Witam.

Znalazłam Waszą stronę i postanowiłam opisać swoją historię bo nie radze sobie z myślami, nie wiem czy robię dobrze.

Wszystko zaczęło się 3 lata temu jak zmieniłam pracę. Byłam wtedy w związku już 6 lat (mój chłopak jest kierowcą i widzimy się tylko przez tydzień w miesiącu). W pracy poznałam chłopaka który na początku nie przykuwał mojej uwagi. Był miły, pomagał mi się odnaleźć w tym wszystkim miał narzeczoną więc też jakoś się nim nie interesowałam – był po prostu dobrym kumplem. Po kilku miesiącach przyszedł do mnie na kawę i wtedy po jego wyjściu coś mnie tknęło i powiedziałam mu, że rozstałam się z chłopakiem. Spotykaliśmy się dalej jako znajomi, rozmawialiśmy godzinami przez telefon i tematy się nie kończyły. Tylko jak jechał do swojej narzeczonej nie kazał mi nic pisać bo twierdził że jest bardzo zazdrosna i tego nie zrozumie. Uszanowałam jego prośbę i przez cały weekend praktycznie milczeliśmy. Ale gdy tylko nie był u Niej się odzywał i tematy się nie kończyły.

Pewnego dnia oświadczył mi że zerwał z Nią, nigdy na to nie nalegałam ale też mnie to ucieszyło. Byłam już od Niego uzależniona, mojego chłopaka nie było on przyjeżdżał, razem spędzaliśmy czas, praktycznie wszystko razem. I tak trwało to 2 lata, tylko że przez ten czas się do siebie nie zbliżyliśmy z uwagi że ja cały czas miałam w podświadomości fakt że kogoś mam. Ale nie dawał po sobie poznać, że cos jest nie tak twierdził, że będzie czekał tyle ile będzie trzeba bo to ja jestem ta jedyna i od pierwszego dnia jak mnie zobaczył wiedział że będziemy razem. Poznałam jego rodziców, rodzinę,  naprawdę zachowywaliśmy się jak para. Kiedy zmarła jego mama też całe dnie spędzaliśmy razem.

Ale rok temu napisała do mnie jego była narzeczona, że jesteśmy obie oszukiwane. W pierwszej chwili nie wiedziałam co ta kobieta ode mnie chce, o co jej chodzi… przecież ja tak ufam Robertowi ze jestem pewna, że on by mnie nigdy nie skrzywdził i nie okłamał. Spotkałam się z Nią a ona pokazała mi smsy które do niej pisał. Z Nią spotykał się tylko wtedy jak ja jechałam do rodziców w odwiedziny 120 km od miejsca gdzie obecnie mieszkam. Jak mi opowiadała spotykali się po lasach a to u Niego w domu bo mieszkał sam i uprawiali seks. Cały czas też przez to robił jej nadzieje że będą razem. Jak ja wracałam to ją zbywał, zabraniał jej pisać do siebie i kontakt urywał itp. Miedzy nami było pięknie czasami tylko wyrzuty czemu jestem taka niedostępna, czemu ukrywam że mamy tak dobry kontakt przed ludźmi z pracy. Ale ja zawsze uważałam że co kogo interesuje moje życie prywatne.

Po Naszej rozmowie postanowiłyśmy to z Nim wyjaśnić i pojechałyśmy do Niego, co prawda był zaskoczony, nie wiedział jak to możliwe. Wtedy powiedział że to mnie kocha przy Niej ale znał mnie i wiedział ze jak raz mnie okłamie to może o mnie zapomnieć. Że byłam niedostępna a on nie wiedział co się dzieje. Wyjaśniliśmy wszystko z Nim i pojechałyśmy. Tego dnia i nocy pisał jeszcze do mnie, że mnie kocha że mam jej nie słuchać. Ale następnego dnia już było odwrotnie to ją kochał i do Niej chciał wrócić, mnie obrażał że to ja mu namąciłam, że oni tyle razem przeszli i że musza być razem. Że jaka to ja zła jestem. Nie wiedział że my mamy razem kontakt i wymieniamy się smsami jakie do Nas pisze. Ja milczałam 5 miesięcy on sporadycznie do Niej pisał. Ja przez ten czas się zaręczyłam jakoś funkcjonowałam chociaż nie ukrywam że czasami o Nim myślałam. Nie potrafiłam zrozumieć że tak mnie oszukał i  z dnia na dzień potrafił mnie obrażać przed Nią, nie dawało mi to spokoju. W pracy oczywiście wszyscy myśleli że to Ja go zraniłam i zostawiłam bo się zaręczyłam a on biedny został sam.

Pewnego dnia pojechaliśmy ze znajomymi po pracy na piwo do miejscowości w której on mieszka. Po alkoholu człowiek odważniejszy nie wiem co mnie tknęło ale postanowiłam, że może pójdziemy do niego pod pretekstem skorzystania z toalety. I tak się stało wylądowaliśmy u Niego na chacie, wypiliśmy wszyscy jeszcze trochę alkoholu. Oni pojechali a ja zostałam by wyjaśnić sobie z Nim wszystko co mnie jeszcze bolało ( jeśli można to tak nazwać) . Całą noc rozmawialiśmy a rano odwiózł mnie do domu. Mówił, że nie odzywał się bo zawsze powtarzałam ze kłamstwa nie wybaczę itp. Ale nawet nie spróbował ze mną nawiązać kontaktu tylko zaczął umawiać się z czasem z innymi.

Nie wiem jak to się stało ale od razu kontakt wrócił znów na ten sam tor wjechaliśmy. On zaczął się starać wiedząc ze mam kogoś. Naprawdę zaczęło mu zależeć ja chciałam się przekonać czy faktycznie nie potrafię bez Niego funkcjonować, zamieszkaliśmy razem przez miesiąc było super, był opiekuńczy, miły, zbliżaliśmy się do siebie ( ale nigdy do seksu nie doszło). Czekał 6 miesięcy jaką podejmę decyzję czy zostawię swojego narzeczonego. Bardzo nalegał i oto były praktycznie tylko Nasze kłótnie. Ja nie potrafię tego zrobić,  nie wiem dlaczego. Robert twierdzi że się zmienił, że dostał nauczkę od losu. Ale moje niezdecydowanie doprowadziło do tego, że pewnego dnia powiedział koniec i odpuścił. Mamy kontakt bardzo ograniczony. Po tygodniu coś mnie tknęło i pojechałam do Niego, ale auta nie było on telefonu nie odbierał. Zadzwonił po 22 i oświadczył że był u rodziny a telefon zostawił w domu bo zapomniał. Po czym jak zaczęłam bardziej dopytywać zaczął się mylić, potem zmienił wersje na inna. Nie jestem pewna ale wydaje mi się że mógł być na spotkaniu z inną kobietą, tylko tak po tygodniu Naszego rozstania? Czyżby mnie znów oszukiwał, że nikogo nie było a jednak gdzieś tam ktoś był?  Teraz do mnie tylko pisze że mam dać mu spokój by sobie to życie mógł jakoś poukładać. Nie pisze do Niego jeśli tego chce. On się odzywa ale na zasadzie, że jak ja tak mogę być z kimś innym.

Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony było widać że mu zależy, że jest za mną ale czy tak było naprawdę ? Teraz bardzo brakuje mi wspólnych rozmów, spędzania razem czasu. Nie wiem co mam robić tak naprawdę. A z drugiej strony mam narzeczonego który jest bardzo za mną i nigdy mnie nie skrzywdził.

Zdaje sobie sprawę z tego, że Robert bardziej mnie rozumie bo pracujemy w tej samej firmie i znamy specyfikę tej pracy, ale czy tylko tego mi brakuje?

Proszę wyraźcie swoja opinie na ten temat. Bo ja już nie mam sił.

Pozdrawiam

Iwona