Hej :)
Zdecydowałam się napisać do Was, bo nie potrafię sobie poradzić z moimi uczuciami i myślami. Nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale wiem że muszę to komuś powiedzieć, wyrzucić to wszystko co we mnie siedzi, bo zwariuje.
Tak naprawdę to nawet nie wiem od czego mam zacząć..
Jestem w związku od ponad 3,5 roku, od roku jesteśmy narzeczeństwem. Ja mam 26 lat, on jest o 5 lat starszy. Poznaliśmy się na studiach, ja byłam na pierwszym roku, on na ostatnim. Mieszkaliśmy w akademiku w pokojach na przeciwko siebie. Mi wtedy zaczęło na nim zależeć, ale on nie traktował mnie, ani chyba innych dziewczyn na poważnie. Później urwałam z nim kontakt, wyprowadziłam się. Ale spotkaliśmy się kolejny raz jakieś 4 lata temu. Nie miałam w planach wchodzić z nim w jakieś głębsze relacje, ale życie tak się potoczyło, że zaczęliśmy być razem.
Na początku wszystko dobrze się układało. Mieszkaliśmy osobno, ja miałam studia i pracę, i czas na wszystko- znajomych, imprezy, żeby iść do kina z przyjaciółką, na zakupy, na basen czy rolki. On miał swoją pracę (w której często był w delegacji, praktycznie co tydzień wtorek-czwartek) i znajomych i oczywiście motor :) Po roku zamieszkaliśmy razem. Wtedy też było całkiem ok. Każdy na tygodniu miał swoje zajęcia, a gdy on wracał na weekend to zazwyczaj spędzaliśmy go razem.
Ja powoli zbliżałam się do końca studiów i zaczynałam szukać pracy w tym kierunku. Wtedy mój chłopak wpadł na pomysł żeby mnie wkręcić do firmy w której on pracował na staż. Udało się. Dla mnie była to ogromna szansa na zdobycie dużego doświadczenia. Ale dzięki pracy razem w jednej firmie wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart. Przeprowadziliśmy się z Krakowa do mniejszego miasta, gdzie znajdował się oddział firmy do którego byliśmy oddelegowani. Ja co raz rzadziej spotykałam się ze znajomymi, bo oczywiście było to problemem, że chce się spotkać z kimś bez niego, a co gorsza iść na imprezę. Ze znajomymi z pracy też nie mogłam się spotykać bo 80% to mężczyźni więc jak to.. Z chłopakami (kolegami z pracy) będę się spotykać.. A jak już się udało umówić na jakąś pizzę i pogaduchy to były telefony o której wrócę i gdzie jestem. Jeżeli poszliśmy razem na imprezę, to musiałam się bawić tylko z nim, bo przecież po co się idzie na imprezę z chłopakiem, nie można już zatańczyć z kimś innym. Wszystko co robiłam ja robił i on, ja jechałam w góry to on ze mną, ja na basen to on też, kupiłam rolki żeby mieć coś dla siebie, tydzień później kupił i on. Nawet swobodnie nie mogłam porozmawiać z kolegą czy koleżanką przez telefon, tylko musiałam wychodzić na spacer. On przestał się spotykać ze swoimi znajomymi, stwierdził że skoro ma ich w pracy to po pracy nie są mu już potrzebni. Tak naprawdę nie chciał wychodzić sam bo wiedział, że ja też będę chciała sama gdzieś wyjść. Kiedy zorientował się jak bardzo mnie ograniczył było już za późno..
Ja zaczynałam już żywić uczucia do kogoś innego.. Do kolegi z pracy, który był dla mnie ogromnym wsparciem i okazywał mi dużo zrozumienia. Być może dlatego że tkwił w bardzo podobnej sytuacji. Dziewczyna z którą był również bardzo go ograniczała, oczekiwała spędzania z nią każdej chwili, czego konsekwencją było ograniczenie spotkań ze znajomymi, czy własnych planów. Zaczęło się od rozmów w pracy, wspólnych przerw na kawę, długich rozmów na whatsappie, telefonów.. Aż kiedyś po pracy spotkaliśmy się właśnie na pizzę i pogaduchy, później był spacer, później przytulił mnie do siebie i pocałował.. I tak zaczęliśmy się spotykać, kiedy tylko było to możliwe. Mój chłopak zaczął studia podyplomowe, więc co drugi weekend go nie było, czasami też gdzieś wyjeżdżał. Miałam trochę więcej swobody.
Ten drugi związek trwał kilka miesięcy. Tomek rozstał się ze swoją dziewczyną, bo jak twierdził nie dawała mu ona odczuć ile dla niej znaczysz, czy w ogóle coś znaczysz, nie wspominając już o tym, czy go kocha. On jej nie kochał.
Ja też starałam się nie pokazywać po sobie, że mi zależy. Nie oczekiwałam od niego żeby mnie pokochał, żeby spędzał ze mną każdą wolną chwilę, żeby poświęcał mi uwagę. Nie naciskałam na niego. Sam zaczął to robić.
Czułam się przy nim jak nigdy wcześniej, byłam zakochana (i nadal jestem).. Był dla mnie czuły, kochany, troskliwy, czułam, że jestem dla niego całym światem i w jakiś sposób dał mi odczuć, że mnie kocha (z resztą powiedział, że sprawiłam to co nie przychodzi tak łatwo, że rozkochałam go w sobie), robił ze mną wspólne plany na życie i powiedział, że postara się zrobić tak, żeby wszystko się poukładało i żebyśmy byli szczęśliwi..
Ale w pewnym momencie zaczął mieć co raz mniej czasu dla mnie, niby się umawialiśmy na dany dzień, a później się okazywało że ma inne plany, że nie da rady. Po kilku takich sytuacjach, zapytałam co się dzieje, czy ma jakieś problemy, czy może zaczął spotykać się z kimś innym. Po prostu chciałam znać prawdę.
Oto co mi napisał: Coś mi się wydaje…że ja mam jednak problem z uczuciem o nazwie „Miłość”.  Mam jednak problem z jej szczerym odczuwaniem.. O ile w ogóle umiem to odczuwać a wydaje mi się, że jednak nie. Przez to tak ranie w tym momencie Ciebie. Stąd też takie moje ” wycofanie” w stosunku do Ciebie. Bo po prostu nie czuję potrzeby dzielić się moimi odczuciami.
Wydaje mi się, że trafiłaś na złego gościa. Potrzebujesz chyba jednak kogoś uczuciowego a ja jestem jaki jestem.
Wiem, że przeze mnie Cierpisz, bo czuję to… Pewnie już sobie powiedziałaś w środku, że sobie z tym poradzisz, przetrawisz i pójdziesz dalej z podniesioną głową. Może to i lepiej bo ja się nie nadaje chyba do bycia z kimś.. Sam nie wiem. Do niedawna oddałbym wiele za chwilę z Tobą…a ostatnio gdy wokół tyle okazji na to, to zbieram się do tego jak sójka za morze i nic nie wychodzi..
Nie umiem tego Ci wytłumaczyć racjonalnie.”
Odpisałam, że chce żeby powiedział mi to prosto  w oczy. Spotkaliśmy się jeszcze tego samego dnia, było to dla mnie ogromnie ciężkie przeżycie ale na tyle ile mogłam nie dałam po sobie poznać że jest mi bardzo przykro.
Powiedział,  że zależy mu na mnie, że nie chce mnie stracić i nie jest tak, że nic do mnie nie czuje. Powiedział, że jakąkolwiek decyzje podejmę to on to uszanuje. Na koniec chciał mnie przytulić i chyba pocałować ale powiedziałam, że nie chce. Podziękowałam, powiedziałam: „miło było” i poszłam.
Akurat tak dobrze się złożyło, że kolejny dzień był ostatnim dniem mojego stażu, więc już nie musze go oglądać w pracy. Za to on i mój chłopak się zaprzyjaźnili, jeżdżą sobie razem w góry.
Nie rozumiem co takie zrobiłam albo nie zrobiłam, że tak to się skończyło. Wiem to chora sytuacja, podwójny związek, jeszcze ta sama firma. Nie obwiniam go za to, że tak się skończyła nasza relacja, to była ciężka sytuacja dla nas obojga.
Ale oddałam mu całą swoją miłość, nigdy nikogo tak nie kochałam jak jego, czułam przy nim taki spokój, bezpieczeństwo i nie musiałam myśleć o niczym, to było jak magia..
Miał również moje wsparcie, ciepło, uczucie że jesteś dla mnie bardzo ważny, że go potrzebuję. Dostał to wszystko czego nie miał w poprzednim związku. Dosłownie jak na tacy. Teraz wiem, że za szybko i za łatwo. I właśnie to, tak naprawdę zabolało najbardziej. A w momencie kiedy ja tego potrzebowałam, po prostu mnie olał i stwierdził, że jest egoistą. Tak z dnia na dzień, tylko jakoś przez prawie rok był zupełnie innym człowiekiem. To co to było? Zabawa?
Ja dalej jestem ze swoim narzeczonym, nie wiem co dalej. Niestety sytuacja tak się poukładała, że jest całkowicie od niego zależna. Szukam obecnie pracy, więc póki co mieszkamy razem. Mam nadzieję, że niedługo sytuacja się wyjaśni i wyprowadzę się gdzieś daleko. A później zakończę ten związek, bo nie jestem w stanie być z kimś kogo nie kocham.
Co dalej? Jak mam poradzić sobie z tymi uczuciami, z miłością do człowieka z którym nie mogę być? Nawet nie wiem, czy bym tego chciała.
Ale kocham go, całym sercem i bardzo mi go brakuje..
Katarzyna