a…. Już nie proszę, nie mówię. Kupuję tabletki, krem i się leczę pomału z lepszym, lub gorszym skutkiem.

Kiedyś, dawno, zwróciłam mu uwagę, że on namiętnie fotografuje mnie jak śpię, że to aż dziwne jest. To usłyszałam: „bo taką Cię lubię najbardziej, spokojną, zrelaksowaną”. Czy pojawił się dzwonek? Niestety nie.

Opisać 10 lat, to tak strasznie dużo. Chciałabym żyć. Pozbyć się bólu mięśni, myśli, uspokoić trochę dygoczące ręce. A może naprawdę przesadzam? Ale to by tak nie bolało przecież. Nie wiem.

Pozdrawiam

Anka

Jaką podjąć decyzję?

Witam wszystkich!

Zaczne od tego, ze czytalam wiele opowiadan z serii „uciekam do przodu” w nadzieji, ze znajde odpowiedz na pytania, ktore mnie drecza juz od ponad trzech lat. Niestety nadal borykam sie z tymi samymi problemami, a wlasciwie jednym z nimi zwiazanym – moim Szanownym Malzonkiem.
A bylo to tak.. Wyjechalam za granice na stale jak tylko obronilam tytul Mgr na politechnice. Wyjezdzalam juz do tego samego wielkiego miasta wiele razy podczas wakacji w sredniej szkole I na studiach zeby sobie dorobic, a ze mialam tu rodzine bylo mi latwiej. Przylatujac wtedy 6 lat temu nie myslalam, ze tak sie tu zakorzenie. Moim planem bylo zarobic na wklad na mieszkanie w miescie, w ktorym studiowalam w Polsce. Zycie, jednak plata figle..Pracowalam wtedy jako opiekunka do dzieci, kiedy poznalam Rafala. Od tamtej pory moje zycie nie bylo juz takie samo. Wspomne jeszcze, ze jak tu przylatywalam wczesniej podczas wakacji pracowalam glownie jako kelnerka, troche na kuchni, troche na sprzataniu, chcialam pracowac I zawsze cos znajdywalam. Wracajac do Rafala, a wiec poznalam go w trakcie gdy pracowalam jako opiekunka do dzieci z zamieszkaniem. Na poczatku wychodzilismy gdzies na troche w piatki lub soboty, potem juz zaczelam jezdzic do jego rodzinnego domu na wolne Weekendy. Wszystko bylo dobrze, tylko konczyla mi sie wiza, a ja nie chcialam tu zostac nielegalnie, wiec Rafal zaproponowal zeby wziac slub. Wahalam sie, poniewaz tak naprawde nigdy nikogo nie kochalam oprocz rodziny, ale pomyslalam ze moze nie kazdemu to pisane I zgodzilam sie zostac Jego zona. Pierwsze dwa lata bylo ok, potem bylo juz tylko gorzej..Mam tu sporo rodziny, wiec czesto wychodzilam do kuzynek, co zaczelo mu coraz bardziej przeszkadzac. Ponadto zaczal miec fiola na punkcie zdrady. Zawsze wiedzialam, ze jest zazdrosny, ale z czasem zaczelo sie to robic nie do zniesienia. Bedac u ciotki lub przyjaciolki potrafil wydzwaniac dziesiatki razy I mnie wyzywac – w koncu przestalam odbierac tel, kiedy nie mialam juz sily wysluchiwac wyzwisk na swoj temat. Wygadywal mi, ze wszystko mu zawdzieczam, gdzie ja zawsze pracowalam I placilam polowe za najem I czesc rachunkow. Konta nie mielismy wspolnego, poniewaz On nie szanowal pieniedzy – tak zwany zloty chlopiec, ktory nawet jak nie mial to kupowal na kredyt, a gorka rosla I rosla.. Pierwsze lata mu pomagalam – tlumaczylam Rafal ja chce miec rodzine, dzieci a ciagle nie moge na Ciebie liczyc. Na nic to sie zdalo, poniewaz nawet jego rodzice wspierali go Adel ponad stan, bo zyli tak samo. Podczas tych lat ja sie staralam isc do przodu wzgledem kariery, a tym samym zarobkow, jednak maz zarabial rowniez wiecej I wiecej okolo prawie dwa razy tyle. Ja jednak nadal dokladalam tyle co wczesniej, bo dla Niego bylo zawsze malo i mial coraz wieksze problemy finansowe.. Teraz kilka lat pozniej znow znajduje sie w punkcie wyjscia – takie mam wrazenie. Ciagle klotnie o moje domniemane zdrady I brak kasy z jego strony mnie wykanczaja – ilez mozna pomagac skoro nie widac efektow? Lata leca, dlatego prosze Was o rade co mam zrobic? Mam dobra prace, troche oszczednosci I trzy wyjscia. Pierwsze – pogodzic sie ze swoim losem zainwestowac we wklad na mieszkanie, wspomne ze musialabym zapozyczyc sie u swojej rodziny, na Niego ani jego rodzine nie moge niestety liczyc, plus tego taki ze mozna by bylo pomyslec w koncu o dziecku, ale boje sie ze bede zalowac skoro juz teraz nie jestesmy ze soba szczesliwi..Drugie wyjscie to wziac rozwod, najgorsze te kilka lat zmarnowanych, ale wziac sie w garsc kupic sama mieszkanie na kredyt, ale wtedy musialabym w koncu podjac decyzje ze zostaje tu na stale, mimo ze najblizsi sa w Polsce. Wspomne tylko, ze dobrze mi tutaj, przyzwyczailam sie juz, ale tesknie za tymi najblizszymi szczegolnie Mama, ale boje sie troszke, ze ciezko by mi sie tam bylo teraz odnalezc – przynajmniej na poczatku. To byloby wlasnie to trzecie wyjscie rozwod, calkowite zamkniecie rozdzialu pt:”pobyt za granica” I rozpoczecie nowego etapu w Polsce. Najbardziej, jednak boje sie o prace, bo tu moja kariera nabiera rozpedu, spelniam sie zawodowo I nie musze martwic sie o jutro, ale moze tam zrekompensuja mi to nablizsi..Prosze prosze prosze pomozcie mi podjac najciezsza decyzje w moim zyciu, bo tak jak jest teraz juz dluzej nie moge, dusze sie, a lata leca I ja robie sie z kazdym rokiem coraz starsza..Z niecierpliwoscia czekam na Wasze opinie I komentarze.
Pozdrawiam Was serdecznie.
Malwina

Ku pokrzepieniu

Witajcie kochane. 
Uciekam z Wami od stycznia. Nie wiem czy pamiętacie
jeszcze historię króliczej łapki, która uciekła z dzieckiem od męża
mieszkającego za granicą. Powiem Wam tak. Przez te prawie 3 miesiące od
ucieczki znalazłam pracę i dziś zmieniłam ją na nową w swoim
zawodzie. Poznałam sympatycznych ludzi w pracy, którzy pomogli mi znowu
uwierzyć w siebie. Spędziłam spokojne święta w gronie rodziny. W
końcu nie było awantur i fochów. Poznałam kolegę, którego zachowanie
uświadomiło mi z jakim brakiem szacunku miałam do czynienia w swoim
małżeństwie (to tylko kolega - nie pakuje się w nowy związek).
Kupiłam auto na dojazdy do pracy. Jadę w listopadzie na koncert o którym
marzyłam już dawno. Mam siłę i ochotę zadbać o siebie i często
słyszę komplementy od innych osób. Po prostu chyba coś we mnie się
przełamało i zrozumiałam że za życie moje i córki odpowiadam ja i
muszę być silna. To prawda, brakuje mi przytulania i bliskości
mężczyzny ale za cenę spokoju mogę znieść i to. Miewam jeszcze
wyrzuty sumienia. Sukcesywnie podsyca je mój mąż. Ciągle do mnie
wypisuje i prosi o szansę mówiąc że chce pełnej rodziny dla naszej
córki. Obiecuje poprawę, twierdzi że chodzi na terapię. Z jednej strony
jest mi go żal i trochę go rozumiem ale jakiś wewnetrzny głos mówi mi
że nie mogę się cofnąć bo źle skończę. Dziewczyny mam nadzieję że
uda mi się uciec do przodu i nie zawrócić. 

Kroliczalapka 

ALLELUJA!!

eggs

Aby te Święta Wielkanocne wniosły

w Wasze serca

wiosenną Radość, Pogodę Ducha

i Nadzieję odradzającego się życia.

Alleluja!!

ten obcy obok

Witam,

chciałabym podzielić się moją historią ,która powinna stać się przestrogą dla tych,które zastanawiają się nad kolejnym krokiem w swoim związku-zostać czy odejść.

 Dlaczego właśnie moja historia miałaby być szczególną przestrogą-jest nią przecież każda  z opowiedzianych tu historii.Otóż mój związek z psychopatą trwa niemal 40 lat,z czego 35 w małżeństwie.Mam wrażenie,że większość piszących i zaglądających tu kobiet nie ma tylu lat,ile ja spędziłam u boku-albo raczej za plecami -psychopaty.

Obecnie od trzech miesięcy jestem „na wygnaniu”-po raz kolejny usłyszałam,że nie zasłużyłam na jego miłość,uwagę,zaniteresowanie.Woli być sam niż ze mną,bo ze mną nieustannie się męczył-on tak się starał,a ja zawsze wszystko psułam.Po prostu nigdy nie byłam w sam raz.Nigdy.A jeśli nawet wydawało mi się,że jestem,to zaraz musiałam płacić za to wysoką cenę-odrzucenia mnie i  jako kobiety, i jako człowieka.

Oczywiście nikt nie zna jego prawdziwego oblicza-doskonale się kamufluje.Jako typowy psychopata ma uśmiech przyklejony do twarzy,jest czarujący,ma powodzenie u kobiet.Tym bardziej,że zajmuje ważne stanowisko we władzach naszego niewielkiego miasteczka.Przedtem przez 10 lat był dyrektorem szkoły.Również wówczas był postrzegany jako chodzący ideał.

Tak,lubi władzę i odnosi w tej mierze sukcesy,ale niedawno usłyszałam,że jest przegranym człowiekiem,bo żadne jego marzenie się nie spełniło.Jak to jest być kimś spoza marzeń psychopaty wiedzą wszyskie piszące tu panie.I wszystkie znają ból wynikający z tej wiedzy.Poczucie bezradności pomieszane z nadzieją ,że może to nieprawda,”może tylko tak mówi”.Trzeba przyznać,że mój mąż różni się pod tym wzlędem od innych psychopatów-NIGDY nie próbował przepraszać,przekonywać,że to nieprawda,że mnie kocha.Nie.ZAWSZE za raniącymi słowami stały jeszcze bardziej raniące czyny-totalna obojętność,brak zainteresowania(nawet po śmierci mojego taty 3 lata temu).I wszechobecny uśmiech,który mogę oglądać na zdjęciach w lokalnych mediach.

Dla innych-uśmiech,a dla mnie-kara-moje nieistnienie-ponieważ okazałam się niedoskonała,ponieważ postawiłam o jedno pytanie za dużo.Chociaż to było tylko jedno pytanie-dlaczego nie powiedział,że wróci z pracy wieczorem.

Jestem w tym wszystkim sama.Nie mam przyjaciółek.Rodzina też NIGDY mnie nie wspierała. NIGDY nie stanęła po mojej stronie,nawet wówczas,gdy kiedyś bił mnie po twarzy,kiedy leżałam chora. Wrócił późno z pracy ,a o mnie zapomniał.Miał przywieźć mi lekarstwa i chleb.Kiedy mu to wypomniałam,po prostu mnie uderzył w twarz i powiedział,że wpadłam w histerię,więc mi się należało I że odtąd będzie zawsze tak robił.Poszłam wówczas do rodziców i usłyszałam:”Co ty mu powiedziałaś,że cię uderzył?”

To tylko jeden przykład-mam ich w pamięci,niestety,całe mnóstwo.

Chociaz to pewnie dobrze,że TYM RAZEM nie zapomniałam jego gorzkich słów,tak jak to robiłam przez te wszystkie lata.

                                           ***

                                 ten obcy obok

                                 właściciel rąk

                                

                                 co były jak źródło

                                 i przeprowadzały bezpiecznie

                                 na drugą stronę

                                 milczenia

                                 

                                 tak bardzo przypomina mi 

                                 ciebie

                                 że wargi z bólu zagryzam

                                 wyję do księżyca

 

                                to co utracone

                                nagle pięknieje 

                                w moich ślepych

                                oczach

 

Na czym polega-według mnie „wyjątkowość” mojej przestrogi ,jej moc?Mam trzy dorosłe córki .Dwie z nich wyrywałam z łap psychopatów,w tym jedną z nich dwukrotnie.Oni też chcieli je zniszczyć,ale nie pozwoliłam,bo bardzo je kocham.Bo mam poczucie winy,bo to nie przypadek, że wybrały sobie psychopatów.
A teraz walczę o siebie.Z nadzieją :

                                         

                                          ***

                              a może jeszcze kiedyś

                              pod dotykiem 

                              czułej ręki 

                              zakwitną

                             uśpione we mnie

                             kwiaty

 

 

Pozdrawiam-Alicja.

                        

                                

Niszczyłam się przez rok… ( relacja z hazardzistą)


Uciekłam... to dopiero 11 dzień jest ciężko ale już nie zawróce...
Niby byliśmy przyjaciółmi... ale z przyjaciółką sie nie sypia...
prawda? wstyd mi że pozwoliłam się tak wykorzystywać...  jak pozbyć
się wstydu do siebie?  Potrafie poradzić sobie z tęsknotą, z bólem...
ale wstyd mnie ogarnia codziennie od czasu kiedy otworzyłam oczy...
Poznałam go rok temu, i już wtedy coś do mnie wołało "UCIEKAJ, Z NIM
JEST COŚ NIE TAK" gdybym wtedy posłuchała tego głosu, wszystko by było
takie łatwe...
JA jak prawdziwa kobieta kochająca za bardzo postanowiłam wyrwać go z
nałogu... 12 miesięcy wahania nastrojów, wykorzystywania fizycznego i
psychicznego... dałam z siebie tak dużo nie dostając nic w zamian...
dopiełam swego... doprowadzona do skrajnych emocji, wyniszczona
psychicznie sprawiłam że zaczął sie leczyć, przestał grać, chodzi do
psychoterapeuty i na mitingi dla osób współuzależnionych... i? I
poczułam pustke... misja wykonana , już mu nie jestem potrzebna...
zmienilł sie na chwile, zaczął zabiegać, aż znów sie wycofał jak
zawsze... zawsze tak robił, gdy widział że sie oddalam starał się, by
potem odchodzić nie patrząc na mnie... na to co czuje... a potem znowu
wracał... (u hazardzisty czesto obserwuje sie osobowość dwubiegunową,
to skutek choroby... długotrwałej a on gra 10 lat) odeszłam teraz ja...
na zawsze... pierwszy raz wykrzyczałam co czuje... rok tłumiłam
emocje... nie mogąc nikomu nic powiedzieć, pożalić się...
wykrzyczałam że go nienawidze... że teraz to oboje musimy sie leczyć,bo
sie współuzależniłam... że chce żyć,  i chce by zniknął i chce
zapomnieć...wydusił "przepraszam za wszystko co zrobiłem złego,
dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłaś..." a ja... wyprana z uczuc
odwróciłam się i odeszłam... chodzę na terapie i mitingi dla osób
współuzależnionych... teraz wiem że to współuzależnienie sprawiło
że mimo iż umysł jasno mówił mi co mam robić, silne emocje trzymały
mnie tak mocno, doprowadzając do destrukcji...11 dni,11 siedmiomilowych
kroków do przodu... po szczęście... trzymajcie za mnie kciuki

IZABELLA

„Miał być ślub i …wesele też!”

„Miał być ślub i …wesele też!”

Kochane kobitki postanowiłam Was uraczyć swoją historią „miłości”? Hmm czy to była miłość raczej jak była to chora…zadaję sobie tylko dziennie pytanie czy to ze mną coś nie tak czy z nim…Rozum podpowiadał od początku ale serce nie chciało słuchać…NO TO ZACZYNAMY: Ja 24 latka po przejściach ..atrakcyjna…wesoła.. i silna tak czułam się wtedy silna! Przeżyłam śmierć ojca najlepszego przyjaciela.. zmarł w domu przy mnie..i miałam siłę każdego dnia wstać z łóżka..a to był dobry ah najlepszy człowiek jakiego poznalam w życiu ..jak mogłam pozwolić doprowadzić się do depresji pasożytowi?! Codziennie rano to samo pytanie… Historia jak jedna z wielu, któe tu i na innych blogach przeczytałam.. bo tak jak większość z Was zaczęłam szukać czytać.. myśleć co robiłam nie tak … Napisał do mnie na fb ja byłam w żałobie po śmierci taty spotykałam się z kimś innym ..zobaczyłam jego zdj uznałam taki jakiś niby fajny ale hm tu z jedną zdj tu z inna..olałam gostka..ale niestety z tym kimś innym nie wyszlo i nie wiem czemu napisalam do tego nieznajomego z fb..brakowało mi bliskości ..mówie sobie ah może pora skończyć już z tym wyolbrzymianiem,że istnieje prawdziwa milość mam 24 lata może warto po prostu od tak kogoś poznac nie myślać..nieznajomego gościa zaprosiłam do domu na herbate…taka herbata,że skończyła się łóżku nikt tak jak on wczęsniej takiego czegoś ze mną nie zrobił..myślałam,że to jednorazowe ale kobity ..on dalej wypisywał..no to ja uznałam kurde może to tak miało być…nadeszły świeta..wigilia..chcialam,żeby poznał moją mame..zaprosiłam go zaproponowałam pójscie do Kosciola(jestem praktykująca katoliczka) no i schody…gość mi ,że wierzy ale rodzice go nie ochrzcili ale otwarty jest na wiarę..i wtedy zaświeciła mi się pierwsza lampka! Nie ,nie interpretujcie tego,że mam uprzedzenia religijne ale poczułam jakiś niepokój..że to mogą być problemy..bo on chcial,żebym nikomu tego nie mówiła ,że jest z innej wiary..ok no uznalam facet 28 lat fakt,może czuć się dziwnie moja rodzina katolicka..okey!ważne było dla mnie ,że wierzy i mówił,że kocha Boga:).Ja sama modliłam się co robic,że jeśli coś nie tak Boże pokaż mi droge..Bóg pokazal..a ja już w bagno chciałam wchodzic..gośc po 2 miesiacach jeżdzenia do mnie w każdy weekend..oznajmił, że nie ma 2 km do mnie tylko 28!(AZ) i ze chce zostawac na noc bo nie będzie tak jezdzil…no ja z racji,ze mieszkam z mama..prosiłam go o zrozumienie.. była mama w żałobie..nie znaliśmy się przecież dlugo..ale balam się ze pasożyta strace..z mama pogadałam zostawal w pokoju dla gości..zadowolony!i tak zaczął się panoszyc zadomowił się w moim domu..sama nie wiem jak szybko to się zaczęło toczyć..na początku jeszcze wychodziło na jakieś imprezki z kolegami..ja wierna czekala jasne baw się..potem łup po 3 miesiacach..kolezanka z pracy mowi mi ze jej kolezanka go zna i go poznala na fotce pl.i ponoc dalej ma tam konto..niedowierzałam..tu ze mna do Kosciola chodzi chce się nawracac na dobre drogi..zostaje na noc ..pomieszkuje a kogoś szuka ….no to zalozylam konto na fotce pl.Kobity kochane..zdj Pani super ładnej wyszukałam w necie..wrzucilam dodałam..napisałam odpisał pytam się czy kogoś ma czy się z kimś spotyka odp.ze w sumie nie i jest otwarty na nowe znajomosci NÓŻ W SERCE..umowilam się z nim ze będę z nim w kontakcie..poprosilam kolezanke zeby mnie na nast.dzien do niego podrzucila chcialam zrywac kontakt po co mi kłamca..wartosciowj kobitce :) pojechalam zobaczylam go powiedzialam o wszystkim ..i co…..przeprosil powiedzial,ze konto skasuje..i cooooooo wybaczyłam o tak bo przeciez co innego bym mogla zrobic balam się samotnosci niestety…i tak pasozyt pasozytowal dalej..wspolne imprezy rodzinne..zycie plynelo przeciez chcialam mieć związek..super seks..do czasu kiedy oznajmil mi po stosunku..ze tak w ogole to od początku mu się nie podobalam..i uznal ze jestem zza gruba!i ma dość sluchania o mojej grubej dupie jak mu znajomi mówia(noz w serce)wyszlam z pokoju plakalam..i plakalam nie moglam z tym sobie poradzic zaczelam mu robic wywody jak mozesz takie cos swojej dziewczynie powiedziec jak mozesz histeria!on powiedzial ze chce spac ..co tam moje lzy..wstalam rano..znowu pelna energi koniec związku..i co..weszlam do pokoju zobacyzlam jego mine powiedzialam nie klocmy się..zaczelam się odchudzac deity glodowe..itd znowu życie sielanka..kazdy weekend razem..ale coraz więcej było widac u niego pasozytnictwo..jak jakieś urodziny i kupic prezent to dla swoich znajomych zeby się pokazac ok ale jak dla mojej rodziny czy cos no to udawal glupa..nigdy nie zapytal w sumie na co mam ochote..czy chce gdzies się wybrac..cos zaczynalo mi już nie grac..ale było mi dobrze była bliskosc..byl facet..zaproponowalam wyjazd na weekend w gory..domek wynajelam..oczywisicie placilam zawsze za siebie..on za mnie no co wy?!pierwszy wspolny taki wyjazdj i co pasozyt oznajmnia ze mowil koledze w pracy ze się wybierzemy na weekend i czy kolega może wpasc..kobity czy ze mna cos nie tak ze bylam zla?odp grzecznie ze myslalam ze to taki wypad we dwoje pierwszy ..wpadl w furie nigdy go takiego nie widzialam..nazwal mnie pojebana cipa..ze mysle tylko o sobie ze jestem chora psychicznie..ze wraca do domu..plakalam pilam alkohol plakalam i tak nasze klotnie zawsze wygladaly ja placzaca on w ciszy obrazony…potem podlazl przeprosil mowie to koniec bezsens nikt tak nigdy mnie nie będzie obrazal..przeprosil wypar się ze nie pwoiedzial cipo?!kochane przeciez slyszalam a on mi klamal ze nie powiedzial…w koncu uleglam kolga z narzeczona wpadli ok było fajnie wesolo..na drugi dzien jakby się klotnia nie wydarzyla..lampka czerwona była a ja znowu dalej jak fajnie mieć faceta!minal miesiac..lecial czas szybko i weekend u mojej przyjaciolki ona wtedy była sama mój pasozyt były zabral kolege z pracy..i mielismy grillowac..no i tak tez się stalo..ale pamietam jak jego kolega powiedzial mi,ze mam tak pasozytowi nie okazywac uczuc..bo się zanudzi…mysle sobie czemu mam nie okazywac jak go kocham?!tak kochane..uznalam ze go kocham mimo,ze nigdy mi tego tak naprawdę nie pwoiedzial..jak ja mu powiedzialam odp.ja Ciebie tez..a jak mowilam dlaczego nie mowisz jakiś cieplych slów..odp.JA JUŻ TAKI JESTEM.Po tym weekendzie..dwa dni po..na fb napisala do mnie dziewczyna wiadomosc..”gratuluje Ci faceta”odp.jej o co chodzi?laska wyslłała mi wiadomosci które pasozyt do niej wypisywal..jestes sliczna itd.madra kobita bo mu odp.widze ze masz dziewczyne a on odp.ze to już koncowka związku hahaha dziewczyny wiem..pewnie uznacie mnie za wariatke ale ja od razu zadzwonilam do niego mówie..piszesz z jakąś monika a on mi „NIE” o co CI chodzi haha żenada..dosłowna..i co zamiast zerwac ..on obiecal,że to ost.raz ja wybaczyłam..i tu powiem szczerze było trochę spokoju…..ja lubiłam mu nadskakiwac..obiady ,śniadanka do lozka bo pasozyt..jak był u mnie spal do 11 jakby się go nie obudzilo to i do 14 .Ale wiecie co w tym wszystkim najśmieszniejsze..,że ja poki wyczytałam teraz po fakcie..że jest cos takiego jak psychofag czyt.pasożyt..moja mama pierwsza od samego początku nazwała go pasozytem..a ja go broniłam!!A ona widziala,ze zero pomocy przy domu..jak cos pomogl wypominal..jak cos kupil wypominal..ale wchodzilam w to gowno dalej..bo przeciez szedl ze mna do Kosciola ..bo przeciez czasami zrobil obiad..bo przeciez BYŁ ..i tak po roku..bedac u niego od tak po prostu powiedzial..kochanie wyjdziesz za mnie?a ja mu zartujesz?on nie…na co ja no to wyjde ! Myslalam ze to zarty ale nie nie były..niby szczescliwy dzien?nie moglam w to uwierzyc..mysle sobie może się zmienil w koncu do niego dotarlo ze chce rodzine zakladac..zaczlo się pieklo..bo radoscia mial być pierscionek który po prostu mi dal..w swieta..sama powiedzialam mu no to mi go wloz chociaz na palec!pokazalam mamie ! Mama zaskoczona niby się usmiechnela ale kochane to ona czula ze z nim cos nie tak ….. pieklo czemu..bo pasozyt zaczal planowac..to co..z mama musisz rozmawiac dom na Ciebie zapisany jest? na początku był chetny mieszkac z moja mama chodzil po domu i planowal jakby to pozmieniac…wiecie wtedy myslalam ok normalne..ale teraz po fakcie jak sobie to przypomne. Kiedy powiedzial mi ze zl.nie wlozy jak dom nie będzie zapisany..bolalo mnie to bo mowie mu kocham Cie przeciez nie chce Twoich pieniedzy..i tak mijalo ..wspolne weekendy lato..no tak..a jak jakiś kolega cos zaproponowal to pasozyt nie odmowil bo po co..z dnia na dzien uznal jedzie na weekend z kolega..i odziwko napisal w smsie ze mnie kocha i mam się nie martwic..i kobietki ja nie chcialam być zaborcza i zabraniac ale on to robil zawsze od tak po prostu ze chce i jedzie to tak bolalo ze taki egoizm w nim tkwi…jak wrocil klotnie..pozniej zapominalam..i tak dalej lecialo..mialy być nasze pierwsze wakacje zagraniczne..pasozyt powiedzial ze pojedziemy ale on nie jest bogacz za siebie mam sobie placic ja nie chcialam od niego kasy..ale nie zarabial malo ..mieszkal z mamusia..ja zarabiam niezaduzo ..ale zaplacilam 1800 zl braklo mi jakos 300 zl pozyczyl i wypominal !! ale czego się spodziewac jak on stare radio kiedys z auta chcial mi sprzeedac zebym miala do swojego za 60 zl.Ok mialo być piekne romantyczne wakacje wkoncu we dwoje dodam ze walczylam dlugo z nim zeby jechac we 2!! bo najpierw chcial ze swoim przyjacielem który tak jak i on zakochany był tylko w sobie i w wyglad stawial na 1 miejscu..dzien przed wylotem pasozyt uznal ze się zabawi z kolegami..upil do tego stopnia ze jak dzwonilam do niego nie był w stanie zdanie zlozyc..dodatkowo rozwalil sobie glowe bo po pijaku jechal na rowerze..do mieszkania..KOBIETKI JA MYSLALAM ze go zabije za to ..jak można być tak nie odpowiedzialnym w tym wieku i dzien przed wylotem upic się w trupa i prawie się zabic! Co najlepsze jego mamusia go bronila zebym zla nie była..bo biedny dobrze ze się nic nie stalo oczywiscie ze dobrze ale zero nauki z tego nikomu nie powiedzial ze po alkoholu to się stalo tylko ja i mamusia wiedzialy…polecialam na wakacje z czlowiekiem z rozwalona glowa..wszyscy się na nas gapili..wiadomo cieszylam się w glebi serca ze mu nic się nie stalo ale bylam taka zla za jego nieodpowiedzialnosc..i wiecie co..pilam na tych wakacjach jak oszalala..serio upijalam się bo widzialam ze to wszystko jest chore tyle czerwonych lampek takie narzeczenstwo?on oznajmil mi po alkoholu ze to jego najgorsze wakacje w zyciu i ze wg jak wrocimy do pl to koniec związku …wpadlam wtedy w szal..tak plakalam ze nie moglam się uspokoic bo tym jak go obrabialam on chce zerwac..zaczal wyzywac mnie od wariatek..chorych psychicznie…na drugi dzien obudzialam się i go PRZEPROSILAM..i tak znowu wrocilismy i lecialo..zaczelismy inetresowac się salami na wesele..itd ale pasozyt od razu powiedzial kazdy placi za siebie..obraczki tez na pol!ja się go pytam co kwiaty tez sama sobie kupuje?usmiechnal się ironicznie..no i tak w sumie z ustalen z nim z marzen na wielkie wesele zeszlam na maly skromny slub bo szkoda kasy..zreszta wiedzialam ze w razie czego do niczego nie dolozy..nadeszla jesien..i zaczela się kumulacja..pasozytnictwa..popsul mu się samochód..mial kupowac nowy szukalam razem z nim wozilam go..co się nagadal..w koncu kupil rower ..uznal ze to jego hobby zaczal siedziec tylko w necie i czytac o rowerach zero rozmowy ze mna..tylko seks no i ciesz się kobieto ze przyjezdza..jak się wkurzyalam wylaczylam mu laptopa wpadl w fuerie ze on musi mieć hobby ze ja go w klatce nie zamkne?!kobity w jakiej klatce?ja chcialam z kimś takim rodzine zakladac?!i pozniej było tylko coraz gorzej..ciagle jego wypady na rower..jak z nim jechalam to specjalnie jechal szybko popisywal się w jakiej to formie jest ja podupadlam na zdrowiu nie mialam ochoty na nic ani chodzic do pracy ani na studia jezdzic..zaczal mi gadac ze tylko choruje..tak chorowalam nie wiedzac tego wtedy ale teraz wiem ze przez niego..czulam się samotna samotna psyczicznie..wszystko robilam zle..zmienil zdanie i oznajmil auta nie kupuje kochanie ..zamieszkajmy razem..na co ja bylam tak zaskoczona..przeciez..mielismy za jakiś czas zamieszkac z moja mama sprobowac u mnie..nie on nic takiego nie mowil mlodzi powinni mieszkac sami!kazda kobieta by się ucieszyla z takiej propozycji tylko nie ty! Kochane napiszcie mi kazda?mówił cos innego robił cos innego..zaczal mówić ze on do 30 się wyprowadzi od swojej mamy..zobaczysz będę mieszkal sam..juz przestał mówic o nas mówił tylko o sobie..ze pojedzie zwiedzac na rowerze i wiele innych kiedy tylko był on….ja już psyczicznie nie moglam..zaczelam ogladac mieszkania..chcialam sprobowac z pasozytem zamieszkac balam się co to będzie jak odejdzie…a on się oddalal..chyba tylko kombinowal jak zerwac zeby jeszcze bardziej mnie zniszczyc..przyjechal na swieta…kochana mj narzeczony…dal przed swietami 200 zl na zakupy bo nie ma auta zebym cos kupila..no tak ja kupilam wszystko oczywiscie dolozylam do 200 zl kupilam mu prezenty…pasozyt przyjechal ..wzial prysznic zasiadl do stolu ,pojadl..prezentu nie dostalam..no i 2 dzien swiat mówie ze ide do kosciola może się przejdzie bo siedzial z lapotopem jak zwykle..oznajmil ze ni ebede mu rozkazywac..no i tu lampka moja już dala wielki sygnal zdobylam się na odwage zabralam go na spacer..oznajmilam nie pasujemy do siebie nic od siebie nie dajesz tylko zabierasz ..godzina spaceru ..milczenia on nigdy nic nie mowil… pojechal do domu ja plakalam caly nast.dzien nie wytrzymalam..zadzwonilam..przeprosilam znowu ja..nie wiem już nawet za co okropne…bylam wrakiem czlowieka serio wrakiem..wzielam l4 z pracy..chcialam to ratowac nie wiem nawet co..czy cokolwiek kiedys było..oznajmil ze jedzie na weekend do krakowa..wpadlam w furie mowie teraz jedziesz jak ze mna bys lepiej weekend spedzil nie chcesz ratowac..przez tel wygarnal wszystko..ze mowilem Ci ostrzegałem zebys schudla..ty tylko jesz ciastka(tak w tej depresji z nim fakt jadlam ,objaalam się zeby zajesc brak uczuc) ostrzegalem ze nie chce mieć tlustek kobiety..w o ogole muszę się zmuszac zeby się z Toba kochac..auta nie kupilem specjalnie zeby do Ciebie nie jezdzic ..nie zalezy mi na Tobie..ja jak jakas zebraczka prosilam daj nam szanse..przeciez trzeba walczyc o miłość..okropne jak to sobie przypominam…powidzial mi,ze mam się isc leczyc ze jest ze mna cos nie tak…wpadlam w szal mowie jakto ja jak już to my musimy isc na terapie..on nie widzial w sobie nic zlego…nic powiedzial na koniec rozmowy jestes popierdolona! Po weekendzie w Krk przyjechal w nocy do mnie..zadz.pyta się czy jestem mowie tak a po co chcesz przyjechac …na co on jak nie chcesz to nie przyjade ..a ja znowu zebraczka ok przyjedz.przyjechal jakby się nic nie stalo tematu nie zaczoł poszlismy spac..kochalismy się..i na drugi dzien pojechal…za 2 dni napisalam ze mam kolacje może przyjedziesz razem zjesc..przyjechal..o dziwo..myslalam ze to cos jeszcze znaczy no tak znaczylo pasozyt zjadl ..zaliczyl..mnie ost.raz..i odszedl..bo nast.dnia ja już nie wytrzymalam..jak zobaczylam na fb jak polubil zdj .kobiety na jakims rowerze ..obcej..mowie co jest grane walczysz cos o nas?wiem zalosna byłam wstyd …a on ze nie da rady ze potrzebuje czasu…no tak czasu..potrzebowal tyle ze w sob przyjechal po rzeczy zabral kazda swoja rzecz nawet grilla..uznal ze wszystko jest moja winna..ze bylam za bardzo zaborcza..ze może gdyby moja mama cos wczesniej gadala o podziale domu to bysmy razem byli…..i ze w ogole on chcial zostac katolikiem ale przeze mnie nie został.. KOBIETY KOCHANE ominelam bardzo wiele upokarzajacych mnie opowiesci bo ksiazke bym napisala..nie moge siebie zrozumiec..jak moglam z kimś takim chciec wejsc w związek malżenski ..wiem ze BOGU mam dziekowac ze mnie uchronil ale mimo to jestem w rozpaczy..nie potrafie normalnie funkcjonowac..uzaleznil mnie od siebie..zniszczyl..zanim go poznalam bylam inna kobieta..pelna radosci serca..i sily..skad teraz ta siłe wziaść… boje się ze,juz nigdy nikogo normalnego nie pokocham ….

Mija

Też chciałabym uciec.

Witam.

Dziś natknęłam się na Wasz blog. Jestem pod wrażeniem. Szukałam jakiś rad jak poradzić sobie , jak uciec. Nie umiem się ogarnąć, czytałam post „od zombie do kobiety diamentowej” Wszystkie te fazy, jakbym czytała o sobie. Identyfikuję się z pierwszymi trzema.. Niby zaczyna być lepiej…a zaraz znów się cofam. Może zacznę od początku. Historia jest długa, ale postaram się ją maksymalnie skrócić.
 
Poznaliśmy się dawno, bardzo dawno temu. Na obozie młodzieżowym, jednak tam nie zamieniliśmy słowa. Po powrocie do domów po kilku tygodniach się odezwał, ot tak.. gadaliśmy tygodniami. W zasadzie ciężko to nazwać rozmową , pisaliśmy, smsy i gadu gadu. Tyle że godzinami. Miałam wrażenie, że wiem o nim wszystko. Potem się spotkaliśmy i tak przez całe kolejne miesiące. Co było szokujące, na stopie tylko przyjacielskiej. Czasem się przytulaliśmy. Ale nic więcej, rozmawialiśmy o wszystkim, tematy nigdy się nie kończyły… Spacery do 5 rano. Czułam coś ale bałam się. Potem pojawili się oni. Ja zmieniłam szkołę i poznałam kogoś. A on na jednej z imprez – też kogoś poznał. Mimo to pisaliśmy…Rzadziej się widywaliśmy, mijały miesiące. Przeżywaliśmy swoje ” pierwsze związki” razem, choć byliśmy w 2 innych. Nie rozumiejąc swoich połówek.Oboje mieliśmy wszystko podobne, gusta,ulubione pogramy.. Ciągnęło nas do siebie jak magnes. Trwało około roku. Gdy w końcu zakończyłam związek w którym się dusiłam, powiedziałam mu o tym.. minęło zaledwie parę dni on skończył swój, jego równie toksyczny był. Ciągłe kłótnie i nieporozumienia, rozmawialiśmy o tym. Godzinami. Znów minęło parę tygodni i powiedzieliśmy sobie co do siebie czujemy. Prawie 2 letnia przyjaźń w parę tygodni zmieniła się w wielką miłość. A może cały czas się zmieniała? Byłam najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem. Nie kłóciliśmy się w ogóle, niby o co? Wszystko o sobie wiedzieliśmy. Do czasu wakacji. W sierpniu pierwszy raz porządnie doszło do spięcia. Na imprezie po alkoholu, zawiódł mnie. Poszło jak zwykle później o błahostkę. O to że jego kolega na ” do widzenia” dał mi buziaka w policzek. Rozpłakałam się na gorąco bo nie wiedziałam o co mu chodzi, o co jest zły. Wykrzyczał. Wyszłam w środku nocy na nieznanym osiedlu i wróciłam do domu sama , byłam tak roztrzęsiona, że chciałam iść iść iść… Szłam… Nad ranem doszłam do domu. Oboje unieśliśmy się honorem. Przez 2 tyg nikt się nie odezwał. Sądziłam, że to koniec. Ale nie potrafiłam się pogodzić z tym. Napisałam, ale nic zobowiązującego…Zwykłe co słychać i że mam jego klucze które miałam w torebce na tamtej imprezie. Czas oddać. Miałam nadzieję, że zwróci się po nie, jednak mój krok był pierwszy. W krótkim czasie przeprosiliśmy się i znów było cudownie. Powiedziałam, że następnej takiej kłótni nie przetrwamy, że to nie ma szans wtedy.Powiedział to samo i obiecał że nie będzie tyle pił więcej. Że przesadził. Każdy popełnia błędy. Pogodziliśmy się i od września do kwietnia było znów jak w bajce. Na prawdę jak w bajce. Bez najmniejszej kłótni. Pełna zgodność.
Na zakończenie roku maturalnego urządziliśmy grilla. Wtedy sytuacja się powtórzyła. Nie chodziło o buziaka a o kuksańca. Znów po prostu wyszłam. W ” bajkowym” okresie też bywaliśmy na imprezach. Piszę po prostu o tych, na których się coś działo. Wyszłam i wróciłam znów do domu. Szedł za mną kawałek. Ale później zrezygnował. Dla mnie to znów był koniec. Tym razem myślałam że definitywny. Myliłam się. Miliony łez. Matura. Odezwał się w połowie maja, przed jednym z dodatkowych przedmiotów. Że trzymał kciuki i że się martwi. Znów się spotkaliśmy…Tym razem było trudniej.. Miesiąc powolnego odbudowywania związku, później stwierdziliśmy, że wracamy do siebie. Kochaliśmy się. O dziwo przez kolejne pół roku i kolejny rok.
 Do dnia przed sylwestrem 2014/15. 3 i najgorsza kłótnia. Pierwszy raz padły aż tak ostre słowa . Wyzwał mnie …Chciałam znów wyjść ale on zrobił to pierwszy. Ja zostałam z jego siostrą. U niej. Płakałam. On na drugi dzień nic nie pamiętał. Trafił na wytrzeźwiałke. Zrozumiałam. Przez ostatni rok w głowie miał tylko imprezy..więcej pił, z kolegą napadł na funkcjonariusza podobno. Nie pracował tylko wydawał pieniądze rodziców mimo że był 3 lata po szkole. Praca tylko dorywcza jakieś hauturki. Powiedziałam mu w końcu ” nie chcę już tak” . Prosiłam, żeby dał mi czas i się zmienił. Sama też chciałam się zmienić. To że padły takie słowa to tylko oznaka, że mniej rozmawialiśmy dużo mniej. Po tym zdarzeniu dostrzegłam, że to nie był idealny związek jak ja go postrzegałam. Od tej kłótni miną ponad rok.Po miesiącu napisał, że nie może czekać, że mnie zostawia bo nie umie żyć w niepewności.
Napisał… na tyle go było stać po 3 latach związku i przyjaźni przed.
Najpierw byłam wściekła, potem zrozpaczona, potem już sobie radziłam – na pozór. Na prawdę jestem cały czas w rozsypce..W środku. 
Dziś było apogeum… jak już zajmuję się i nie myślę, czytam książki, założyłam bloga, zaczęłam od ponad miesiąca trenować, staram się nie mieć czasu. Wtedy mi się śni. Jak nie myślę przypomina mi się w snach. To jak tęsknie… Sny są różne.. miłe, dobre… dziś śniło mi się, że jest po wypadku, sparaliżowany..
Od lata ma nową dziewczynę. Znam ją, znaliśmy ją oboje od zawsze. Znała nasz cały związek, ale nigdy nie była blisko. Znajoma znajomych. Była na 2-3 imprezach przez 3 lata.. Mało… na prawdę mało. Byłam w niemałym szoku jak się dowiedziałam.  
Cholernie tęsknie za nim. Dziś chciałam napisać…jest coraz gorzej… ale nie wiem co. Chcę mu pozwolić żyć szczęśliwie, skoro z nią jest. Nie nawidziłam jak ktoś się między nas wcinał. I nie chce go tym ranić . Boję się. i okropnie tęsknie. Nie wiem co mam robić .Nie mam pojęcia już. Codziennie tęsknie. Mam wyidealizowany obraz jego w głowie. Śledzę na facebooku każdy ruch jaki mogę… Nie dam rady się uwolnić. Sądziłam, że to wyjątkowa prawdziwa miłość… Nie bedę już potrafiła tak kochać… i tyle powiedzieć komuś..tak zaufać..
Proszę, Błagam o pomoc. Tylko tu potrafie.
Laura.

 

W mroku

Witam
Czytam Was od roku. Kiedyś już Wam opisałam swoją historię. Niestety od tego czasu minął już prawie rok a ja nie uciekłam. Mało tego mam wrażenie że się cofam. Ponad dwa lata temu odkryłam zdradę męża. Moje 16 letnie małżeństwo runęło. Próbowałam walczyć, odbudować ale nie da się kochać, chcieć za dwoje. Od roku słyszę tylko jak ja Cię nienawidzę, nie zmusiłbym się do ciebie i tym podobne. Obiecaliśmy synowi lat 16cie że do jego egzaminów nie złożymy wniosku o rozwód. Niestety obawiam się że kolejne 2 m-ce nie wytrzymam. Chcę mimo tego zacząć całą procedurę bo obecna sytuacja niszczy i mnie i dzieci. Tylko nie wiem czy powinnam ze względu na słowo jakie dałam synowi. Ale wiem że więcej nie zniosę i nie wytrzymam. Jestem po kolejnej awanturze gdzie podniósł rękę na mnie przy naszej 4letniej córce. Po raz kolejny usłyszałam że mnie nienawidzi i mnie zabije. Niestety nie spodziewałam się ataku i nie miałam możliwości nagrać naszej „dyskusji”. Syn miota się pomiędzy mną a „mężem”. Najpierw trzymał moją stronę był świadkiem tego co mąż zrobił by za chwilę stanąć po stronie „męża” i mnie obwiniać o wszystko zło które się wydarzyło. Szantażuje mnie tym iż jeżeli złożę pozew o rozwód to sobie coś zrobi. Mąż doskonale nim manipuluje np wmawiając mu że wczorajsza awantura była moją prowokacją aby mnie uderzył!!! I syn uwierzył. A awanture mi zrobił o wizytę u koleżanki na kawie. Wstępnie ustaliliśmy opiekę nad dziećmi i podział majątku, niestety wczoraj dostał amnezji i przy synu powiedział że takich ustaleń nie pamięta. Manipuluje synem i rodziną kreując mnie na tą złą matkę, żonę, synową i sąsiadkę… Tylko dlatego że odkryłam zdradę. Brakuje mi sił aby ciągnąć to dalej. Pomóżcie kochane kobitki…mam składać te dokumenty czy czekać aby dopełnić danego słowa mojemu synowi?

Beata

Tutaj/ U nas codziennie jest DZIEŃ KOBIET

kobieta 2

Dzisiaj mamy Święto. Święto wątpliwej proweniencji i reputacji, ale… Święto. Podobno nasze, babskie…

Tak nam się samoistnie i przypadkowo (może nieprzypadkowo, może to Bogini czuwała) z naszym skromnym :) Jubileuszem złożyło.
Nieskromnie chwalimy się (i nas, i Was) – mamy to! mamy TRZY MILIONY odsłon !!!!!

:D  

:D  

:D

Nieuniknioną refleksją jest powrót do korzeni, do początków… Euforia „pierwszego tysiąca”, adrenalina na maksa, kiedy po raz pierwszy pojawiłyśmy się na głównej Onetu, idący za tym nawał odwiedzin – miłych, sympatycznych, zaangażowanych i …trollerskiego hejtu…

Z czasem stałyśmy się stabilnym, pewnym i jakże solidnym domem dla wielu kobiet :) Próbowałyśmy się policzyć, ale to chyba niemożliwe. Mamy świadomość tego skrytoczytającego legionu :) Ale ile nas/Was jest? Jeśli tu bywasz, zaglądasz, podczytujesz, korzystasz, lubisz albo nienawidzisz – zostaw komentarz pod tym postem – napisz cokolwiek, nie pisz nic, ale daj znak, że tu jesteś, że i Twoje odwiedziny złożyły się na te trzy piękne miliony :)

Dla nas, założycielek tego miejsca, to kolejny dowód na słuszność naszych założeń, celowość podjętych działań i efektywność realizacji obojga.
Nie kombinując wiele i nie rozwodząc się nadto DZIĘKUJEMY WAM ZA ZAUFANIE (a może – i przyjaźń?????) 

:D

Uciekajcie do przodu!!!

Matki Założycielki :)

:D

Mój mały poradnik w podróż, aby odnaleźć swoje zagubione „JA”

Witam wszystkie kobiety,

Dla kobiet nie dawno porzuconych, które znajdują się w procesie
cierpienia, chciałabym abyście wytrwały, to nie jest żadna przyjemna
faza i każda z nas to doskonale wie, jakie to są okropne męczarnie
związane z cierpieniem.

"A WiĘC ROZAWIAJMY"

Rozmowy dużo dają, mam nadzieje że każda z was ma osobę zaufaną w
swoim otoczeniu, która jest dla was w każdej chwili i was wysłucha,
jeśli nie to macie tu armie aniołów, wsparcie prosto z nieba od
wspaniałych kobiet, które wiedzą dokładnie co przerabiacie, i ja tak
samo wiem, co za piekło przerabiacie, dlatego postanowiłam znaleść czas
i napisać wam z moich doświadczeń drogę która prowadzi do
uzdrowienia.. Każda droga jest inna i wymaga przede wszystkim czasu i
niestety trzeba zacząć nad sobą pracować.
Na początku drogi cieżko ogarnąć sytuację.. 

"SZUKAMY POMOCY" 

Wszystko co boli, trzeba wywalić z siebie.. Tłumić uczucia i gryźć je
w sobie to w ogóle nie zdrowe, więc dobrze jest, że na początku
szukacie kogoś kto was wysłucha i przede wszystkim zrozumie. Potrafi to
zdrowo ocenić Twoją sytuacje w której akurat się znajdujesz.Nie każdy
też z Twojego otoczenia potrafi zrozumieć co przerabiasz i dlaczego tak
długo cierpisz. 
Można tez szukać wsparcia u psychologów czy zacząć psychoterapię.

Strach, żal, smutek, łzy, tęsknota, niespełnione uczucia, pragnienia,
marzenia, kłótnie, rozczarowania, kłamstwa, oszustwa itp 
panowały twoim życiem na co dzień! Mnóstwo samych złych emocji jak i
negatywnych energii zanieczyszczały Twoje życie jak nim panowały!! 

Wiec masz prawo czuć się rozczarowana, masz prawo płakać i być na tym
etapie w dołku..
I Wypuszczasz pierwszy sygnał .. 

Mam takiego życia dość !!!  

W tej fazie jesteś bardzo osłabiona bo cała twoja energia szła do osoby
ktorą za bardzo kochałaś.. Zapomniałaś o sobie.. 
O Twoim istnieniu, o Twoich potrzebach Przebudzasz się na ostatni dzwonek
! I dobrze że teraz niż by miało być za późno. Sami wiecie,że
kobiety kochające za bardzo potrafią nawet zapłacić swoim życiem.. 

Nie chcecie tak dłużej żyć, puściliście pierwsze sygnały zranionej
waszej duszy w świat i mówicie głośno jak bardzo wam w tych związkach
jest źle, jak bardzo cierpicie, jak cieżko pozbierać się po facecie
który pozostawił po sobie wielkie pobojowisko emocjonalne. 

"AKCEPTACJA SYTUACJI"

Kolejny Twój krok.. 

"Akceptacja danej sytuacji jaka jest w danym momencie" to zadanie będzie
do samego końca wam przyświecało cel, aż w końcu zaprogramujesz się
tak,ze wszystko  co chce wejść w twoje życie będziesz musiała nauczyć
się akceptować.
Wiem doskonale jak na początku jest cieżko pogodzić się z losem,
odrzucamy akceptacje, nie chcemy się z losem pogodzić, buntujemy się,
zadajemy sobie mnóstwo pytań, dlaczego akurat nas los tak krzywdzi.
Dlaczego inni mają super życie a nam nic się nie udaję.. Nie chce nam
się nic, nawet potrafimy zaniedbać swoje obowiązki, myśli skupiają
się nad naszym ukochanym, który tak naprawdę ma nas gdzieś. 

"POCZEKALNIA"

Siedzisz, czekasz i możesz go błagać o pomoc emocjonalną,on cie z góry
oszcza. Ty się zamartwiasz co on robi, czy o tobie myśli, wypisujesz,
dzwonisz,płaczesz za nim bo go kochasz, tęsknisz, a on co robi? Ma cie
gdzieś! Bawi się w najlepsze. Bawi się dzięki twojej cennej energii,
którą mu cały czas nieświadomie wysyłasz. Ty więdniesz i opadasz z
sił a twój psychofag wypasiony na twojej energii dostaje swój zastrzyk
energii i kwitnie w coraz to piękniejszego narcyza! A czemu mylisz
kwitnie? Bo czuje że ma władze i kontrole nad Tobą, nad Twoim życiem,
bo czuje on swoją wyższość nad tobą. W końcu dostał zastrzyk co jego
chore ego zadawała.
A ty siedzisz, kochasz, czekasz i myslisz że się zmieni czy poprawi.. 
I chciałabym wam powiedzieć, ze i ja siedziałam sama w "poczekalni" i
czekałam kiedy tylko się Księciu odezwie i wyzwoli mnie z mojej
męczarni. Nie odezwał się ;-) 
Tu masz wyraźny sygnał .. To co on teraz robi, to juz nie twoja
działka.. Zajmij w końcu się sobą !!! 

"WALKA Z WŁASNYM EGO"

W tym momencie walczymy tylko ze sobą, z nikim innym. I ten proces jest
zupełnie naturalny..Dlaczego tak się dzieje? Nasze Ego nie chce dopuścic
czegoś co jest tak ważne dla kolejnego kroku, naszego dalszego rozwoju ..

Musimy nowe, dla naszego Ego niewygodne sytuacje "zaakceptować",być może
po raz pierwszy raz w życiu coś "przyjąć", "odebrać" do świadomości
i tu bardzo ważna rzecz:
"nie oczekując w zamian nic."
Moje drogę kobitki. To jest powiedzmy taki sobie wstępny "egzamin" Aby
móc nauczyć się "przyjmować", "odbierać" , "otrzymywać" a tego
świata my przecież nie znamy prawda? ;-) 

Przyjdzie czas, że przyjmiesz zmiany do świadomości i zaakceptujesz
sytuacje taką jaka właśnie jest.. Kiedy ten czas nastąpi zależy tylko
od ciebie, stwierdzisz że dalszy bunt przeciw samej sobie żadnych
pozytywnych rezultatów nie przynosi, i też w gruncie rzeczy już wiesz
że sytuacji po prostu nie da się zmienić. Wiec "przyjmiesz" ją taką
jaka jest. 
I tu robimy pierwszy krok do naszej podróży - czyli do samego siebie :-)

"PODRÓŻ DO SAMEJ SIEBIE"

Na początku tej drogi, będziecie wpadać w złość na swojego byłego,
będziecie na niego być może krzyczeć i jego postępowanie obwiniać
itp.. I proszę się też tym nie przejmować że wychodzą takie złości,
ten proces jest tak samo bardzo ważny dla Twojej przyszłej nowej
osobowości której jeszcze nie znasz .
To pierwszy krok do stawiania zdrowych granic i tym właśnie pokazujesz,
że na wszystko jak do tej pory u ciebie było, dalej nie masz zamiaru się
godzić! Takie fazy mogą się z czasem powtarzać, w rożnych odcinkach
twojej podróży.
 tak dla testu twojego "ja" jak daleko jesteś.. Im będziesz dłużej
 szła tylko swoją ścieżką, tym bardziej będzie ci twój były
 "obojętny" 
ten proces akceptacji jest dość mocno związany z lękami, który tez
jest miedzy innymi do opracowania. Trzeba też wziąć do świadomości
to,że jednak zostałaś przez twój toksyczny związek skonfrontowana z
Twoimi najgłębszymi lękami, które gdzieś w Twoim etapie życia
nastąpiły, (być może w Twoim dzieciństwie)
I w tym momencie wracasz do twoich pierwotnych korzeni, jesteś wezwana na
pojedynek sama ze sobą, masz naprawić w sobie to, co zostało w Tobie
zaburzone. 
To twój cień który cie goni.. Wzywa cię na pojedynek tylko po to, abyś
odzyskała nowe życie. 

" WALKA ZE STACHEM, TWOIM CIENIEM"

I tu mogą się pojawić ostre jazdy, (lecz tez nie muszą) bo to wszystko
zależy od waszego indywidualnego rozwoju jak i waszych lęków, strachów
których nie chcecie widzieć a i tak ujrzą światło dzienne. 
Dlaczego ujrzą światło dzienne? 
Bo niestety takie jest prawo przyciągania.. Tego czego się cholernie
boimy, mamy wrażenie jak by nas prześladowało. 
Strach przyciąga strach. 
Przyciągnęłaś część siebie, która jest negatywna, wiemy o tym.. a
mimo tego cieżko nam sobie poradzić z własnymi lękami. I zauważamy
dalej że 
to co z siebie wysyłamy, wraca do nas jak Boomerang z powrotem. I tu
ponownie musze was poinformować, że nie da się tych problemów, lęków
w żaden sposób ominąć. Trzeba nabrać odwagę i zmierzyć się z
własnym cieniem. 
Z mojego doświadczenia wiem, jak cieżko było mi zaakceptować zdradę
narcyza.  
Moim strachem przyciągałam efekt którego nie chciałam widzieć a
zaistniał.
No i masz babo placek..Ucierpiałam strasznie. To był strzał w
dziesiątke, zastrzyk antidotum, jak smierć i nowe odrodzenie, to dało
kopa aby iść dalej do przodu. aby pokonać strach jak i zaakceptować tą
sytuacje, bo tego juz i tak nikt i nic nie zmieni.

Czym jest strach??? 
Jak wiemy strach to też są silne emocje, niestety, ale to bardzo
negatywne emocje które zatruwają duszę, i trzyma tak długo ciebie w
więzieniu aż sama się z niego nie wydostaniesz. to strach blokuje ci
drogę do szczęścia. 
A gdzie panuje strach, tam niespokojny duch!! Tu naprawdę możecie
osiągnąć wspaniałe rezultaty odżywić waszą dusze nauczaniem
duchowym.. np. pismem świętym, czy innym źrodłem które naprowadzi was
na zdrowy rozwój duchowy. 
To balsam dla duszy! To będzie prawdziwy pokarm dla ciebie, który z
czasem wypędzi twój strach. Duchowa droga Uzdrawia, Uspakaja, wzmacnia,
daje nowej siły. Jeśli to waszych lęków nie uspokoi, trzeba dalej
szukać pomocy, podjąć psychoterapię, czy leczyć strach lekarstwami.
Nie ma drogi bez wyjścia :) każdy znajdzie swoją ścieżkę jeśli tylko
się pragnie pracować nad sobą. 
 "Strach to iluzja" i nawet na sam początek taką informacje przyjąć do
 świadomości da ci pozytywne rezultaty. 

Jak nasz ukochany śp. Jan Paweł II powtarzał 
"Nie lękajcie się" 
"Nie bój się, nie lękaj! Wypłyń na głębię!"

Co mówi nam np. biblia ?
czasem ten „duch bojaźni” nas owładnie, i aby go przezwyciężyć
będziemy musieli całkowicie zaufać Bogu 
„Nie ma bojaźni w miłości, wszak doskonała miłość usuwa bojaźń,
gdyż bojaźń drży przed karą; kto się więc boi nie jest doskonały”
(1 Jana 4.18). 
Nikt nie jest doskonały i Bóg o tym doskonale wie. Dlatego dość często
pojawiają się fragmenty w Biblii, które mają zachęcać nas w
przezwyciężaniu strachu. Zaczynając od 1 Księgi Mojżeszowej,
kontynuując aż do Księga Objawienia św. Jana, Bóg cały czas nam
przypomina abyśmy się nie bali.  

Np. w Księga Izajasza( 41.10) która zachęca nas ,„Nie bój się, bom
Ja z tobą, nie lękaj się, bom Ja Bogiem twoim! Wzmocnię cię, a dam ci
pomoc, podeprę cię prawicą sprawiedliwości swojej.” 

Często boimy się samotności, przyszłości i tego co się z nami
stanie.Jezus przypomina nam, że Bóg troszczy się o ptaki, zatem o ileż
bardziej będzie troszczył się o ludzi? „Nie bójcie się; jesteście
więcej warci niż wiele wróbli” (Ew. Mateusza 10.31). 

Tych kilka wersetów zawiera różnych rodzajów strachu. Bóg przemawia do
nas, abyśmy nie bali się samotności, ani tego że będziemy słabi, ani
tego że nie zostaniemy wysłuchani, ani tego że nam czegoś zabraknie.

Dlaczego nie potrafisz zaufać Bogu?

Czyż nie poczuliście  w tych kilku wersetach miłości Boga? Jak do was
przemawia, abyście pokonali strach, abyście mu powierzyli. Bóg was kocha
ponad wszystko. Chce was wyszlifować bo jesteście jego wybrańcami.
Próbujcie więc pokonać strach. Powierzcie wasze strachy Bogu a zapewniam
wam że poczujecie poprzez drogę do Boga wielką ulgę.. 

Wszystkie lęki i strachy oddaje w ręce Boga .. Nie boje się juz
niczego.. 

Gdy w miarę strach będzie opanowany, wraz z nią przyjdzie faza
"ZAUFANiA" 

"ZAUFANIE"

Nigdy tak naprawdę nie ufaliśmy sobie.. Teraz przyjdzie czas że
zaczynasz sobie ufać. Zaufamy też losowi i to że wszystko się dzieje w
naszym życiu bez żadnego powodu tylko dla naszego dobra. Zaufamy Bogu i
naszemu rozwojowi duchowemu. Gdy będziesz miała zaufanie w miarę
opanowane wchodzą kolejne zmiany.

Co do waszego byłego .. Będziecie jeszcze mieć do niego "uczucia" ale
powoli uspakajasz się wraz z twoimi lękami.
Zauważysz w sobie juz zmianę 
- nie płaczesz juz za nim
- nie wydzwaniasz, nie kontrolujesz
- Akceptujesz sytuacje jaka jest 
- Bezsenność się uspakaja
- faza cierpienia kończy się gdzie wchodzisz w fazę pełnego zaufania

W zasadzie faza cierpienia po rozstaniu może być najgorsza i
najdłuższa. Im szybciej zacznie się praca tym lepiej dla ciebie..
Kolejny krok który jest dla ciebie ważny, to:

"WYBACZENIE"

Wybacz najpierw samej sobie!! Nie obwiniaj się dalej. Wybacz również
tym, którzy cie skrzywdzili. Pytanie? Czy potrafisz wybaczyć tym którzy
cie zranili? 
Póki masz z tym problem, będzie panował w twojej duszy niepokój,
złość, zawiść, zazdrość, nie którym nawet marzy się zemsta.. 

Takie dziwne napady przychodzą nagle i mogą się tak długo powtarzać
aż w końcu przebaczysz, bo po co nosić grom żalu i złości w sobie.
Przebacz wszystkim z którymi masz otwarte porachunki. Przebacz twoim
najgorszym wrogom 
Czy byli to twoi rodzice, czy mężowie, partnerzy, kochankowie, ciotki,
wujki,koleżanki itp.. 

Usiądź na spokojnie i zastanów się nad wszystkimi ludźmi z którymi
miałaś do czynienia i zacznij wszystkim wybaczać.

Odetniesz się w ten sposób od toksycznych sznurów które nadal były z
tobą powiązane.
Przez toksyczne sznury odbieramy nawet zle emocje naszych psychofagow.. Ja
czułam,kiedy chciał się na mnie wyładować i wysyłał mi swój pakiet
agresji który miałam za niego przerobić. 

"WYBAWCA CUDZYCH WIN I GRZECHÓW"

Czemu tak się dzieje ? Bo nosimy nadal za nich krzyż!! Bo braliśmy ich
winy, grzechy cały czas na siebie.!! I jeszcze nie widzisz jakim jesteś
diamentem? I jaką w sobie masz ogromną siłę?? Obciążona i całkowicie
przybita swoimi ciężarami, do tego jesteś obciążona jeszcze większym
ciężarem twojego psychofaga, (on nie ma Poczucia winy, to ty jesteś
zawsze wszystkiego winna ) jak i innych którzy niby są twoimi
przyjaciółmi, a tak naprawdę ciebie tylko wykorzystują. Czy Twoje
życie nie przypomina ci Jezusa na krzyżu w wielkim cierpieniu? 

Jezus oddał za nasze grzechy życie, czy droga kobiety kochającej za
bardzo nie wygląda podobnie? Oddałabyś wszystko za miłość. Tylko nie
ty jesteś Jezusem, i nie zapomnij że to Jezus zmarł na krzyżu za Twoje
grzechy aby moc Cie wybawić, czy ty tak samo chcesz zginąć aby wybawić
psychofagów? Nie! 
Jezus zginał za nasze grzechy wiec oddaj mu twój ciężar!! Tak samo
oddaj cały ciężar psychofagowi!! A poczujesz lekkość twojej duszy.. 

Trzeba nauczyć się wysyłać im wszystkie emocje z powrotem. Przyszła i
na nich pora aby brali swoje winy na siebie i na swój krzyż!! Nie możesz
w żadnym wypadku być odpowiedzialna za jego grzechy, winy i czyny! 

Nie jesteś ani jego cpn gdzie tankuje za friko twoją energię ani jego
śmietnikiem gdzie wysyła to czego on sam nie może przerobić.. 

Tu trzeba konkretnie odciąć się od niego.. 
Fizycznie, psychicznie, mentalnie, jak i na poziomie duchowym.. Zamknąć
każdy jeden dostęp który umożliwiał mu zbliżenie do ciebie.

" WYJŚCIE Z POCZEKALNI"

Przychodzi czas że nie czekasz juz na niego.. Siedziałaś cały czas w
"poczekalni" nie wiedząc co ma być z tobą dalej. Ukształtowałaś nowy
światopogląd który nadaje twojemu życiu nowego wymiaru. Wychodząc z
poczekalni, nie tęsknisz juz za nim! Coraz mniej myślisz o nim, robisz
pierwsze kroki do samodzielności. Nałóg popuszcza i tu może przyjść
faza gdzie zaczynasz mowić głośno ..Ze go nie kochasz, ze go juz
puściłaś.. Że o nim zapomniałaś.. Co do końca nie jest może
prawdą, ;-) ale.. (sama zobaczysz różnice tego procesu na końcu ) gdyż
jesteś w tej fazie, myślisz ze jesteś juz powiedzmy w miarę gotowa. a
tak naprawdę jeszcze jest dużo emocji do niego które tylko zaczynasz
ugaszać na siłę, tłumić w sobie i je ukrywać i tu nasza droga
ustawiła prawidłowy kierunek. i jeśli takie coś przeżyłaś, to jest
znak że jesteś na dobrej drodze i próbujesz się uwolnić ze szponów
kata .. 

Probujesz zaufać ,wybaczyć zaakceptować? a przychodzą momenty gdzie
może pojawić się uczucie pustki, czarnej dziury ,samotności, 
Poczucia się bezrobotnym w sensie opieki nad kimś.. Wydaje się takie
życie kompletnie bez sensu, jakieś wyciszone, bez złych emocji,
kłótni.. Czegoś ewidentnie brakuje.. 

To bardzo wyraźny znak, że jednak trzeba dalej pracować nad akceptacją,
zaufaniem lub wybaczeniem.  
Zaczynasz świadomie odbierać że czegoś ci brakuje.. 
I w tym momencie kobieta (może lecz nie musi )powtarza ten sam błąd i
wypełnia tą pustkę np. kolejnym partnerem (próbowała zatłumić
uczucia, lub chce wzbudzić zazdrość w swoim byłym jeśli to on odszedł
do innej, lub po prostu pojawił się instynkt opieki nad kimś, albo sama
go zaczyna szukać na siłę..itp.. 

No i co drogie panie ;-) z autopsji wiemy w w co zaś wpadamy .. Okaże
się, ze jest taki sam "pusty". Ale Nie winnice się za to moje drogie
kobitki.. Takie błędy nieraz trzeba popełnić aby z nich w końcu się
raz na zawsze nauczyć.
I ja tak samo wpadłam w tej fazie z alkoholika na narcyza... !! Ledwo
wyszłam od alkoholika, chwile pózniej wpadłam w sieci narcyza. Dlatego
proszę was z ostrożnością podchodzić do każdego napotkanego wam
mężczyzny który ewentualnie reflektuje tylko jakąś twoją lekcje
nauki. 

"DIABELSKIE KOŁO"

No i mamy dziurę, pustkę i co dalej ??? 
Albo wpadliśmy na nowy toksyczny związek, albo wrócił były i w ten
sposób 
Kończymy naszą prace nad sobą. Zaczniesz pracować po raz kolejny jak
opuścisz koło diabelskie które cie wchłonęło. Jeśli w tej fazie
zdecydowałaś się świadomie żyć bez partnera, bo preferujesz prace nad
sobą, jesteś na dobrej drodze, że nikt inny ciebie tak szybko nie
zatrzyma od twoich niedorobionych lekcji, które wymagają tylko wkładu
twojej pracy. 
Dlatego teraz wybrałam drogę samotności.. Dla własnego bezpieczeństwa,
bo wiem juz co przyciągam i czego więcej nie chce.

"BĄDŹ SOBIE WIERNA"

Droga samotności jest najlepsza w trakcie procesu naszego uzdrawiania,
być wiernym samym sobie, to szlachetna zaleta, jednak nie oznacza tego,
że nie masz się spotykać i poznawać nowych mężczyzn.. Bądź otwarta
na nowe kontakty tylko broń Boże poczujesz ze wpadasz w sidła.. Wtedy
wiej póki nie będzie za późno.. ;-) przez takie spotkania stawiasz
kolejne nowe granice i pokazujesz dokładnie im to czego juz w twoim życiu
nie chcesz.

I pracuj caly czas nad lękami, czy tez zaufaniem.. To krok do kolejnego
zadania ;-) bo dopiero na tym etapie otwiera się druga ważna brama na
twojej drodze uzdrawiania.

"UWAGA"
Nie radzę zaczynać początku waszej drogi od tego kroku, skoro nie macie
powyżej wymienionych lekcji przerobionych. Wielu wybiera drogie na
skróty.. Nie którzy myślą ze kupią sobie ładny ciuch, pójdą do
fryzjera i wyjdą na dyskotekę to jest juz wszystko ok, bo zadbała o
swój wizerunek i pokazała tym że się ceni i kocha.
A po chwili wpada w strach, płacz i wraca do swojej poczekalni w której
przebywała.. 

Akceptacja, strach, zaufanie musi już być w miarę stabilne i
przerobione.

"POKOCHAJ SIEBIE"

No to do roboty drogie panie, trzeba w końcu zacząć wypełniać dziurę
miłością do siebie. :-) 
Wypróbuj wszystkie metody, które mają tylko z tobą do czynienia.. 
Czyli z twoim ciałem, twoją duszą, z twojm umysłem.. 
Zaakceptuj Twój wygląd i pokochaj twoje ciało - to ważne żebyś stale
nie lamentowała, (to za gruba,to za chuda a to mi nie pasuje,czy tamto.)
Jesteś juz i taka zostaniesz. Jeśli chcesz zacznij aktywnie dbać o twoje
ciało. 
Zapisz się na fitnes,
Idź na biegi, Sport jest w tych fazach nam jak najbardziej wskazany ..
Ruch to zdrowie i da tobie zastrzyk nowej energii . 
Dbaj o ciało, oglądaj twoje nagie ciało np. po kąpieli czy przed
spaniem w lustrze.i ujrzyj piękno twojego ciała 
No ile kobiet ma tu problem z "zaakceptowaniem" siebie, jakim nas Pan Bóg
stworzył. Jeśli jak powyżej pisałam nie pracowałaś nad akceptacją,
zaufaniem cieżko będzie pokochać i zaakceptować twoje ciało czyli
część siebie.
Poświeć sobie tylko czas i zacznij komunikować z twoim wyższym ja..
To jest dobre ćwiczenie wzmocnić twoją dusze, poznać jego wnętrze.
Bez lekcji zaufania cieżko będzie zaufać w twoje siły wyższe. Tak wiec
widzicie jaka powyżej praca jest ważna, aby moc dalej kontynuować
prawidłowo prace nad sobą.
W tej fazie przyłapywałam się jak pod nosem gadam coś do samej siebie
;-)
To jest piękne że komunikowałam na głos sama ze sobą. I nie raz to tez
mi się zdarza. Po prostu rozmawiam "sama ze sobą" 
Szanuj siebie, pozwól sobie na małe szaleństwa które dadzą ci poczucie
wartości. 
Dbaj o twoje zdrowie, twój wizerunek,zrób wszystkie lekarskie badania,
zadbaj o twoje potrzeby, jak i twoje obowiązki.
rob sobie np. sama prezenty, 
wynagradzaj się jak tylko możesz. 
Dla twojego umysłu czytaj to co lubisz, sprawdź potencjał twojego
umysłu w innych grupach twoich zainteresowań, odkrywaj nowe pasje,
poszerzaj horyzonty, które były do tej pory dla ciebie tabu.

Faza trwa dość długo.. Ale nie czas nam ważny.. Taka "budowa" musi
mieć stabilne fundamenty, bo do tej pory co budowaliśmy ? Zamek na
piasku.. 
W tym etapie możesz być śmiało dumna z siebie że najgorsze masz poza
sobą.. 
Coraz to bardziej odkrywasz siebie i coraz to bardziej siebie kochasz i
liczysz tylko na siebie. Odzyskujesz twoją energie z powrotem. Jesteś
centralnie w twoim punkcję uwagi i tak masz dalej nad sobą pracować. 

"POWROTY PSYCHOFAGA"

I tu moje drogie panie, kiedy zaczął się u mnie ten proces, gdzie coraz
to bardziej kochałam siebie i wszystkie moje myśli skupiałam na sobie
(nie na narcyzie)pojawił się narcyz gdzie nie mieliśmy ponad 6 miesięcy
żadnego kontaktu !!!! wyczul że moja faza cierpienia się skończyła i
moja energia nie jest mu dostarczana na utrzymywanie jego fałszywych
masek.
Oni to czują.. Czym bardziej rośniesz w siłę i kwitniesz, on więdnie i
brak mu sił witalnych. Tylko ze ten proces będzie dopiero widoczny na
samym końcu twojej drogi. Wtedy ujrzysz pustego więdnącego badyla a nie
narcyza ;-) 
to była tylko kontrola z jego strony. 
"Czy masz kogos!?"  Bo on nie może zrozumieć ze można go juz nie chcieć
:) 
Urwałam kontakt, nie pisałam, nie błagałam żeby wrócił wiec coś
było dla niego nie tak.
Zapłakany, zasmarkany mały chłopiec który czuł ze traci swoją
zabawkę ..
W tym momencie dużo kobiet mięknie 
Dlaczego ?? Bo wierzą ze on się zmienił , ze kocha naprawdę.!!! Oj i ja
na niego nie raz wpadłam .. Teraz to wiem ze on toczył proces swojej
walki ze strachem! Niczym więcej :-) wziełabym go to wlazłabym z
powrotem w diabelskie koło.
Strach u nich jest tak ogromny że tracą swoją ofiarę, że w tym
momencie nawet potrafią przełamać swoje ego aby tylko mieć, posiadać
cie dalej na planie Nr. 2 lub nawet Nr.3
Oni panicznie boją się odrzucenia..czytajcie lektury na temat narcyzów,
psychofagow itp. Zrozumiecie schemat ich funkcjonowania. Coraz to bardziej
będziecie ich unikać.
Myślisz że tacy jak oni kochają ?NIE! Bo on pozbawiony jest uczuć
wyższych.. Z innego punktu widzenia można ich nazwać wampirami
energetycznymi..

Tu podam linka do jednego blogu gdzie ich problematyka jest dokładnie
opisana:


https://monamornak.wordpress.com/2012/10/19/formy-ataku-energetycznego/


Bardzo dużo kobiet walczy o wolność, i wszystkie historie są podobne do
naszych. 

Myślisz ze naprawdę chce wrócić ? Nie! Oni chcą tylko Twojego powrotu
w twój stary Modus!! 
to on będzie nadawał tobie chore reguły żebyś mu uległa i coraz to
bardziej popuszczała. On zyska na tym dalej swoją wolność a zarazem
chce ciebie zatrzymać na ostatnią deskę ratunku jak i na swoje potrzeby
do swoich celów.
A to ze napełniasz się miłością, to właśnie on chce ci zabrać, z
ciebie wyssać, a kiedy nic nie będziesz miała mu do zaoferowania to
znowu odejdzie ale innemu cię nie chce. To pies ogrodnika !! który
wygodnie prowadzi podwójne życie, 
jedno na twoim oddaniu, a drugie dla siebie do którego cie nawet na chwile
nie wpuści. Możesz tylko pocałować klamkę z drugiej strony. Tam nie ma
dla ciebie miejsca.. 
On "chce" - on chce sobie udowodnić że on w każdej chwili może cie
mieć i nadal tobą manipulować i z tobą grać w uczucia.
To dwulicowe kreatury,które potrafią się doskonale maskować.
Perfekcyjnie imitują uczucia a jak to oni niby kochają jak tylko coś
chcą!!! To my doskonale wiemy ;-)

"Czyny się liczą a nie żadne twoje puste słowa i puste obiecanki" co do
tej pory zrobiłeś? Nic.. ! 

Napewno nie raz wam cuda naobiecywał zgadza się? Nie raz was okłamał,
zmanipulował, oszukał .. 
Czy były skutki po powrocie ? No na chwile może tak, ale nie na dłuższa
metę, nie!!! bo on się szybko wypali i nie da rady!

Gdyby kochał to by był z tobą !!a nie opuszczał by cie jak mu fujarka
stoi w najtrudniejszych fazach życia.
Gdyby kochał okazałby to tobie czynami a nie pustymi obiecankami.. Czyny
się liczą!!
Gdyby kochał nie szukałby za twoimi plecami kolejnej ofiary która
podbuduje jego chore ego.

"EMOCJONALNY TEST"

Taki nie zaplanowany powrót twojej byłej milości jest kolejnym
emocjonalnym testem dla ciebie, i to jest bardzo trudny test, no bo jak
cieżko ujrzeć twarz prawdziwego narcyza .. Mistrza kłamstwa i
manipulacji .A "człowiek serca" tak bardzo wierzy w miłość i tym
bardziej na długo oczekiwane, wyznane, zapragnione przez niego uczucia
miękniemy.. Mało tego!! 
Nie które kobiety nawet zaczynają siebie znów za wszystko obwiniać.!!!
Nie wolno wam w żadnym wypadku brać jakiejkolwiek winy na siebie! 
No i tak można wpaść w kolejna pułapkę przygotowaną, perfekcyjnie
zaplanowaną przez narcyza czy innego psychofaga ..

"WYBÓR NALEŻY DO CIEBIE"

dasz szanse, wrócisz z powrotem na dno i zaczynasz znów wszystko od
nowa.
Diabelskie koło zaczęło się znów kręcić i będzie się tak długo
kręcić w kółko, aż w końcu zrozumiesz że trzeba te cholerne,
toksyczne diabelskie koło opuścić raz na zawsze..inaczej mówiąc
opuścić toksyczną grę.. W tej grze nie da wygrać .. Wygrasz kiedy po
prostu z niej wyjdziesz.. Opuszczasz grę,nie czekając na finałowy "szach
matt" .. Wyszłaś i nawet nie wiesz ze to jest twoja wygrana .. 

"KOŁO FORTUNY"

dla ciebie zaczyna się tworzyć nowe koło "kolo fortuny" i w tym kole
jesteś sama odpowiedzialna w jakim szybkim tempie 
Twoje koło będzie się kręcić. To ty jesteś jego motorem. I co w twoje
koło włożysz dostaniesz z powrotem.. Jesteś jego twórcą jak i twojego
życia. 

Kobiety które dawały im szansę, napewno wiedzą że każdy powrót
kończył się kolejnym rozczarowaniem jak i rozstaniem. 
I z doświadczenia wiem, że nawet mogą oni być coraz to gorsi. Ostatnie
etapy są tak ciężkie że nastąpi odwrócenie ról. On zacznie udawać
niewinną ofiarę a z Ciebie zrobi winowajcę!

"UCIEKAJ DALEJ DO PRZODU"

A wiec gdy przyjdzie taki emocjonalny test dla ciebie i pojawi się
znienacka ponownie w twoim życiu twój były psychofag, narcyz , alki
,socjopata, bezduszna kreatura itp.. Zdecyduj się w tym momencie żyć
dalej tylko dla siebie!!! Nie patrz do tylu. Uciekaj do przodu. Pokaż mu,
że ty tak samo potrafisz żyć bez niego jak on bez ciebie! Pokaz że nie
jesteś jego zabawką, którą się zabawia i rzuca w kąt kiedy mu się
znudzi. 

Mój narcyz tak płakał ze kocha, ledwo wytarł zasmarkany nos i odrazu
poszedł do swojej drugiej ofiary ..no bo jak ma taki człowiek żyć,
który sam nie produkuje energii miłości. Oni tak naprawdę są
urodzonymi niszczycielami miłości, nienawidzą jej, a zarazem nie
potrafią bez niej żyć. 

Pracujesz dalej nad sobą, coraz to bardziej stajesz się pewniejszą
siebie kobietą, która sama wie czego w życiu chce. w ten sposób
szanujesz i doceniasz coraz to bardziej siebie, i śmiało możesz być
dumna z siebie! Twoja niska samoocena znika, nabierasz wiary w siebie..
Będzie coraz to lepiej układać się w twoim życiu.

Jesteś diamatem który trzeba jeszcze oszlifować :-)

Budowa nad twoim nowym "ja" trwa pełną parą.. 

"NOWE WEZWANIA"

Tu dojdzie mnóstwo nowych zadań dla ciebie .. Być może zaczniesz
rozglądać się za pracą, za nowym hobby, przypomnisz sobie wszystkie
rzeczy które zaniedbałaś w trakcie toksycznego związku. Zaczynasz
odkrywać twoje ukryte talenty których wcale nie byłaś świadoma że
takie posiadasz, wkraczają w życie nowi znajomi, mili, życzliwi ludzie,
którzy tobie pomagają iść dalej do przodu i otwierają nowe perspektywy
na przyszłość .. 

"MÓWIMY NIE"

Z tej fazy płynnie wejdziesz w ciekawą fazę .. Stawiania granic i mowić
"nie" być może ta faza płynnie zaczęła się z innymi twoimi lekcjami i
trwa od początku twojej pracy, tylko że na początku twojej drogi być
może jeszcze nie byłaś świadoma że trwało testowane twoich granic,
nie zauważyłaś tego, bo nie byłaś tak daleko jak jesteś teraz i
mówiłaś dalej do wszystkiego tak! Tym razem będziesz uczyć mowić się
głośno "NIE"

"ŻEGNAJ i WITAJ"

W tej fazie posypało mi się nawet dużo starych znajomosci .. Bo nie
podobały im się moje nowe granice.  Zauważyłam ile fałszywych ludzi
było w moim otoczeniu. Tylko im pomagać, a co do czego mieli cie gdzieś.
W tej fazie możesz naprawdę się przekonać, kto jest prawdziwym twoim
przyjacielem, bo oni zostaną. Reszta która nie pasuje w twoje nowe życie
odejdzie. Gdy coś nowego mamy wpuścić w życie trzeba zrobić na to
miejsce ;-) Ci co poszli, zrobili miejsce nowym i lepszym
znajomością.Takie testy mogą spadać wam dosłownie z nieba!(Mogą lecz
nie muszą)Nie będziesz w ogóle panować nad sytuacją. Tak więc zanim
coś powiesz .Krok do tylu, i przemyśl jak masz to "nie"  ująć w słowa,
bo w tym zadaniu  jest bardzo ważne abyś więcej nie decydowała z
głębi twojego serca lecz włączyła umysł. 
W tym zadaniu musisz dokładnie zadbać o twoje potrzeby, których nie
wolno ci odstawiać na bok.. Testy bedą tak długo trwały aż będzie
wszystko w miarę opanowane. 

I tu zyskasz sporo. 
Zmiana twojego "ja" w gronie innych  będzie tobie tylko uświadamiać jak
ludzie cie respektują, szanują, doceniają, lubią czy nawet kochają.. 

I nic w zamian nie chcą .. 

Ty za to nauczyłaś kochać siebie, odnalazłaś twoje zagubione "ja"
I to co wysyłasz tez przyciągasz .. 

Prawie wszystko pasuje!! o twoim byłym juz prawie wcale nie myślisz, nie
masz juz do niego żadnych oczekiwań. Jesteś tak zajęta sobą i swoim
życiem ze nawet gdy pojawi się jakiś kandydat .. Chcesz możesz jeszcze
pobyć sama.. Bo jest ci dobrze samej ze sobą i juz nie szukasz nikogo aby
ktoś twoją pustkę wypełnił jak to było wcześniej.
Stawiasz granice.. I wiesz dokładnie jakiego partnera chcesz a jakiego
nie.

"NiE OCENIAJ, NiE BĄDŹ MATKĄ TERESĄ"

To tylko takie małe ćwiczenia które mogą pojawić się na twojej drodze
w rożnych etapach twojego rozwoju. Kobieta kochająca za bardzo ma to w
sobie że jest zaprogramowaną, dobrą "Matką Teresą", która doradza,
ocenia, każdemu chce udzielić dobrych rad, i układa innym życie wobec
jej dobrego doradztwa, To piękne cechy, bo zawsze dla każdego chcieliśmy
dobrze, ale nie możemy stale troszczyć się i kształtować cudze życie.
W toksycznych związkach bywałaś również mamusią psychofaga. Teraz
nabierasz innego kształtu kobiety! Nikogo nie oceniasz, ani żadnych
innych sytuacji nie bierzesz pod lupę, nikomu nie doradzasz jeśli się
nikt o twoją radę sam nie zapyta. Obecnie odbierasz ludzi tacy jacy są,
i nie masz zamiaru ich zmieniać. W każdym z nich ujrzysz także piękno.
Zobaczysz że rola Matki Teresy zupełnie zniknie z twojego nowego "JA" 

"KRÓLEWNA"

Powoli nasz Kopciuszek, czy nasza Matka Teresa zamienia się w Królewnę
.. 
Wróciłaś do Twoich pierwotnych korzeni ..Jesteś teraz w Twojej
żeńskiej energii.. Juz nie gonisz za facetami, nie błagasz ich o
miłość. W tej fazie zobaczysz ze to oni biegają za tobą i polują  :)

Bo jesteś teraz w swojej wypełnionionej energii.. Jesteś Królewną !!!
W 100% - Kobietą !!! 
Czujesz się jak byś się przebudziła z długiego snu. Jesteś cudowna,
wspaniała, zaradna, kochasz siebie jak innych, w tej fazie chcesz coś
robić nie tylko dla siebie lecz całego świata. Masz taki zastrzyk
energii że nie wiesz co z tym zrobić i komu ją przekazać.. 
Znasz twoje cele, potrafisz powiedzieć im NIE jeśli coś nie pasuje,
odmówisz DATE bo idziesz na np. fitness, masz spotkanie z koleżanką ,
nie rzucisz juz twoich obowiązków dla kogoś bo ktoś tylko coś chce od
ciebie!  

to teraz ty ciągniesz za sznurki! 
Masz je ręku moja droga i juz NIGDY nie oddaj je w cudze ręce z powrotem.

"ODBIERAJ"

I przyjdzie faza gdzie zaczynasz po raz pierwszy raz w twoim życiu
odbierać, otrzymywać :-) to będzie dla ciebie zupełnie coś nowego.. 
U mnie zaczęły dziać się takie cuda, że nie raz płakałam ze
szczęścia. Przyjdą jakieś nie oczekiwane prezenty, czy kwiaty, dentysta
zrobił mi zęba za friko :) hehe itp.. 
Otrzymasz miłość i szacunek od ludzi
Nawet obcy ludzie uśmiechają się do ciebie stale na ulicy.. 
Takie nie oczekiwane małe rzeczy, niespodzianki a sprawią ci ogromną
radość!!

Tu możesz być pewna ze "budowa" twojej własnej milosci się wypełnia i
przynosi już pozytywne efekty. 
Bo Teraz kochasz siebie i zasada przyciągania działa dalej 
Pamiętacie co przyciągaliśmy na początku pustka przyciągała pustkę
A co przyciągamy teraz ?
Miłość przyciąga Miłość.
Szczęście przyciąga szczęście 

Nie chodzi tu o miłość którą do tej pory budowaś na strachu czy
lęku, i która wprowadzała cie w stan uzależnienia. Tu chodzi o
bezwarunkową czystą miłość.
Masz w sobie tyle miłości ze ją nawet całkiem nieświadomie wysyłasz w
świat.

"POZYTYWNE MYŚLI"

W całym procesie uzdrawiania pomoże wam rownież praca waszych myśli ..

Myśli wypuszczone raz w świat zawsze się manifestują i wracają do nas.

Poczytaj lektury o mocy naszych myśli, naszego umysłu. Ja miałam zawsze
pozytywne myśli, mój narcyz zaś był czarnowidzem. 
Jeśli jednak ktoś z was ma skłonności bycia "czarnowidzem" to naprawdę
radzę zając się pracą nad waszymi myślami.. 

To Nasze myśli budują nasza teraźniejszość jak i przyszlość ..trzeba
nauczyć się żyć w teraźniejszości, bez strachu i lęku co będzie
jutro. 
nauczyliśmy się zaufania do nas, do Boga, do świata, więc jest nam
coraz to łatwiej żyć chwilą .. tu i teraz.. 

Praca nad myślami sprawiła ze nieraz to co sobie życzę .. (Nie chodzi o
sprawy materialne ) zaczyna się spełniać.. Rownież zauważyłam małe
skłonności telepatyczne .. Jest tyle nowych rzeczy które odkrywam na
nowo.. Dary Boga spadają z nieba.. Odbieramy je moje drogie ;) 

Cóż moja kobitko kochająca za bardzo..
Czy nie jest to juz dużo co możesz zyskać? Pamiętaj ze nigdy nie
zmienisz się w narcyza .. Bo ty byłaś i jesteś człowiekiem serca,
jesteś Miłością.. Wybrańcem Boga który nad tobą szlifował abyś
otrzymała jego dary .

Możesz podsumować co na obecną chwile zyskałaś.. A co miałaś?
 Chciałabyś wrócić z powrotem w ręce kata? Napewno juz nie.. 
Przyjdzie i moment ze sama będziesz analizować swoje związki i sama
powiesz, co ja wszystko robiłam żeby tylko "go mieć" żeby "tylko mnie
kochał" poniżające to było prawda? Gdzie dawaliśmy z siebie wszystko
aby coś w zamian otrzymać.

"NOWY PARTNER"

Teraz nie masz już żadnych oczekiwań .. Jesteś po prostu w swoim życiu
szcześliwa, brakuje może jakiś nowy partner.. No bo jeszcze nie wiesz,
czy ty w ogóle potrafisz dopuścic do tego, aby cie ktoś kochał i
okazał uczucia !! I jak ty sama zareagujesz na emocje którymi będziesz
obdarzona, jak na nie reagować ? Jak je odbierać? 
Teraz przypomnisz sobie 
jak bardzo goniłaś za "emocjonalnie pustymi" facetami, teraz doskonale
wiesz 
i rozpoznajesz czemu właśnie takich (niby) kochałaś .. Oni byli tylko
odbiciem twojego wnętrza, twojej pustki którą szukałaś stale na
zewnątrz a jednocześnie tacy tobie byli wygodni bo nie czułaś
zagrożenia przed jego uczuciami(no bo on ich wcale nie miał.) I o Nic
więcej tu nie chodzi ! Jego charakter nie ma nic z prawem przyciągania. W
tej fazie kiedy uwolnisz się całkowicie emocjonalne nawet zrozumiesz że
tylko dzięki niemu dostałaś tego kopa abyś była teraz tu gdzie jesteś
i tylko za to można mu w głębi duszy podziękować.. Bo ty teraz jesteś
kwitnącą różą, a on uschniętym zwiędłym badylem

Mnie też jeden kandydat zalał uczuciami że naprawdę wolałam uciec
przed tym ;) Ale .. To normalna faza.. Odbierać uczucia miłosne to tez
dla ciebie będzie nowość. 
Reflektuje rownież twoje zachowanie jak byłaś kochającą za bardzo i
doskonale wiesz, że tak już nigdy nie będziesz prowadziła związku. 

Ten proces  będzie trwał tak długo aż się otworzysz i  przyjmiesz
miłość jak i uczucia przez CIEBiE tego jedynego wybranego nowego
partnera .. To będzie szczera miłość i partner taki jakiego sobie
wymarzyłaś :) 

W tym miejscu jestem .. :)  jeszcze nie wiem jak odbiorę miłość kiedy
pojawi się mój partner z którym bede chciała się związać. Jak
wygląda droga dalej? 

"RELACJE INNYCH KOBIET" 

Od kobiet, które są nawet dalej ode mnie i które są już w nowych
związkach, wiem że nie jest im na początku łatwo w nich żyć.. Mają
wszystko od partnera, czego tak bardzo zawsze pragnęły: czyli milosc,
zaufanie, wierność, akceptacje ,bezpieczeństwo. Otrzymały wszystko, nad
czym tak cieżko pracowały. 
I tu również docenisz twoją pracę nad sobą. Możesz być z siebie
dumna.
 Jest wszystko ładnie i pięknie a mimo tego, czegoś im na początku
 jeszcze brakuje .. Sa troszkę oziębiałe w "dawaniu" swoich uczuć i
 mogą pojawić się nawet blokady seksualne.. Z tym ze to również dobry
 znak!! To sygnał prawidłowego drogi  twojego zdrowienia !!! Wszystko
 jest w porządku, ten etap trzeba po prostu przejść. 

Są jednak kobiety, którym czegoś jest ciągle brak.. I nie wiadomo tak
naprawdę na jakich etapach utknęły. Takimi wypowiedziany proszę się
nie sugerować 

Brak mi czegoś. Czego pytam? .. 
Odpowiedz .. Chyba cierpienia .. 
Inne zaś mówią ze tym momencie gdzie jest nowy partner, pojawia się po
raz kolejny ich były !!
I muszą dokonać wyboru.. 
Nie które bez wahania zostawiają z nowym partnerem, bo są szczęśliwe.
nie które mówią ze nastąpiła kompletna przemiana u jakiegoś
psychofaga!! Ze chyba trzeba uwierzyć, że nie których można zmienić
czy też uratować. Co do tych pań które wypowiadają się w ten sposób,
można bez wahania wywnioskować, że nie są tak daleko i wpadają po raz
kolejny w diabelskie kółko o czym pisałam wyżej.. 

Inne zaś wierzą ze to przeznaczenie, czy tez karmiczne, ciężkie i
cierpiące związki które prowadzą przez cierpienie do ich złączenia,
pojednania. No i siedzą osłupiałe cały czas w swojej "Poczekalni"
kochają i wierzą że wróci i będzie Happy End!!. Też nie wierz w
ezoteryczne bajeczki !! Jak karmiczne związki, bratnie dusze itp..

Jedynie uwierz w Boga!! W siebie i swoje siły.. Masz biblie to wiesz ze
tacy jak oni to dzieło szatana które kusi i sprowadza cię na złą
drogę. 

Jedno jest pewne , ze zyskacie zupełnie nowe życie! czy bez partnera czy
z nowym partnerem.. (Starych kategorycznie wykluczam) tym bardziej miałam
tyle rozstań i powrotów że z mojego doświadczenia śmiało mogę wam
odradzić kolejnej rundy, cierpienia jak i straconego czasu. 

Jaki Bóg ma z nami plan, tego nie wiemy.. Ale jednak możemy mu zupełnie
zaufać i nie martwić się dziś co będzie jutro  ;-) 

Drogie kochające za bardzo kobitki..
Jest jeszcze wiele przed nami pracy. 
 jedne zaczynaja dopiero swoją podróż, jedne są juz gdzieś w połowie
 drogi, a nie jedne są na końcowym etapie.. 

Wszystkim życzę owocowych prac nad sobą :) 

Jesteście tego wart być kochane, szanowane, docenianie jak mało kto..
!!
Daliście z siebie tyle miłości, daliście z siebie wszystko .. !!!
Każdą z was podziwiam i w każdą z was wierzę że dacie radę. Będzie
mi ogromnie miło, jeśli której z was mogłam moją pracą chociaż dać
małą iskrę nadzieji by pomóc w waszej podróży do siebie ;-) 

Sporo zasiałaś.. Oj sporo .. Czas drogie kobietki otrzeć łzy, spojrzeć
na siebie i zabrać się za prace i też przyjdzie pora dla was na
żniwa..
A co zasiałaś to też zbierasz.. ;-) 

I tego każdej z was z całego serca życzę
Niechaj wasza podróż do waszego nowego  "ja" będzie nowym początkiem
waszego życia.. 

Pozdrawiam

Mona

Szanujmy się kobietki!

D poznałam na czacie smsowym. Gdy pokazałam jego fotkę koleżance okazało się, że to brat jej koleżanki. To ona przekonała mnie do utrzymania tej relacji bo dla mnie ” gadał tylko o sobie i swojej rodzinie”. Gdybym wtedy zrezygnowała…
Nigdy mnie nie uderzył, nie pił, nie zdradzał ale tak wiele ” razem” mnie ominęło.
Teraz wiem co znaczy niezgodność charakterów i inne wartości życiowe.  Wiem co znaczy żyć z egoistą, samolubem, odludkiem i maminsynkiem. Wiem co znaczy upaść na dno, żeby mozolnie podnosić się z kolan. Czy niemożliwe istnieje? Być może to prawda:)
Nie chcę opisywać tego co było. Staram się wymazać 10 lat z pamięci.
Nie byłam szczęśliwa w tym małżeństwie. Mam mało pięknych wspomnień. Może by się parę fajnych znalazło ale zawsze widzę siebie wkurzoną, z poczuciem niesprawiedliwości: bo dlaczego ja mam ze wszystkiego rezygnować? dlaczego ja nie mam normalnego faceta?
Zwyczajne sytuacje u Nas zawsze były problemowe.
Żal mi straconego optymizmu.
Jestem dziś z moim Skarbem 8letnim i staram się żyć teraźniejszością, nie wracać już do tego. Ale jest we mnie jeszcze dużo złości i żal do siebie samej, bo pozwoliłam się nie szanować. Jest kiepski wizerunek mężczyzny w moich oczach, choć poza Nim zawsze otaczali mnie fajni faceci.
Zaczynam od zera a raczej od kredytu;)….. Chcę być szczęśliwa!
Szanujmy się kobietki!,……………………
…………………………………Uciekłam
juska

Muszę uciekać

Witam serdecznie, ja dopiero zaczęłam uciekać..Oto moja historia: Jestem na cięzkim etapie w moim życiu, moja relacja partnerska bardzo mnie zniszczyła i doprowadziła do stanu depresji. Od dwóch lat choruję na tę ciężką chorobę, chodzę do psychiatry biorę leki, ale nie widzę poprawy.

Zaczęło się wszystko trzy lata temu, poznalismy się przez internet, bardzo sie zaangazowałam, starałam się byc dla niego najlepszą kobietą pod słońcem, codziennie robiłam się na bóstwo i zgodnie z maksymą, przez żołądek do serca, gotowałam same cudowności. Okazywałam czułość. On od samego początku nie okazywał zainteresowania, nigdy na żadnej randce nie powiedział mi komplementu. Było mi przykro, że nie widzi jak się staram. Wszystko rozbijało się o skałę z lodu. Pomijając kwestię wyglądu, nigdy nie pochwalił mnie za smaczny obiad i nigdy nie powiedział nic, co pozwoliłoby mi poczuć się d, wyjątkowo i ważnie, czułam się tak, jakbym była powietrzem.  

Przez wiele miesięcy nic sie nie zmianiało, nie było nigdy chetny do zbliżen, własciwie zawsze tylko ja byłam tych zbiżeń inicjatorką. Depresja zaczęła się w osmym miesiącu ciązy, ponieważ on coraz czesciej opowiadał mi o innych kobietach, bedac obojetnym na moją osob. Podam przykład, znalismy sie już wtedy kilka miesięcy, ja przygotowałam pyszną kolację,świeczki, romantyczna atmosfera, ubrałam się seksownie, a kiedy weszłam do pokoju on powiedział, że robię z sibei pajaca i że mam mu natychmiast odsłonić telewizor, bo tylko zasłaniam ciekawy film. Kompletnie nie zauważył ani mnie ani tej kolacji.Zresztą nigdy na mnie nie patrzył, nie był też nigdy zazdrosny. Zupełny lodowaty głaz. Tamtego wieczoru, zgasił telewizor i poszedł spać, a ja przebrałam się w piżamę i zostałam sama ze sobą i z wielkim smutkiem i żalem, nie czułam się kobietą. Nastepnego dni przyszedł z pracy i pierwsze co powiedział na wejsciu, że jakas kobieta szła przed nim na ulicy i cytuję(przepraszam za słownictwo, ale chciałam oddać w pełni tę sytuację), że szczuła go rowkiem między pośladkami, gdy to mówił czułam niezdrowy entuzjazm w jego głosie. Bardzo mnie to zabolało. Tym bardziej, że mnie nigdy nie traktował jak atrakcyjnej partnerki. Takie sytuacje się powtarzały. Okropna, bolesna obojętność do mnie wspólistniała z opowieściami o innych kobietach. Czułam się jak smieć, sam nie mówil mi nic miłego,ale gdy ktos inny mi powiedział reagował strasznie.  Raz, ciekawa jego reakcji, opowiedziałam mu sytuacje która miała miejsce w sklepie, gdy obcy męzczyzna powiedział mi komplement.A mój facet odparł na to-jesli ktoś mówi ci komplement musi byc  kompletnym kretynem. Poczułam się strasznie.Zabolało, poczułam się mała, brzydka… On czesto w taki sposób deptał moja kobiecość. Mówił, że podniecają go inne, a do mnie przychodzi tylko na obiady. Jako kobieta umarłam przy nim, wpadłam w depresje, w straszne kompleksy. Czuje sie gorsza od innych kobiet. On mowi innym kobietom komplementy, wchodził na strony z roznegliżowanymi kobietami…mnie jednoczesnie pomijajac jak zbedną rzecz, lub traktując jedynie jak służacą, która ma go obsługiwać. Mamy wspólne dziecko i jestem z nim, ale jestem na skraju załamania nerwowego. Nie czuję sie kobieco, nie czuje sie seksownie, nie czuje, ze on mnie pragnie…nie wiem dlaczego on tak mnie traktuje. Moje poczucie własnej wartości nie istnieje, zostało wdeptane w ziemie i pod tą ziemią pozostało. Depresja bardzo mi doskwiera. Ciągle się czuję, jak taka gorsza wybrakowana wersja kobiety, która mu nie odpowiada.Niszczy mnie poczucie winy, czuję się wprost koszmarnie. Nigdy nie byłam osobą wolną od kompleksów, cechowała mnie zawsze wielka wrażliwość, ale zanim go poznałam, byłam zdrowa.On mi odebrał zdrowie i wiarę w siebie. Spowodował, że jestem jednym wielkim kompleksem i wrakiem człowieka.

Poza kwestiami kobiecości i jego oziebłego stosunku do mnie, są jeszcze kwestie macierzyństwa i ciągłej krytyki mnie jak matki. Bez ustanku słyszę, że nie potrafię opiekować się dziećmi, ze jestem smieszna i nieudolna, że za dlugo już mam tę przekletą depresje, która w jego mniemaniu jest urojona i stanowi jedynie moja fanaberię.

 Gdy szukałam pomocy na forach, kobiety,  które przeszły podobne sytuacje, uzmysłowiły mi, że jestem ofiarą przemocy i, że musżę uciekać…tak, jak to zostało pieknie ujęte…uciekać do przodu..Ale jestem na początku tej drogi, jak dziecko we mgle. Były juz rozstania, ponieważ nie wytrzymywałam tego, ale po chwili miękłam jak gąbka zwiedziona obietnicami poprawy, lawiną przeprosin i wizją naszej idyllicznej przyszłości jaką psychofag roztaczał przede mną. Wracałam do niego, godząc sie na kolejne upokorzenia. Psychopata skutecznie zaniżyl moja samoocenę słowami w styly” nikt cie nie wezmie z dziecmi, nikt cie nie pokocha, powinnaś być mi wdzieczna za moja wiernośc i dobroć”.

Moja historia wciąz się pisze, tak naprawdę chcę uciec od tego i w poszukiwaniu pomocy, zawędrowałam na Waszego bloga, którego lektura rozjaśniła mi bardzo wiele kwesti. Muszę uciekać dla siebie, ale też dla dzieci.

Pozdrawiam. Marlena